Ty oddaj to, co cesarza, cesarzowi, a co Boskie, Bogu.
(Mt 22, 15-21)

Jest to niewątpliwie jedna z najbardziej znanych scen ewangelicznych i jedna z najbardziej chwytliwych wypowiedzi Chrystusa. Faryzeusze i zwolennicy Heroda spróbowali wpuścić Chrystusa w religijno-polityczny konflikt, jaki siłą faktu istniał w narodzie okupowanym przez Imperium Rzymskie. Problem płacenia podatków jest w ej sytuacji zawsze czynnikiem podnoszącym temperaturę.

Postawili Chrystusowi pytanie: Czy wolno płacić podatek cezarowi, czy nie? Słowa rozpoczynające pytanie – czy wolno, przenoszą odpowiedź na płaszczyznę sumienia, a nie tylko moralnie obojętnej czynności.

Odpowiedź Chrystusa może wydawać się, na pierwszy rzut oka, nader inteligentnym wybiegiem. Pokażcie Mi monetę podatkową!" Przynieśli Mu denara. On ich zapytał: "Czyj jest ten obraz i napis?" Odpowiedzieli: "Cezara". Wówczas rzekł do nich: "Oddajcie więc cezarowi to, co należy do cezara, a Bogu to, co należy do Boga. Denarem płacono podatek Rzymowi, ale nie można było wrzucić go do skarbony świątynnej, był monetą nieczystą. Podatek świątynny płacono monetą bez wizerunku człowieka. Odpowiedź Jezusa faryzeuszom zamknęła usta, nam zaś otwiera głowy.

Ojcowie Kościoła zwracają uwagę na głębszą warstwę wypowiedzi Chrystusa. Denar był opatrzony wizerunkiem cesarza, ale każdy człowiek nosi w sobie wizerunek Boga.

"Stworzył więc Bóg człowieka na swój obraz, na obraz Boży go stworzył: stworzył mężczyznę i niewiastę" (Rdz 1,27).

Tak więc trzymając w jednej ręce cesarską monetą podatkową, w drugiej zaś monetę podatkową świątynną, trzeba zobaczyć zarówno w sobie, jak i w całej ludzkiej populacji, wizerunek Boga. To ten obraz i podobieństwo jest źródłem mojej godności i odpowiedzialności. Nieodczytany, zamazany, wytarty przez ręce tego świata, sprawi, że będę tylko i wyłącznie podatnikiem. Może więc warto postawić sobie pytanie: - czy tego tak naprawdę chcę?

Ks. Lucjan Bielas


 

Uczta
(Mt 22, 1-14)

To tytuł jednego z najsłynniejszych dzieł Platona, w którym, ten wybitny filozof podejmuje trudne pytania, dotyczące prawdy o miłości, o człowieku, o wiecznych i niezmiennych ideach. Przestrzeń dla tych filozoficznych rozważań stanowiła uczta, która w kategorii ludzkich relacji zawsze zajmowała wyjątkowe miejsce.

Znakomicie w ludzkie ucztowanie wpisuje się Chrystus, wcielony Bóg. Można i trzeba Jego Ewangelię przeżywać jako najwspanialszą ucztę miłości, która nie zamyka się jedynie do filozoficznej rozprawy, ale jest rzeczywistością nieustannie trwającą. Każdy z nas jest zaproszony nie tyle do tego, aby być czytelnikiem, ile jej uczestnikiem. Dziś Bóg zaprasza nas do biesiadnego stołu, abyśmy tkwiące w naszej ludzkiej naturze pragnienie poznania prawdy mogli, na miarę naszych możliwości, zaspokajać.

W przypowieści o królu, przygotowującym ucztę weselną, Jezus zaprasza nas do głębszej refleksji nad zaproszeniem, które Bóg do każdego z nas kieruje ze względu na swojego Syna. W pierwszej warstwie przypowieść dotyka Narodu Wybranego, który w niepojęty sposób zaproszenie Boga na ucztę odrzucił. Tymczasem pogardzani przez Żydów poganie, otrzymają na nią wejściówki.

W drugiej warstwie przypowieść dotyka nas wszystkich. Jezus ukazuje swojego Ojca Niebieskiego zapraszającego na największą w dziejach świata ucztę miłości. Dobroć i wystawność Króla wszechświata jest nieskończona. Jest miejsce dla wszystkich. Słudzy Króla docierają wpierw do tych wybranych, a kiedy oni odmawiają, udają się na rozstajne drogi, przekazując zaproszenie zarówno dobrym, jak i złym. Nie narusza ono ludzkiej wolności, co nie znaczy, że jego odrzucenie pozostaje bez konsekwencji. Najlepiej pokazuje to reakcja wybranych, którzy dla błahych powodów odrzucili zaproszenie i los, jaki ich spotkał.

