Drodzy Parafianie.

Pozdrawiam Was wszystkich bardzo serdecznie i tych, którzy odwiedzają naszą stronę.

W związku z poważną sytuacją epidemiologiczną w Polsce oraz utrudnieniami w uczestnictwie we Mszy św. i modlitwie w naszych kościołach parafialnych z powodu obostrzeń sanitarnych, postanowiliśmy uruchomić bezpośrednią transmisję Mszy św. i Nabożeństw z naszego kościoła parafialnego do Waszych domów.

Wszystkich, którzy z różnych powodów nie mogą być obecni w naszym kościele na Mszy św., Adoracji czy modlitwie , zapraszam do uczestnictwa w nich dzięki prowadzonej transmisji.

I tak: w Niedzielę transmisje Mszy św. będą o godz.: 09.30 i 12.30,

w Święta o godz.: 09.30 i 12.30, a w tygodniu o godz. 18.00.

Mam nadzieję, że będzie to dobre narzędzie, dzięki któremu będziemy mogli razem uczestniczyć w liturgii Mszy św. i modlitwie oraz podtrzymywać jedność i wspólnotę naszej parafii.

 

Transmisja będzie się odbywać w wyżej ustalonych godzinach pod aresem:
https://www.youtube.com/channel/UCvpLITHd8nJIXr31M0zB20w

 


 

Na Boskim sądzie
(Mt25,31-46)

Znajdziesz się, niezależnie od tego, czy będzie ci się to podobało, czy nie. Staniesz na nim niezależnie od tego, czy wierzysz, czy nie wierzysz. Niezależnie od tego, czy jesteś chrześcijaninem, wyznawcą islamu, Żydem, świadkiem Jehowy, zielonoświątkowcem…, staniesz przed Jezusem Chrystusem - Sędzią. Na tym sądzie więc spotkamy się po prostu wszyscy.

A on Król i Sędzia, rozdzieli dobrych od złych, zbawionych od potępionych, jak pasterz rozdziela owce od kozłów. Kryterium podziału, będzie stanowiła relacja do bliźniego będącego w potrzebie, który nie ma możliwości odwdzięczenia się za otrzymane dobro. Relacja do tego bliźniego jest bowiem relacją do samego Jezusa. To logiczna konsekwencja faktu, o którym czytamy w Janowym Prologu: - Słowo stało się ciałem i zamieszkało wśród nas (J 1,14). Do zbawionych, wprowadzając ich do domu Ojca, który jest królestwem przygotowanym dla człowieka od założenia świata, Jezus powie:

Bo byłem głodny, a daliście Mi jeść; byłem spragniony, a daliście Mi pić;
byłem przybyszem, a przyjęliście Mnie; byłem nagi, a przyodzialiście Mnie;
byłem chory, a odwiedziliście Mnie; byłem w więzieniu, a przyszliście do Mnie.

Ci, którym miłość weszła w krew i stała się normalną zasadą ich działania, tak dalece, że nie dostrzegali nadzwyczajności swoich czynów, Jezus powie: Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili.

Ta sama zasada, która dla zbawionych okazała się kluczem do życia wiecznego, dla tych, którym zło weszło w krew i stało się zasadą ich postępowania, okaże się kluczem do ich potępienia: Wszystko, czego nie uczyniliście jednemu z tych najmniejszych, tegoście i Mnie nie uczynili.

Każdy człowiek jest stworzony przez Boga z miłości i do miłości. Św. Jan we wspomnianym Prologu znakomicie określa ten dar miłości: Była światłość prawdziwa, która oświeca każdego człowieka, gdy na świat przychodzi. Prawdziwym światłem dla człowieka jest miłość. Jej nie można wymusić, ona jest fantastycznym dialogiem między człowiekiem a Bogiem oraz człowiekiem, a jego bliźnim, który rozgrywa się w ludzkim sumieniu i ludzkim działaniu. Choć fantastyczny, nie jest on łatwy i nieraz pełen głupich decyzji i złych czynów. Prawdziwą postawę miłości człowieka zna tylko Bóg. Dlatego też Jezus prawdziwy Bóg i prawdziwy Człowiek, będzie sądził wszystkich z miłości, jako że za wszystkich On złożył ofiarę, która "zbilansowała" wszelkie zło, czyli zadośćuczyniła. Złożył ją jako prawdziwy Człowiek za przyjaciół swoich, a przez swoje prawdziwe Bóstwo, nadał jej nieskończony wymiar.