Przyjmujący zaproszenie, dobrzy i źli, otrzymują jednocześnie, jak to było ówczesnym zwyczajem, strój weselny, co jest jednoznaczne z przyjęciem zasad uczty i szacunkiem dla Króla, który ją wystawił. Zarówno zlekceważenie zaproszenia, jak i pojawienie się na uczcie odrzucając dar szaty godowej, pociąga za sobą bolesne skutki.

Jesteśmy bogatsi od ówczesnych słuchaczy Jezusowej przypowieści o uczcie, przez wiedzę o tym, co później nastąpiło. Przez wiedzę o śmierci, zmartwychwstaniu i wniebowstąpieniu Jezusa Chrystusa, przez doświadczenie Zesłania Ducha Świętego i ustanowienia Eucharystii, uczty, podczas której te wydarzenia się uobecniają, a uczestnicy są ich świadkami, niezależnie od czasu, w którym żyją. Przez wiarę, przemijający człowiek, jest uczestnikiem uczty, która się nigdy nie skończy, uczty wiecznej. Ludzkie pragnienie poznawania prawdy i doświadczenia miłości, zawarte w "Uczcie" Platona, tu znajduje swoje wypełnienie, bo innego sensownego nie ma. Nikt konkurencyjnej uczty nie wystawił, bo też wystawić nie może.

Zaproszenie na Eucharystię nie łamie naszej wolności. Ponadczasowe są wykręty tych, którzy odrzucają w swojej głupocie zaproszenie dane przez samego Pana Wszechświata. Przekonują samych siebie, że to, co posiadają, ta praca, te pieniądze, te przyjemności, to towarzystwo, jest dla nich wystarczające. Ponadczasowa jest również agresja wobec tych, którzy mówią o Uczcie Eucharystycznej i wobec tych, którzy z zaproszeniem przychodzą. Napięcia sięgają tu zenitu, a przestrzeń tak publiczna, jak i nasza rodzinna, szczególnie w ostatnim czasie, jest nimi mocno zaznaczona.

Od Chrztu Świętego jesteśmy przyobleczeni w szatę godową w samego Chrystusa (por. Gal 2,19-20; Kol 3,14). Tak częste stało się dziś zrzucanie tej szaty, wstydliwe przykrywanie jej i przykrywanie modnymi fatałaszkami. Pamiętajmy, że Król Niebieski przenikliwym wzrokiem spojrzy i zapyta o nią każdego, zapyta o Chrystusa, zapyta – czy we mnie jest miłość? I nie będzie to czas taniej retoryki, będzie to czas milczenia i prawdy.

Ks. Lucjan Bielas


 

Odrzucony kamień
(Mt 21, 33-43)

Jesteśmy znów zaproszeni do świątyni jerozolimskiej, aby razem z arcykapłanami i starszymi ludu wysłuchać i przemyśleć kolejną przypowieść Chrystusa.

Pewien człowiek podjął inwestycję. Założył i uposażył winnicę, którą oddał w dzierżawę rolnikom. Tymczasem okazali się oni ludźmi nieuczciwymi, głupimi i mordercami. Kiedy wysłał sługi po należną mu część plonu, jednych pobili, innych zamordowali. Wtedy właściciel winnicy postanowił wysłać do nich swojego syna, a więc kogoś dla niego najbliższego, licząc na jego autorytet i na resztki roztropności dzierżawców. Ta jego niespotykana w rzeczywistości dobroć, spotkała się z brutalną odpowiedzią rolników, którzy w swej głupocie pomyśleli, że zabicie dziedzica, będzie jednocześnie aktem przejęcia winnicy.

O takiej dobroci gospodarza normalnie w ówczesnym świecie się nie słyszało. Często właściciele ziemscy mieli do dyspozycji oddziały płatnych zabójców, którzy brutalnie egzekwowali należną dzierżawę. Tymczasem dobroć tego właściciela, granicząca w uszach słuchacza z naiwnością, dawała dzierżawcom ogromną wolność, która mądrze wykorzystana mogłaby przełożyć się na spore zyski dla obydwu stron. Jednakże źle przyjęta wolność przerodziła się w głupotę posuniętą aż do zabójstwa dziedzica.

W tym momencie Jezus przerwał opowieść, stawiając słuchaczom pytanie: Kiedy więc przybędzie właściciel winnicy, co uczyni z owymi rolnikami? Odpowiedź nasuwa się sama. Nieuczciwi poniosą zasłużoną karę, a na ich miejsce przyjdą nowi dzierżawcy, którzy będą wypełniali warunki umowy.

Bardziej inteligentni słuchacze Jezusa, mogli mieć uzasadnione skojarzenia, że ową winnicą jest świątynia jerozolimska, jej gospodarzem Bóg, a nieuczciwymi dzierżawcami właśnie arcykapłani i starsi ludu. Słuszność tego domniemania potwierdził Jezus przez powołanie się na tekst Psalmu 118,22-23 - Ten właśnie kamień, który odrzucili budujący, stał się głowicą węgła. Pan to sprawił i jest cudem w naszych oczach. Słuszność takiej interpretacji potwierdził, wprost zapowiadając, że: Królestwo Boże będzie wam zabrane, a dane narodowi, który wyda jego owoce. Jezus dopełnił swoją zapowiedź śmiercią i zmartwychwstaniem spełniając misję Syna wysłanego przez Ojca do nieuczciwych dzierżawców.

Czy ta przypowieść ma jeszcze drugie dno?

Znakomicie określił je sługa Boży bp Jan Pietraszko: "Jesteśmy naocznymi świadkami tego zjawiska, że człowiek usiłuje bronić swego stanu posiadania i swojej iluzorycznej niezależności, prawa stanowienia o sobie samym i o wszystkim, co istnieje". W taką postawę jest często wpisane radykalne odrzucenie Chrystusa. I jak dalej pisze Biskup: "Wolność może się odwracać i może się nawracać - jak łotr z krzyża, jak setnik spod krzyża". I tak kamień odrzucony przez budujących staje się kamieniem węgielnym.

Ks. Lucjan Bielas


 

Co myślicie?

(Mt 21, 28-32)

To prowokujące pytanie, które postawił Jezus arcykapłanom i starszym ludu, stawia wszystkim przez wszystkie czasy, stawia je i nam.

Ojciec miał dwóch synów i winnicę. Zwrócił się do jednego z nich, aby poszedł i pracował w winnicy. Ten chętnie się zgodził, lecz nie poszedł. Drugi odparł ojcu: Nie chcę. Później jednak przemyślał prośbę ojca, opamiętał się i poszedł. Dosłowne tłumaczenie z języka greckiego brzmi „odczuwszy żal, poszedł do winnicy”. Dalej, Jezus, zwracając się do swoich słuchaczy, precyzuje kwestię: Który z tych dwóch spełnił wolę ojca?

Udzielenie poprawnej odpowiedzi nie budziło wtedy i nie budzi teraz, wielkich problemów. – Ten drugi, odparli. Kiedy Jezus to usłyszał, natychmiast zarzucił arcykapłanom i starszym ludu, brak wiary w przesłanie Jana Chrzciciela, który przecież nawoływał do nawrócenia, do odwagi zmiany sposobu myślenia i postępowania. Jezus dodał, że pogardzani przez starszyznę celnicy i nierządnice, w znacznej części już tego dokonali. Jednakowoż ich przykład nie poruszył sumień przywódców i nie poszli za wezwaniem Jana. W dosłownym tłumaczeniu czytamy: „Nie odczuliście żalu, by później uwierzyć mu”.

Któż z nas w życiu nie popełnił błędu, z którego, tak na samym dnie sumienia wie, że powinien się wycofać. Może jeszcze w niejednym takim grzechu tkwimy, przekonując świat i siebie samych, że wszystko jest w porządku. Już może nie odczuwamy żalu, a porównując się z innymi, znajdujemy takie postawy, na których tle wyglądamy mimo naszych błędów, znakomicie.

Dziś Jezus, wskazując na drugiego syna, daje nam szansę. Zachęca nas do odczucia takiego żalu, który da nam odwagę zmiany życia, nawet w najgorszym życiowym pogmatwaniu. Jednocześnie wskazał nam dwie cechy charakteru, które takie odczucie żalu umożliwiają.

Pierwszą z nich jest pokora. Drugi syn zrozumiał prawdę o sobie. Zrozumiał, kim jest i jakie są jego zobowiązania. Zrozumiał, że polecenie ojca nie jest kaprysem, lecz rzeczywistą potrzebą, spełnienie, której jest misją syna. Niedościgłym wzorem pokory jest sam Jezus. Będąc prawdziwym Bogiem, uniżył samego siebie do bycia prawdziwym Człowiekiem i zamieszkał pośród nas jako jeden z nas. Poszedł do winnicy, do której posłał Go Ojciec, aby wypełnić swoją misję, swoją służbę.

Drugą cechą charakteru, którą Jezus podkreślił, jest szczerość. Drugi syn szczerze powiedział – Nie chcę. Szczerość otwiera myślenie, jest znakiem postawy szukającej prawdy i zadatkiem odwagi do zmiany decyzji. Jak bardzo szczerym okazał się Jezus, który bez niepotrzebnych zahamowań i obaw, arcykapłanom i starszym ludu, szczerze wskazał, gdzie tkwi fałsz ich postawy.

Człowiek niepokorny i nieszczery nigdy nie odczuje żalu i nigdy nie zdobędzie się na zmianę życia. Z takimi trzeba żyć, ale nigdy nie wysyłać ich do swojej winnicy.

Ks. Lucjan Bielas

 

Informacje duszpasterskie na Wakacje 2020 roku.