Dziś tak wielu pogubiło się w miłości, a świadczą o tym przerażające słowa nienawiści wykrzykiwane przeciwko bliźnim i to tym, którzy nie mogą w żaden sposób się bronić. Za tymi słowami idą czyny i to najgorsze, do jakich zdolny jest człowiek. I może wielu stawia sobie pytanie: czy Bóg umarł?

Nie umarł! Jest i dalej nas kocha! Jezus przyjdzie, aby naprawić wszelkie zło. Człowiek - sprawca zła, nie ma mocy jego naprawy. Może to uczynić tylko Bóg. Jezus przyjdzie, aby dopełnić sprawiedliwości i osądzić nas wszystkich z miłości. Jego sprawiedliwość jest jednocześnie Jego miłosierdziem.

Czy jestem na spotkanie z Nim gotowy?

Ks. Lucjan Bielas


 

Czego dzisiaj nam brakuje?

(Mt 25, 14 – 30 )

Czas i sytuacja, w jakiej się znajdujemy, domaga się odpowiedzi na to pytanie. Szukając jej, wsłuchujemy się w słowa Chrystusa, który opowiada przypowieść o talentach. Pewien człowiek, mając się udać w podróż, przywołał swoje sługi i przekazał im swój majątek. Jednemu dał pięć talentów, drugiemu dwa, trzeciemu jeden, każdemu według jego zdolności, i odjechał. Rozdzielony majątek był spory i mniej więcej odpowiadał 50 000, 20 000 i 10 000 denarów. Denar to była godziwa zapłata za jeden dzień pracy. Pan znał swoich podwładnych i dokonał podziału według indywidualnych możliwości każdego z nich. Wszyscy wiedzieli jakie oczekiwania miał pan, a rozdysponowany majątek nie był prezentem, lecz zadaniem. Dwaj pierwsi wywiązali się znakomicie, każdy z nich podwoił powierzony kapitał. Mimo że dysponowali różnym majątkiem, ostateczna nagroda była taka sama: wejdź do radości twego pana.

Trzeci sługa zachował się pasywnie. Zakopał powierzony talent, co uchodziło za niezyskowny wprawdzie, ale za to, najbezpieczniejszy sposób zabezpieczenia pieniędzy. To złudne poczucie bezpieczeństwa trwało do momentu powrotu pana. Nic go nie uchroniło, talent trzeba było odkopać i stanąć przed panem. Cała narracja, jaką do tego dołożył, nie tylko go nie uratowała, lecz pogrążyła. Pan osądził go według słów, które wypowiedział, czyli według sumienia, jakie posiadał. Można powiedzieć, że sługa sam na siebie wydał wyrok.

Można długo analizować przyczyny wewnętrznego zakłamania trzeciego sługi. Miał wiedzę i świadomość taką jak dwaj pozostali, lecz brakło mu entuzjazmu, który wynikał z relacji osobistej do pana. Zaowocowało to strachem i najgorszą decyzją.

Jesteśmy mocno zasmuceni sytuacją w Kościele, w świecie i w naszej Ojczyźnie. Miało to swoje uzewnętrznienie 11 listopada, w dniu naszego narodowego dziękczynienia za dar wolności. Nie było w nas radości, lecz przygnębienie.             Dlaczego?

Odsunęliśmy na boczny tor w naszym narodowym świętowaniu przypadające w tym dniu wspomnienie św.Marcina. Tymczasem ten legionista rzymski, mnich i biskup z Tours, żyjący w IV wieku, w czasach napięć w świecie i Kościele, zbliżonych do naszych, ma nam wiele do przekazania.

Przede wszystkim entuzjazm, jaki posiadł w spotkaniu z Chrystusem i z nieustannej z Nim łączności pozwalał mu na zachowanie posłuszeństwa wobec władzy świeckiej i kościelnej, a jednocześnie na proaktywną postawę w swej działalności. Podobnie jak św. Ambroży z Mediolanu, Marcin z Tours potrafił sprzeciwić się katolickiemu cesarzowi Maksymusowi w związku z niesprawiedliwym wyrokiem wydanym na Pryscyliana. Miał odwagę inicjacji duszpasterstwa wiejskiego w Galii i życia jako mnich będąc biskupem, czym irytował wielu matadorów kościelnej hierarchii. Marcin nie stracił nigdy entuzjazmu, nie stracił bowiem żywej relacji z Chrystusem, od którego otrzymał zadanie do wypełnienia. Dzień jego śmierci,8 listopada 397 roku, a więc moment stanięcia przed Chrystusem, moment oddania talentów, które otrzymał i pomnożył, znakomicie przedstawił w liście Sulpicjusz Sewer.

Kiedyś i ja stanę przed Panem albo z tym, co przymnożyłem albo z tym, co zakopałem. Może więc. Póki jeszcze czas warto postawićsobie pytanie: czy jest we mnie entuzjazm, ale taki prawdziwy, taki oparty na relacji z Chrystusem?

Ks. Lucjan Bielas


 

Czuwajcie więc, bo nie znacie dnia ani godziny
(Mt 25,1–13)

W naszej aktualnej sytuacji ta zachęta dana przez Chrystusa ma szczególny wydźwięk. Podobnie jak wpisanie jej w przypowieść o pannach rozsądnych i nierozsądnych nie wydaje się zwyczajnym zbiegiem okoliczności.

Mówiąc o Królestwie Bożym, czyli o swoim królestwie, Jezus posłużył się wyjątkowym obrazem z życia codziennego ówczesnych Izraelitów, a mianowicie dniem zaślubin. Był zwyczaj, że panna młoda oczekiwała na swego ukochanego w wyznaczonym dniu, wraz ze swymi przyjaciółkami. Zwyczajem było, że oczekiwały zaopatrzone w lampy z oliwą, i zwyczajem było, że pan młody zwykł się spóźniać. Te godziny poprzedzające przybycie pana młodego, zwykle spędzano na radosnej zabawie, która nie zwalniała jednak z czujności i roztropności. Kiedy oblubieniec przybył, a mogło to być o różnych porach dnia lub nocy, rozpoczynała się uczta weselna, na którą czuwający byli zaproszeni. Opis samej uczty mamy u św. Jana, który relacjonuje w swej ewangelii, wesele w Kanie Galilejskiej.

Jezus, mówiąc o Królestwie Bożym, porównuje je do uczty weselnej, na której to On jest Panem Młodym. Radosne oczekiwanie na Niego jest już częścią uczty, a kluczem do wejścia na nią jest lampa z zapasem oliwy.

Ojcowie Kościoła na czele ze św. Augustynem (por. Sermones 93,4) upatrywali w oliwie koniecznej do rozpalenia lamp, symbol miłości. Nie można jej bowiem kupić, otrzymuje się ją jako dar, który trzeba strzec w swoim sercu przez czynienie dobra. Ta miłość i wynikające z niej miłosierdzie kształtuje się w relacji do Pana Młodego, do Chrystusa. Nie wystarczą więc deklaracje i górnolotne zapewnienia. Miłość jest bowiem gotowością całkowitego poświęcenia i oddania swojego życia, bo On, Jezus Chrystus, prawdziwy Oblubieniec, taką miłością nas darzy. Innej odpowiedzi na Jego miłość nie ma.

Te, które były gotowe, weszły z nim na ucztę weselną i drzwi zamknięto. Dla niegotowych, drzwi domu weselnego pozostaną na zawsze zamknięte i nie pomoże żadna retoryka, żadne prośby i błagania, aby je uchylono. Głos Pana Młodego, czyli Chrystusa jest radykalnym wyrokiem: Zaprawdę powiadam wam, nie znam was. Trudno o jaśniejszą deklarację. Tylko serca rozpalone miłością gwarantują prawdziwe poznanie i miejsce na uczcie, jedynej, która nigdy się nie skończy.

W tym wyjątkowym czasie, po tych wyjątkowych wydarzeniach, dokonajmy wszyscy wyjątkowej korekty naszych lamp, naszej miłości Boga i miłości bliźniego. Czuwajmy, bo nie znamy dnia, ani godziny.

Ks. Lucjan Bielas


 

Deklaracja, której najbardziej dzisiaj potrzebuję
(Mt 5,1-12a)

Do tych, którzy głos Chrystusa chcą usłyszeć, do tych którzy mają odwagę zostawić swoje codzienne sprawy i pójść za Nim na górę, do tych, którzy na przekór logice codzienności, mają odwagę zapomnieć o czasie i przestrzeni, do tych, którzy zostawili całą maskaradę i szukają prawdziwego oblicza, do każdego z nas On dziś mówi:

- Ja Jezus kocham Cię za to, że w głębi swego ducha ciągle do Mnie z ufnością się zwracasz.