  1. Czas wakacyjny w życiu naszej Parafii, rozpocznie się w Niedzielę 28 czerwca! Wtedy po raz pierwszy, Msze św. będą wg. nowego porządku, tzn. o godz. : 07.30, 09.30 i ostatnia o godz. 11.00.!
  2. Do Niedzieli 30 sierpnia, nie będzie Mszy św. o godz. 12.30.!
  3. W tygodniu, od 30 czerwca, Msze św. będą : we wtorki i czwartki o godz. 07.00. rano! W pozostałe dni tygodnia o godz. 18.00.!
  4. Nabożeństwa fatimskie: 13 lipca - poniedziałek i 13 sierpnia - czwartek,o godz. 18.30.!
  5. W święta, np. Wniebowzięcie, Msze św. będą o godz. : 07.30, 09.30 i 11.00.!
  6. I-sze Piątki : 3 lipca i 7 sierpnia, będą od godz. 17.00. Spowiedź, Nabożeństwo i Msza św.
  7. W lipcu i sierpniu, nie będzie Odwiedzin Chorych. Zawsze kapłan jest do dyspozycji na Wezwanie do chorego!
  8. I-sze soboty : 4 lipca i 1 sierpnia, bedą od godz. 17.00. Nabożeństwo, Różaniec św. i Msza św.
  9. W środy będzie Nowenna do M. B., o godz. 17.30. W piątki "Koronka" do Miłosierdzia Bożego, również o godz. 17.30. W pozostałe dni tygodnia, przed Mszą św. będzie czas na modlitwę i adorację indywidualną w ciszy!

 

Czy taka firma to utopia?

(Mt 20, 1-16 a)

Wielu, i to zarówno pracodawców, jak i pracobiorców czytając przypowieść Chrystusa o pracownikach winnicy, zatrudnianych przez właściciela o różnych porach dnia, i jednakowo wynagrodzonych, wkłada ją do zbioru pobożnych bajek, które z rzeczywistością nie mają nic wspólnego. Nieco bardziej pobożni, koncentrują się na jej przenośnym znaczeniu, widząc obraz niepojętej dla człowieka sprawiedliwości Boga.

Powstają zatem pytania: - czy Chrystusowa przypowieść o pracownikach w winnicy, ma tylko i wyłącznie teologiczne znaczenie? - Czy istnieje możliwość bezpośredniego przełożenia jej na życie?

Aby lepiej przesłanie Chrystusowe, wejdźmy w świat ówczesnych pojęć. Było zwyczajem, że szukający pracy gromadzili się w miasteczku na określonym placyku, który pełnił funkcję swoistego rodzaju urzędu pracy. Ewangeliczny właściciel winnicy przychodził tu o różnych godzinach dnia. Mamy wymieniony wczesny ranek, godzinę trzecią, szóstą, dziewiątą i jedenastą. Warto wiedzieć, że przy braku zegarków, dzielono przedział czasu między wschodem a zachodem słońca na 12 odcinków, czyli godziny. Noc zaś na 4 odcinki, zwane strażami. Gospodarz winnicy tylko z robotnikami zatrudnionymi wczesnym rankiem umówił się o denara za cały dzień pracy, co było uczciwym wynagrodzeniem. Zatrudnieni w późniejszych porach usłyszeli: Idźcie i wy do mojej winnicy, a co będzie słuszne, dam wam.

Problem pojawił się w momencie wynagrodzenia robotników za wykonaną pracę. Właściciel kazał rządcy zwołać w tym celu robotników i wypłacić wszystkim równo po denarze, począwszy od tych, którzy zaledwie godzinę pracowali. Na pewno wielu, patrząc z ludzkiego punktu widzenia, doskonale rozumie nadzieje, jakie powstały i rozgoryczenie w umysłach tych, którzy pracowali cały dzień. Ta transparentna postawa gospodarza sprawiła, że dyskusja na temat wynagrodzenia mogła odbyć się zaraz, a powstające wątpliwości można było wyjaśnić natychmiast. Tajne wynagrodzenie i tak by wyszło na jaw, a ilość dowolnych interpretacji byłaby nie do ogarnięcia.

Właściciel winnicy okazał miłosierdzie, które nie było kaprysem. Kiedy zatrudniał ostatnich, wprost zapytał ich: Czemu tu stoicie cały dzień bezczynnie? W odpowiedzi usłyszał: Bo nas nikt nie najął. Widział ich gotowość do pracy i determinacje, zapewne i potrzebę, w jakiej byli, skoro nawet godzina pracy była dla nich ratunkiem. Pierwszym krzywdy nie uczynił, albowiem o denara byli umówieni.

Istota problemu jeszcze tkwi głębiej. Dotknął ją gospodarz winnicy, zwracając się do jednego z tych rozgoryczonych: Czy na to złym okiem patrzysz, że ja jestem dobry? Chodzi o spojrzenie - „złym okiem”. Tak patrzą ci, którzy pracy nie kochają, którzy nie kochają winnicy i swego pracodawcy. Nastawieni na zysk, akcentujący swój wysiłek, łatwo wpadają w śmiertelną pułapkę porównywania się z innymi i tracą obiektywne spojrzenie.