- Ja Jezus Kocham Cię za to, że wraz ze Mną potrafisz się zasmucić.

- Ja Jezus kocham Cię za to, że przez łagodne usposobienie nie przesłaniasz sobą Mojego obrazu w twojej duszy.

- Ja Jezus kocham Cię za to, że nie rezygnujesz ze sprawiedliwości i szukasz jej u Mnie, a nie na tym świecie.

- Ja Jezus kocham Cię za to, że przez nieustanne doświadczanie Mojego miłosierdzia, sam stałeś się miłosiernym.

- Ja Jezus kocham Cię za to, że w świecie wybujałej chciwości i nieczystości, zachowałeś czyste serce, w którym możemy się spotkać.

- Ja Jezus kocham Cię za to, że przyjmujesz Mój pokój, napełniasz nim swoje serce i napełniasz nim swoje otoczenie.

- Ja Jezus kocham Cię za to, że potrafisz, mając Moją sprawiedliwość w sercu, praktykować ją w życiu nieraz zbierając niezasłużone kary.

- Ja Jezus kocham Cię za to, że w tym szatańskim ataku na Mnie, na Mój Kościół i na Ciebie, zachowujesz się z ogromną godnością, bo jesteś nieustannie złączony ze Mną, a Ja zwyciężyłem świat i jego władcę.

W Uroczystość Wszystkich Świętych 2020 roku, kiedy to cmentarze są zamknięte, drzwi świątyń uchylone, szpitale otwarte, a zło szaleje na ulicach, Ja Jezus Chrystus chcę z całą mocą powiedzieć Tobie, że Cię Kocham! Nie bój się, bo Jestem z Tobą wraz ze Wszystkimi Świętymi w niebie.

- Panie Jezu dzięki Ci za te słowa! Jesteś Cały w nich!

Ks. Lucjan Bielas


 

A może by tak wrócić do Dekalogu?
(Mt 22, 34-40)

W tym czasie rosnących nakazów i zakazów, w tym czasie osobliwych, zgoła żenujących kłótni o interpretację prawa, ewangelista Mateusz zaprasza nas na spotkanie Chrystusa z uczonym w Prawie. Tenże, chcąc wystawić Go na próbę, zapytał: Nauczycielu, które przykazanie w Prawie jest największe? Pytanie miało swoje głębsze uzasadnienie, albowiem przykazań było w Prawie 613, dzielonych zgodnie na wielkie i małe. Nie było jednak zgodnej opinii, które przykazania pośród tych wielkich są najważniejsze. Fakt ten ukazuje prawdę o słabości ludzkiego intelektu, który w nawet w pryncypiach jest w stanie się pogubić i skłócić.

W odpowiedzi Jezus sięgnął po mistrzowsku, do tekstu modlitwy „Słuchaj, Izraelu”. Każdy Żyd odmawiał ją z najwyższą uwagą, kilkakrotnie w ciągu dnia, a przede wszystkim rano i wieczorem (por. Pwt 6,4-9; 11, 13-21; Lb 15,37-41). Odpowiedź na pytanie była więc wszystkim znana, ale bez większego wpływu na ludzkie życie: Będziesz miłował Pana Boga swego całym swoim sercem, całą swoją duszą i całym swoim umysłem.

W analizie tego tekstu Benedykt XVI zwraca uwagę na jego istotę. Jezusowi chodzi o całkowite oddanie się człowieka, Bogu. Zaangażowanie nie tylko serca, duszy, ale i swego umysłu, aby nasze myśli jednakowo brzmiały z zamysłem Boga. Jemu nie można dać trochę. Jemu trzeba dać wszystko. Takie są wymogi prawdziwej miłości. Weryfikacja tej postawy jest w tym, co Chrystus natychmiast dorzucił, jako stanowiące jedną całość: Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego (por. Kpł 19,18).

Odpowiedź Jezusa, choć zaskakująca nie podlegała dyskusji, ponieważ była tekstem z Prawa i jest syntezą całego Dekalogu. Natomiast sam Jezus Chrystus wcielony Bóg, który posłuszny swemu Ojcu z miłości do nas, oddając swoje ludzkie życie, jest dla nas wzorem zachowania przykazania miłości.

Mamy teraz kolejny czas próby i refleksji. Wirus zbiera swoje żniwo, a głupota jeszcze większe. Mozolnie budowane świątynie pustoszeją, a sakramenty przestały mieć dla wiernych znaczenie nadane im przez Tego, który je ustanowił. Przykazania stały się znakiem zniewolenia człowieka, a ich łamanie wyrazem postępowego myślenia. Zdumieni katecheci mogą niedługo zostać bez pracy, a młodzi ludzie znajdą się na peryferiach ułudy wiecznej doczesności.

Co pobożniejsi nawołują do modlitwy, głoszą płomienne nauki, inicjują pobożne akcje. Przez ten wielki zamęt przebija się dziś do nas głos Chrystusa, który wzywa do zachowania przykazania miłości Boga i bliźniego. Mówi do każdego z nas po imieniu – Bóg cię kocha i tak bardzo chce, abyś to odczuł i zmienił swoje życie, a wszystkie chore relacje uzdrowił. Łatwiej modlić się o cud, niż zmienić swoje życie. W tej zmianie On nie zostawia nas samych, mimo że ścieżka do Sakramentu Pokuty też nam zarosła.

Brzmią jeszcze w uszach słowa Jezusa z wczorajszej Ewangelii, który nakazuje nam, powstrzymanie się od oceny, czy coś jest karą Bożą, czy nie. Jest to tylko w gestii Wszechwiedzącego. Jednakowoż Miłosierny Pan przestrzega każdego z nas: jeśli się nie nawrócicie, wszyscy podobnie zginiecie (por. Łk 13,1-9).

Ks. Lucjan Bielas


 

Ty oddaj to, co cesarza, cesarzowi, a co Boskie, Bogu.
(Mt 22, 15-21)

Jest to niewątpliwie jedna z najbardziej znanych scen ewangelicznych i jedna z najbardziej chwytliwych wypowiedzi Chrystusa. Faryzeusze i zwolennicy Heroda spróbowali wpuścić Chrystusa w religijno-polityczny konflikt, jaki siłą faktu istniał w narodzie okupowanym przez Imperium Rzymskie. Problem płacenia podatków jest w ej sytuacji zawsze czynnikiem podnoszącym temperaturę.

Postawili Chrystusowi pytanie: Czy wolno płacić podatek cezarowi, czy nie? Słowa rozpoczynające pytanie – czy wolno, przenoszą odpowiedź na płaszczyznę sumienia, a nie tylko moralnie obojętnej czynności.

Odpowiedź Chrystusa może wydawać się, na pierwszy rzut oka, nader inteligentnym wybiegiem. Pokażcie Mi monetę podatkową!" Przynieśli Mu denara. On ich zapytał: "Czyj jest ten obraz i napis?" Odpowiedzieli: "Cezara". Wówczas rzekł do nich: "Oddajcie więc cezarowi to, co należy do cezara, a Bogu to, co należy do Boga. Denarem płacono podatek Rzymowi, ale nie można było wrzucić go do skarbony świątynnej, był monetą nieczystą. Podatek świątynny płacono monetą bez wizerunku człowieka. Odpowiedź Jezusa faryzeuszom zamknęła usta, nam zaś otwiera głowy.

Ojcowie Kościoła zwracają uwagę na głębszą warstwę wypowiedzi Chrystusa. Denar był opatrzony wizerunkiem cesarza, ale każdy człowiek nosi w sobie wizerunek Boga.

"Stworzył więc Bóg człowieka na swój obraz, na obraz Boży go stworzył: stworzył mężczyznę i niewiastę" (Rdz 1,27).

Tak więc trzymając w jednej ręce cesarską monetą podatkową, w drugiej zaś monetę podatkową świątynną, trzeba zobaczyć zarówno w sobie, jak i w całej ludzkiej populacji, wizerunek Boga. To ten obraz i podobieństwo jest źródłem mojej godności i odpowiedzialności. Nieodczytany, zamazany, wytarty przez ręce tego świata, sprawi, że będę tylko i wyłącznie podatnikiem. Może więc warto postawić sobie pytanie: - czy tego tak naprawdę chcę?