Jestem robotnikiem w winnicy Pańskiej, w Kościele. Pragnę kochać Kościół i jego gospodarza Chrystusa. Pragnę, aby ta miłość uchroniła mnie od „złego oka”, zazdrości, poczucia krzywdy i osądzania. Jednocześnie stawiam sobie pytanie, a może i wyzwanie: - czy jest możliwe budowanie takich winnic, takich firm, jak ta ewangeliczna, w których praca byłaby odbiciem nieba na ziemi, królestwem Bożym? Czy są tacy pracodawcy tak mocno zakorzenieni w Bogu, aby mieć odwagę odpowiedzialnego służenia pracownikom?

Warto na zakończenie zwrócić uwagę na fakt, że ewangeliczny właściciel winnicy, przy takiej postawie odpowiedzialnego miłosierdzia, nie miał finansowych problemów.

Ks. Lucjan Bielas

 

Ta suma może zaszokować
(Mt 18, 21-35)

Nie wiemy, kto i w jaki sposób zalazł św. Piotrowi za skórę, skoro postawił Chrystusowi takie pytanie: Panie, ile razy mam przebaczyć, jeśli mój brat zawini względem mnie? Czy aż siedem razy? Odpowiedź Chrystusa była szokująca: Nie mówię ci, że aż siedem razy, lecz aż siedemdziesiąt siedem razy. Czyli – zawsze! Dla Żyda ukształtowanego na prawie odwetu, w którym zasada kodeksu Hammurabiego: „oko za oko; ząb za ząb”, była i jest ciągle żywa, żądanie Chrystusa jest bardzo trudne, niemal niewykonalne. Świadomy tego, Boski Nauczyciel, przeniósł całą sprawę na zupełnie inny, ale na najbardziej właściwy poziom, czyli na poziom relacji człowiek – Bóg. Posłużył się znakomitą przypowieścią o dłużnikach. Przed króla przyprowadzono dłużnika, który był mu winien 10 tys. talentów. Mamy tu do czynienia z grecką jednostką wagi, która za czasów Chrystusa opiewała na ok. 34 kg złota, lub srebra. Możemy więc mówić o sporej kwocie ok. 700 000 000 zł. Oczywiście są to daleko szacunkowe dane, ale przybliżają wagę problemu.

Kiedy zrujnowany sługa, błagał o litość, król cały dług mu darował. Kompletnie nie wyciągając wniosków z tego aktu łaski, sługa, kiedy zobaczył współsługę, który winien mu był 100 denarów, co w porównaniu z poprzednią kwotą stanowiło przysłowiowe grosze, bezlitośnie domagał się zwrotu, a gdy ten nie mógł spełnić żądania, wtrącił go do więzienia.

Można powiedzieć, że z punktu widzenia litery prawa, wszystko było w porządku. I choć żadne prawo nie zostało naruszone, dla współsług była to oczywista niesprawiedliwość. Nie pozostali bierni i widząc bezsens upominania wprost, odnieśli się do samego króla. Władca wobec nielitościwego sługi postąpił z taką samą surowością, jaką on okazał współsłudze. Darowiznę wycofał, a jego wydał katom, dopóki wszystkiego nie odda. Kluczowe są słowa Pana Jezusa, kończące przypowieść: Podobnie uczyni wam Ojciec mój niebieski, jeżeli każdy z was nie przebaczy z serca swemu bratu. Wielkość naszych przewinień wobec Ojca Niebieskiego jest ogromna, zważywszy, że sprzeciwiamy się Osobie o nieskończonej godności, nieskończenie nas kochającej. Astronomiczna kwota 10 tys. talentów znakomicie ilustruje wielkość winy, której naprawienie przekracza możliwości człowieka. Krew Jezusa Chrystusa, prawdziwego Człowieka o nieskończonej godności prawdziwego Boga, jest zapłatą i to nadobfitą za wszystkie ludzkie grzechy. Warunek jest jeden, który mniej lub bardziej świadomie powtarzamy, wypowiadając słowa modlitwy Ojcze Nasz: Odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom. Nie odpuszczając bliźniemu, żyjemy spętani żądzą odwetu, a co najważniejsze, sami blokujemy własne zbawienie. Jest to największa głupota, jaką możemy sobie zafundować w imię źle pojętej ludzkiej sprawiedliwości. Zrozumiał to Piotr, kiedy po zaparciu się Jezusa, zapłakał, a potem patrzył na Jego śmierć na krzyżu.

Dziś, kolejny raz stawiam sobie pytanie ja, tyle razy o tej prawdzie mówiący: - czy ją tak naprawdę do końca rozumiem? - Czy przebaczenie bliźniemu jest moim nawykiem? 77 jest jasnym warunkiem.

Ks. Lucjan Bielas

 

Towarzysz

(Mt 16, 21-27)

Można sobie wyobrazić zdumienie i niedowierzanie, jakie powstało w sercach i umysłach uczniów Jezusa, kiedy usłyszeli od Niego: że musi udać się do Jerozolimy i wiele wycierpieć od starszych i arcykapłanów oraz uczonych w Piśmie; że będzie zabity i trzeciego dnia zmartwychwstanie. O tym, jak dalece wszystko stanęło im na głowie, najlepiej świadczą słowa Piotra, który w swej spontaniczności wziął Mistrza na bok i z wyrzutem stwierdził: Panie, niech Cię Bóg broni! Nie przyjdzie to nigdy na Ciebie.