Ks. Lucjan Bielas


 

Uczta
(Mt 22, 1-14)

To tytuł jednego z najsłynniejszych dzieł Platona, w którym, ten wybitny filozof podejmuje trudne pytania, dotyczące prawdy o miłości, o człowieku, o wiecznych i niezmiennych ideach. Przestrzeń dla tych filozoficznych rozważań stanowiła uczta, która w kategorii ludzkich relacji zawsze zajmowała wyjątkowe miejsce.

Znakomicie w ludzkie ucztowanie wpisuje się Chrystus, wcielony Bóg. Można i trzeba Jego Ewangelię przeżywać jako najwspanialszą ucztę miłości, która nie zamyka się jedynie do filozoficznej rozprawy, ale jest rzeczywistością nieustannie trwającą. Każdy z nas jest zaproszony nie tyle do tego, aby być czytelnikiem, ile jej uczestnikiem. Dziś Bóg zaprasza nas do biesiadnego stołu, abyśmy tkwiące w naszej ludzkiej naturze pragnienie poznania prawdy mogli, na miarę naszych możliwości, zaspokajać.

W przypowieści o królu, przygotowującym ucztę weselną, Jezus zaprasza nas do głębszej refleksji nad zaproszeniem, które Bóg do każdego z nas kieruje ze względu na swojego Syna. W pierwszej warstwie przypowieść dotyka Narodu Wybranego, który w niepojęty sposób zaproszenie Boga na ucztę odrzucił. Tymczasem pogardzani przez Żydów poganie, otrzymają na nią wejściówki.

W drugiej warstwie przypowieść dotyka nas wszystkich. Jezus ukazuje swojego Ojca Niebieskiego zapraszającego na największą w dziejach świata ucztę miłości. Dobroć i wystawność Króla wszechświata jest nieskończona. Jest miejsce dla wszystkich. Słudzy Króla docierają wpierw do tych wybranych, a kiedy oni odmawiają, udają się na rozstajne drogi, przekazując zaproszenie zarówno dobrym, jak i złym. Nie narusza ono ludzkiej wolności, co nie znaczy, że jego odrzucenie pozostaje bez konsekwencji. Najlepiej pokazuje to reakcja wybranych, którzy dla błahych powodów odrzucili zaproszenie i los, jaki ich spotkał.

Przyjmujący zaproszenie, dobrzy i źli, otrzymują jednocześnie, jak to było ówczesnym zwyczajem, strój weselny, co jest jednoznaczne z przyjęciem zasad uczty i szacunkiem dla Króla, który ją wystawił. Zarówno zlekceważenie zaproszenia, jak i pojawienie się na uczcie odrzucając dar szaty godowej, pociąga za sobą bolesne skutki.

Jesteśmy bogatsi od ówczesnych słuchaczy Jezusowej przypowieści o uczcie, przez wiedzę o tym, co później nastąpiło. Przez wiedzę o śmierci, zmartwychwstaniu i wniebowstąpieniu Jezusa Chrystusa, przez doświadczenie Zesłania Ducha Świętego i ustanowienia Eucharystii, uczty, podczas której te wydarzenia się uobecniają, a uczestnicy są ich świadkami, niezależnie od czasu, w którym żyją. Przez wiarę, przemijający człowiek, jest uczestnikiem uczty, która się nigdy nie skończy, uczty wiecznej. Ludzkie pragnienie poznawania prawdy i doświadczenia miłości, zawarte w "Uczcie" Platona, tu znajduje swoje wypełnienie, bo innego sensownego nie ma. Nikt konkurencyjnej uczty nie wystawił, bo też wystawić nie może.

Zaproszenie na Eucharystię nie łamie naszej wolności. Ponadczasowe są wykręty tych, którzy odrzucają w swojej głupocie zaproszenie dane przez samego Pana Wszechświata. Przekonują samych siebie, że to, co posiadają, ta praca, te pieniądze, te przyjemności, to towarzystwo, jest dla nich wystarczające. Ponadczasowa jest również agresja wobec tych, którzy mówią o Uczcie Eucharystycznej i wobec tych, którzy z zaproszeniem przychodzą. Napięcia sięgają tu zenitu, a przestrzeń tak publiczna, jak i nasza rodzinna, szczególnie w ostatnim czasie, jest nimi mocno zaznaczona.

Od Chrztu Świętego jesteśmy przyobleczeni w szatę godową w samego Chrystusa (por. Gal 2,19-20; Kol 3,14). Tak częste stało się dziś zrzucanie tej szaty, wstydliwe przykrywanie jej i przykrywanie modnymi fatałaszkami. Pamiętajmy, że Król Niebieski przenikliwym wzrokiem spojrzy i zapyta o nią każdego, zapyta o Chrystusa, zapyta – czy we mnie jest miłość? I nie będzie to czas taniej retoryki, będzie to czas milczenia i prawdy.

Ks. Lucjan Bielas


 

Odrzucony kamień
(Mt 21, 33-43)

Jesteśmy znów zaproszeni do świątyni jerozolimskiej, aby razem z arcykapłanami i starszymi ludu wysłuchać i przemyśleć kolejną przypowieść Chrystusa.

Pewien człowiek podjął inwestycję. Założył i uposażył winnicę, którą oddał w dzierżawę rolnikom. Tymczasem okazali się oni ludźmi nieuczciwymi, głupimi i mordercami. Kiedy wysłał sługi po należną mu część plonu, jednych pobili, innych zamordowali. Wtedy właściciel winnicy postanowił wysłać do nich swojego syna, a więc kogoś dla niego najbliższego, licząc na jego autorytet i na resztki roztropności dzierżawców. Ta jego niespotykana w rzeczywistości dobroć, spotkała się z brutalną odpowiedzią rolników, którzy w swej głupocie pomyśleli, że zabicie dziedzica, będzie jednocześnie aktem przejęcia winnicy.

O takiej dobroci gospodarza normalnie w ówczesnym świecie się nie słyszało. Często właściciele ziemscy mieli do dyspozycji oddziały płatnych zabójców, którzy brutalnie egzekwowali należną dzierżawę. Tymczasem dobroć tego właściciela, granicząca w uszach słuchacza z naiwnością, dawała dzierżawcom ogromną wolność, która mądrze wykorzystana mogłaby przełożyć się na spore zyski dla obydwu stron. Jednakże źle przyjęta wolność przerodziła się w głupotę posuniętą aż do zabójstwa dziedzica.

W tym momencie Jezus przerwał opowieść, stawiając słuchaczom pytanie: Kiedy więc przybędzie właściciel winnicy, co uczyni z owymi rolnikami? Odpowiedź nasuwa się sama. Nieuczciwi poniosą zasłużoną karę, a na ich miejsce przyjdą nowi dzierżawcy, którzy będą wypełniali warunki umowy.

Bardziej inteligentni słuchacze Jezusa, mogli mieć uzasadnione skojarzenia, że ową winnicą jest świątynia jerozolimska, jej gospodarzem Bóg, a nieuczciwymi dzierżawcami właśnie arcykapłani i starsi ludu. Słuszność tego domniemania potwierdził Jezus przez powołanie się na tekst Psalmu 118,22-23 - Ten właśnie kamień, który odrzucili budujący, stał się głowicą węgła. Pan to sprawił i jest cudem w naszych oczach. Słuszność takiej interpretacji potwierdził, wprost zapowiadając, że: Królestwo Boże będzie wam zabrane, a dane narodowi, który wyda jego owoce. Jezus dopełnił swoją zapowiedź śmiercią i zmartwychwstaniem spełniając misję Syna wysłanego przez Ojca do nieuczciwych dzierżawców.

Czy ta przypowieść ma jeszcze drugie dno?

Znakomicie określił je sługa Boży bp Jan Pietraszko: "Jesteśmy naocznymi świadkami tego zjawiska, że człowiek usiłuje bronić swego stanu posiadania i swojej iluzorycznej niezależności, prawa stanowienia o sobie samym i o wszystkim, co istnieje". W taką postawę jest często wpisane radykalne odrzucenie Chrystusa. I jak dalej pisze Biskup: "Wolność może się odwracać i może się nawracać - jak łotr z krzyża, jak setnik spod krzyża". I tak kamień odrzucony przez budujących staje się kamieniem węgielnym.

Ks. Lucjan Bielas


 

Co myślicie?

(Mt 21, 28-32)

To prowokujące pytanie, które postawił Jezus arcykapłanom i starszym ludu, stawia wszystkim przez wszystkie czasy, stawia je i nam.