Z wielką ostrością uzewnętrznił się konflikt między tym, co było planem kochającego Boga Ojca, który jest gotów ratować człowieka, nawet za cenę wydania swojego Jednorodzonego Syna na śmierć, a planami Apostołów. Zwracając uwagę na ten konflikt, papież senior, Benedykt XVI zachęca do refleksji nad jego trwaniem w naszych relacjach z Panem Bogiem. Polega to na tym, że z Bogiem nawet się nie dyskutuje, tylko po prostu zostawia się Go na boku z całym Jego planem miłości.

Lecz On (Jezus) odwrócił się i rzekł do Piotra: "Zejdź Mi z oczu, szatanie! Jesteś Mi zawadą, bo nie myślisz po Bożemu, lecz po ludzku". Trudno sobie wyobrazić ostrzejsze słowa w ustach Jezusa. Łatwo zaś sobie wyobrazić, jak bardzo musiały dotknąć Piotra. Są jednak pewne trudne prawdy, które trzeba powiedzieć, bo tak każe miłość, a nie da się tego uczynić, nie zadając drugiej osobie bólu. A sprawa dotyczy rzeczy najważniejszej. Można myśleć po Bożemu lub po ludzku. W całej Biblii jest nieustanne napięcie między tym, co Boskie, a tym, co ludzkie. To, co ludzkie podsuwa szatan i tu nie ma miejsca na Boga, na Miłość, jest zaś miejsce na korzyść.

Po „spionizowaniu” Piotra Jezus zwraca się do wszystkich, którzy chcą być Jego uczniami, zwraca się więc i do nas: Jeśli ktoś chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie (dosł. wyprze siebie), niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje (dosł. towarzyszy Mi). Krzyż to nic innego tylko logika Bożej miłości w ludzkich realiach tego świata. Cena takiej decyzji jest duża, niebezpieczeństwo utraty życia ogromne, lecz zysk w towarzystwie Jezusa, jeszcze większy: Bo kto chce zachować swoje życie, straci je; a kto straci swe życie z mego powodu, znajdzie je. Dotyczy to życia ludzkiego ciała, z natury przemijającego, które w uczestniczeniu w zmartwychwstaniu Jezusa otrzymuje nową perspektywę. My już o tym wiemy, dla uczniów był to jeszcze „kosmos”.

Dalej Jezus sugeruje, gdzie znajdują się prawdziwe wartości człowieka: Cóż bowiem za korzyść odniesie człowiek, choćby cały świat zyskał, a na swej duszy szkodę poniósł? Albo co da człowiek w zamian za swoją duszę? W misji człowieka czynienia sobie ziemi poddaną, Jezus, jak zresztą sam daje temu przykład, domaga się stanowczo od swoich uczniów, fundamentalnego porządku. Nie możesz duszą zapłacić za bogactwo. Stawiając takie wymaganie, Mistrz wie, że uczniów wystawia w brutalnym i chciwym świecie na nie lada próbę. Na dodatek, na tym świecie uczniowie, podobnie jak Jezus, nie mają co liczyć na sprawiedliwość. Dlatego tak ważne jest Jego zapewnienie: Syn Człowieczy przyjdzie w chwale Ojca swego razem z aniołami swoimi i wtedy odda każdemu według jego postępowania.

Spuszczony po przysłowiowej brzytwie Piotr, nie pogniewał się na Jezusa. Wyciągnął wnioski i dalej był Jego wiernym towarzyszem. Niewątpliwie, dobrze na tym wyszedł. Wielu się gniewa na twarde słowa Jezusa i wykorzystuje je, jako argument do porzucenia Jego towarzystwa, aby ruszyć do własnych interesów. Niewątpliwie, źle na tym wyjdą.

Ks. Lucjan Bielas

 

Wolność w niewoli
(Mt 16, 13-20)

Świat nieustannie się zmienia. Dynamika tych przemian jest duża i praktycznie przez jednostkę nie do ogarnięcia. W tym szalonym tempie przemian, zadziwiające jest to, że choć nigdy nie było tak łatwego dostępu do wiedzy, to jej poziom w przeciętnych głowach wydaje się niższy. W zasadniczy sposób rzutuje to na samoświadomość człowieka. Biegając za dobrami tego świata, pragnąc jak najwięcej i jak najszybciej - mieć, traci świadomość swojego - być. Uwikłany w doczesności zapomniał o wieczności. Sam ze swej natury nie będąc wiecznym, zapomniał o Wiecznym, a na dodatek w swej pysze, chce jeszcze decydować o tym, co jest dobre, a co złe.

Jest to wszystko pozbawione logiki, ale obecne na wszystkich poziomach naszej ludzkiej społeczności. Doszło do dziejowego paradoksu - mieszkańcy ziemi nigdy nie dysponowali tak rozwiniętymi technologiami i nigdy nie byli tak niedorozwinięci. Nigdy w dziejach świata człowiek nie czuł się tak wolny i silny, a przecież nigdy nie był tak uzależniony i kontrolowany. Postrzegamy to zjawisko zarówno w skali globalnej, jak i w przestrzeni najbardziej prywatnej, w którą udało się wprowadzić kamery i mikrofony i to na nigdy do tej pory niespotykaną skalę. Doszło do tego, że nie opuszczamy naszych domów, aby nie zabierać ze sobą odpowiednich urządzeń w przekonaniu o naszej wolności i odpowiedzialności. W sieci zostawiamy niezatarty ślad naszej aktywności, jednocześnie dając klucz do manipulacji naszą wolnością, ponosząc wszystkie możliwe koszty. Systemy zarządzania ogromnymi bazami danych dają możliwości zdobywania niemal nieogarnionej ilości informacji i gigantycznych możliwości inwigilacji i sterowania człowiekiem przez człowieka. Wątpiącym w prawdziwość tego wywodu, wystarczy wskazać tak właśnie działający świat reklam. W tej walce o dominację Bóg jest dla wielu tylko przeszkodą. Jest przeszkodą zarówno dla tych, którzy próbują zająć Jego miejsce i rządzić światem, jak i dla tych zarządzanych, którym Jego obecność psuje komfort niewolnictwa.

Czy w takim świecie słowa dzisiejszej Ewangelii mają jeszcze jakieś znaczenie?

Mimo wszystko, tak jak wtedy od uczniów, tak dzisiaj od nas Jezus domaga się odpowiedzi na pytanie: Za kogo ludzie uważają Syna Człowieczego? Zaraz za tym następuje kolejne pytanie, ściśle z pierwszym związane: A wy za kogo Mnie uważacie? Doskonale znał odpowiedzi, lecz te pytania i płynąca z nich refleksja jest potrzebna uczniom. Odpowiedzi Apostołów na pierwsze pytanie dały dramatyczny obraz skutków katechezy prowadzonej osobiście przez Jezusa. Praktycznie żadna odpowiedź nie była prawdziwa. Nauczyciel był doskonały, problem więc tkwił w tych, którzy Go słuchali.

Poprawną odpowiedź udzielił Piotr: Ty jesteś Mesjasz, Syn Boga żywego. Jezus natychmiast wyjaśnił, że nie była ona tylko jego dziełem, lecz owocem współpracy z Ojcem Niebieskim. Zasługą Piotra było to, że taką współpracą podjął. Tylko w takiej współpracy człowiek może rozpoznać w Jezusie Boga i dawcę prawdziwej wolności, czyli Mesjasza.

Znamienne jest to, że Jezus porównał Piotra do opoki, na której zbuduje swój Kościół, czyli prawdziwą przestrzeń wolności w nieustannie zniewalanym świecie. Pamiętamy doskonale, kiedy to zmartwychwstały Jezus, przez miłość utwierdził w Piotrze skałę, która powstała przez wiarę.

Ciągle nam brzmią w uszach pytania, jakie postawił Piotrowi: Szymonie, synu Jana, czy miłujesz Mnie więcej niż ci? I odpowiedź Piotra: - Tak, Panie, Ty wiesz, że Cię kocham.

Z taką wiarą i taką miłością Piotr mógł wyruszyć do głoszenia Ewangelii, do zawiązywania i do rozwiązywania wypełniając misję powierzoną przez Pana misję tworzenia na zniewolonym świecie, przestrzeni prawdziwej wolności: I tobie dam klucze królestwa niebieskiego; cokolwiek zwiążesz na ziemi, będzie związane w niebie, a co rozwiążesz na ziemi, będzie rozwiązane w niebie.

Z woli Chrystusa, przez swą odpowiedź, stał się Piotr, a potem jego następcy znakiem i strażnikiem porządku, który swoją najwyższą gwarancję bezpieczeństwa ma w niebie. Nikt, żaden człowiek i żadne mocarstwo nie jest w możności dać takiej gwarancji bezpieczeństwa. Zapewnienie Jezusa jest konkretne: zbuduję Kościół mój, a bramy piekielne go nie przemogą!

Ustanowione przez Jezusa, a sprawowane przez Kościół sakramenty święte, to słowa klucze do naszej codziennej wolności w wiecznym wymiarze. Nie można więc się dziwić, że współczesny świat tak nienawidzi Kościół Jezusa Chrystusa, tak nienawidzi papieża, tak nienawidzi sakramenty. Nie można się dziwić, że używa wszystkich sił do zniszczenia go z zewnątrz i do rozłożenia od wewnątrz.

Znamienne jest ostatnie zdanie dzisiejszej Ewangelii: Wtedy surowo zabronił uczniom, aby nikomu nie mówili, że On jest Mesjaszem. Jakie ma ono znaczenie dla mnie dzisiaj?