Ojciec miał dwóch synów i winnicę. Zwrócił się do jednego z nich, aby poszedł i pracował w winnicy. Ten chętnie się zgodził, lecz nie poszedł. Drugi odparł ojcu: Nie chcę. Później jednak przemyślał prośbę ojca, opamiętał się i poszedł. Dosłowne tłumaczenie z języka greckiego brzmi „odczuwszy żal, poszedł do winnicy”. Dalej, Jezus, zwracając się do swoich słuchaczy, precyzuje kwestię: Który z tych dwóch spełnił wolę ojca?

Udzielenie poprawnej odpowiedzi nie budziło wtedy i nie budzi teraz, wielkich problemów. – Ten drugi, odparli. Kiedy Jezus to usłyszał, natychmiast zarzucił arcykapłanom i starszym ludu, brak wiary w przesłanie Jana Chrzciciela, który przecież nawoływał do nawrócenia, do odwagi zmiany sposobu myślenia i postępowania. Jezus dodał, że pogardzani przez starszyznę celnicy i nierządnice, w znacznej części już tego dokonali. Jednakowoż ich przykład nie poruszył sumień przywódców i nie poszli za wezwaniem Jana. W dosłownym tłumaczeniu czytamy: „Nie odczuliście żalu, by później uwierzyć mu”.

Któż z nas w życiu nie popełnił błędu, z którego, tak na samym dnie sumienia wie, że powinien się wycofać. Może jeszcze w niejednym takim grzechu tkwimy, przekonując świat i siebie samych, że wszystko jest w porządku. Już może nie odczuwamy żalu, a porównując się z innymi, znajdujemy takie postawy, na których tle wyglądamy mimo naszych błędów, znakomicie.

Dziś Jezus, wskazując na drugiego syna, daje nam szansę. Zachęca nas do odczucia takiego żalu, który da nam odwagę zmiany życia, nawet w najgorszym życiowym pogmatwaniu. Jednocześnie wskazał nam dwie cechy charakteru, które takie odczucie żalu umożliwiają.

Pierwszą z nich jest pokora. Drugi syn zrozumiał prawdę o sobie. Zrozumiał, kim jest i jakie są jego zobowiązania. Zrozumiał, że polecenie ojca nie jest kaprysem, lecz rzeczywistą potrzebą, spełnienie, której jest misją syna. Niedościgłym wzorem pokory jest sam Jezus. Będąc prawdziwym Bogiem, uniżył samego siebie do bycia prawdziwym Człowiekiem i zamieszkał pośród nas jako jeden z nas. Poszedł do winnicy, do której posłał Go Ojciec, aby wypełnić swoją misję, swoją służbę.

Drugą cechą charakteru, którą Jezus podkreślił, jest szczerość. Drugi syn szczerze powiedział – Nie chcę. Szczerość otwiera myślenie, jest znakiem postawy szukającej prawdy i zadatkiem odwagi do zmiany decyzji. Jak bardzo szczerym okazał się Jezus, który bez niepotrzebnych zahamowań i obaw, arcykapłanom i starszym ludu, szczerze wskazał, gdzie tkwi fałsz ich postawy.

Człowiek niepokorny i nieszczery nigdy nie odczuje żalu i nigdy nie zdobędzie się na zmianę życia. Z takimi trzeba żyć, ale nigdy nie wysyłać ich do swojej winnicy.

Ks. Lucjan Bielas

 
<< Początek < Poprzednia 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 Następna > Ostatnie >>

Strona 1 z 13

Statystyki

mod_vvisit_counterDziś231
mod_vvisit_counterWczoraj339
mod_vvisit_counterW tym tygodniu985
mod_vvisit_counterW tym miesiącu8421
mod_vvisit_counterWszystkich814914

W każdy trzeci czwartek miesiąca o godz. 18.00 jest Msza św. o św. Bracie Albercie patronie naszej parafii. Po Mszy św. jest Nowenna do naszego patrona z ucałowaniem jego relikwii.
Po modlitwie Spotkanie biblijne. Zapraszam serdecznie wszystkich wiernych!

W każdy czwarty czwartek miesiąca o godz. 18.00 jest Msza św. o św. O.Pio. Po Mszy św. modlitwy do Świętego z ucałowaniem jego relikwii, a potem spotkanie Grupy Modlitwy św. O.Pio.
Zapraszam serdecznie wszystkich wiernych!

Projekt i wykonanie Alanet