Świat jest ciągle w stanie wojny, która ma przeróżne oblicza, przeróżne maski, przeróżne kolory i przeróżne symptomy. W takim świecie żyjemy. Kiedy Jezusowi zawierzymy, kiedy Go pokochamy i kiedy będziemy świadomymi członkami Jego Kościoła, będziemy wiedzieć, kiedy i jak o Nim mówić, a kiedy milczeć. A przede wszystkim będziemy wolni!

Ks. Lucjan Bielas


 

Arogancki Jezus
(Mt 15, 21-28)

Okolice Tyru i Sydonu były w dużej części zamieszkiwane przez pogan, potomków ludu kananejskiego. Między nimi a Izraelitami panowała odwieczna i to bardzo głęboka niezgoda. Tak jak to czasem w „ludzkiej geografii” bywa, fizycznie byli blisko siebie, sercami jednak bardzo daleko. Spotkanie Jezusa z kobietą kananejską ma więc swój niezwykły wymiar. W wypowiedzianych przez nią słowach: Ulituj się nade mną, Panie, Synu Dawida! Moja córka jest ciężko nękana przez złego ducha, kryje się bardzo ważna informacja. Doświadczenie dramatu córki jest u niej tak wielkie, że prosząc Jezusa o litość, pokonuje niechęć do największego wroga Kananejczyków, jakim był Dawid. Pokonuje niechęć Kananejki do Żyda.

Znamienna jest reakcja uczniów Jezusa, którzy proszą Go nie o uzdrowienie córki tej kobiety, ale o oddalenie jej. Nie tylko, nie pokonali w sobie dziedziczonej niechęci, ale w ogóle jej nie widzą. Mistrz, słowami: Jestem posłany tylko do owiec, które poginęły z domu Izraela, jakby wpisywał się w te ludzkie uprzedzenia swojego otoczenia.

Tymczasem kobieta okazała się upartą i posunęła się jeszcze dalej. Upadając do nóg Jezusa, czyli uznając w nim swojego pana, dalej prosiła o pomoc. To, co usłyszała, kłóci się z naszym obrazem Jezusa miłosiernego, choć zapewne dla osób towarzyszących Jezusowi, było to normalne: - Niedobrze jest zabierać chleb dzieciom, a rzucać szczeniętom. Choć to porównanie człowieka do psa w tamtej kulturze języka nie brzmiało tak ostro, jak w naszych uszach, to jednak przyjemne dla tej kobiety nie było.

Reakcja Kananejki, wygenerowana przez mistrzowskie podejście Chrystusa, jest kluczowa w całej ewangelicznej scenie. - Tak, Panie, lecz i szczenięta jedzą okruchy, które spadają ze stołu ich panów. Jezus wydobył z niej to, z czym ona przyszła, wydobył z niej wiarę, która okazała się nad wyraz skuteczna. Wtedy Jezus jej odpowiedział: "O niewiasto, wielka jest twoja wiara; niech ci się stanie, jak pragniesz!" Od tej chwili jej córka była zdrowa. Jakim szokiem musiały być te słowa i ta bardzo dobra ocena, jaką otrzymała Kananejka, poganka, dla żydowskiego otoczenia Jezusa, które ledwie otrzymywało noty dostateczne. Nic więc dziwnego, że ta lekcja tak im głęboko zapadła w serca.

Ponad ludzkimi barierami, przeszedł kochający Jezus, ponad ludzkimi barierami, przeszła wierząca, bezimienna Kananejka. I dzięki temu cud mógł zaistnieć. Dziś pośród nas uwikłanych w różne ludzkie uprzedzenia, społeczne, polityczne, sąsiedzkie, rodzinne, Jezus chce stanąć i powiedzieć: wielka jest twoja wiara; niech ci się stanie, jak pragniesz. To od nas i tylko od nas zależy czy to usłyszymy!

Ks. Lucjan Bielas

 
<< Początek < Poprzednia 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 Następna > Ostatnie >>

Strona 1 z 12

Statystyki

mod_vvisit_counterDziś210
mod_vvisit_counterWczoraj179
mod_vvisit_counterW tym tygodniu389
mod_vvisit_counterW tym miesiącu6177
mod_vvisit_counterWszystkich802095

W każdy trzeci czwartek miesiąca o godz. 18.00 jest Msza św. o św. Bracie Albercie patronie naszej parafii. Po Mszy św. jest Nowenna do naszego patrona z ucałowaniem jego relikwii.
Po modlitwie Spotkanie biblijne. Zapraszam serdecznie wszystkich wiernych!

W każdy czwarty czwartek miesiąca o godz. 18.00 jest Msza św. o św. O.Pio. Po Mszy św. modlitwy do Świętego z ucałowaniem jego relikwii, a potem spotkanie Grupy Modlitwy św. O.Pio.
Zapraszam serdecznie wszystkich wiernych!

Projekt i wykonanie Alanet