Sensowna teściowa
(Mk 1,29-39)


Uwolnienie opętanego w synagodze w Kafarnaum, nie było pierwszym cudem, jakiego dokonał Jezus. Wcześniej był obecny na weselu w Kanie Galilejskiej, gdzie w cudowny sposób przemienił wodę w wino. Zachowanie się Jezusa w synagodze, Jego słowa i Boska moc, jaką okazał pośród zgromadzonych tam mężczyzn, po ludzku stały się jego znakomitą autoreklamą. Natychmiast rozeszli się oni do swoich domów i mieli o czym opowiadać.

Tymczasem Jezus udał się do domu Szymona i jego brata Andrzeja. Udali się tam również ich wspólnicy, Jan i Jakub. Wszystkich wspólników rybackiej firmy połączyła teraz nowa misja do której Jezus ich powołał.

Kiedy pełni wrażeń, przekraczali próg domu, w którym zapewne wiele razy wcześniej bywali, natychmiast podzielili się z nowym Mistrzem domowym kłopotem, a mianowicie, teściowa Szymona leżała w gorączce. O jego żonie i dzieciach nic Ewangeliści nie wspominają. Musiała więc zaistnieć taka sytuacja życiowa, że teściowa, znalazła się pod opieką zięcia, co było w tamtejszym zwyczaju. Teraz była chora.

Św. Marek, który w swej Ewangelii zapisał katechezę Piotra Apostoła zostawił nam niesłychanie subtelny, intrygujący i piękny obraz jego teściowej. Odnosimy wrażenie, że była to kobieta wyjątkowa. Jezus ująwszy ją za rękę, podniósł. Pięknym ludzkim gestem ujęcia za rękę, okazał Boską moc. Jakże niezwykła w swej zwyczajności była jej reakcja - uzdrowiona, bez słowa komentarza wstała i usługiwała im. Można powiedzieć, że miała w sobie ukształtowanego ducha służby i pewnie była to jej naturalna postawa. Jednakże od tego momentu, uzdrowiona przez Boga, wróciła do służby, ale już zupełnie inna. To była jej świadoma i wolna decyzja. Służba stała się w jednym momencie jej największym zaszczytem, jaki mógł ją w życiu spotkać. Służyła teraz samemu Bogu i ludziom. I to nie była jakaś wymyślona idea, to była konkretna służba, osoba osobie - Jezusowi Bogu-Człowiekowi i braciom.

Zapewne wielu, spośród cudownie uzdrowionych wraca do swoich zajęć, obojętnie na jakim są szczeblu, tak jak do służby. Wraca, będąc już zupełnie innymi ludźmi. Są wolni i bogatsi o doświadczenie Jego szczególnej obecności w ich życiu i Jego mocy. To doświadczenie , jeżeli jest prawdziwe, tak jak to było z teściową Szymona, przekłada się na służbę każdemu człowiekowi, niezależnie od zajmowanego miejsca w społecznej hierarchii. Można powiedzieć za św. Łukaszem, że mają głębszą świadomość, że "ręka Pańska jest z nimi" (por. Dz 11,21).

Może niekoniecznie trzeba w życiu oczekiwać cudownej, nadprzyrodzonej interwencji Boga. Może wystarczy chwila refleksji rozumu oświeconego wiarą, aby powrócić do naszych zadań, do szkoły, do korporacji, do firmy, do administracji, do policji, wojska itp., świadomie służąc Jezusowi Bogu i ludziom.

Zaciekle walczył do niedawna świat z niewidzialnymi terrorystami. Oczywiście, że byli, ale jakże ich medialnie rozdmuchano? Walczy teraz świat z niewidzialnym wirusem. Oczywiście, że jest, ale jak nim medialnie terroryzuje? Za tymi sztucznie wygenerowanymi zasłonami, niewielu myśli o zniewoleniu wszystkich. Wydaje się, że jest to proces nieuchronny. Czy rzeczywiście nic nie możemy zrobić? Teściowa Szymona pokazała sposób. Jej zięć, też się tego nauczył. Znakomicie pojął to św. Paweł i wszyscy członkowie Kościoła Chrystusowego, którzy poważnie Go traktują. Choć jest ich niewielu, ale mogą wiele, bo z nimi jest Chrystus!

Ks. Lucjan Bielas


 

Dlaczego Jezus nie ratuje nas, tak jakbyśmy tego oczekiwali?
(Mk 1,14-20)

Komu podpadł Jan Chrzciciel?

Niewątpliwie jego nauczanie nie było miłe przedstawicielom świątyni, gromadził tłumy. Był popularny, a poza tym wzywał do prawdy, a co za tym idzie odejścia od grzechu. To nie była droga ich pobożności, a na dodatek pewnego rodzaju konkurencja, choć przecież sam był z rodu kapłańskiego. Chociaż nie mamy wprost dowodów na to, że przywódcy religijni Narodu maczali paluszki w uwięzieniu Jana, to jednak możemy przypuszczać, że dla wielu z nich zniknięcie tłumów i zamilknięcie Jana było komfortową sytuacją.
Sprawcą uwięzienia Jana, można powiedzieć fizycznym, był Herod Antypas. Był to wtedy prawie pięćdziesięcioletni pan, uwikłany w konkubinat ze swoją krewną i bratową, Herodiadą. Ta dama wtedy już dobrze po czterdzieste wniosła w ten związek swój dominujący charakter, bezwzględne zachowanie (zapewne po dziadziusiu, Herodzie Wielkim) i córkę Salome, z pierwszego małżeństwa. Jej charakter, niemający wiele wspólnego z prawdziwą kobiecością, przeszedł do historii świata przez fakt przymuszenia Heroda Antypasa do uwięzienia Jana Chrzciciela i do jego zabójstwa, który to otwarcie krytykował ich związek, jako niepodobający się Bogu (Mt 14,1-12). Uwięzienie i zabójstwo Jana Chrzciciela przyniosły ulgę jego przeciwnikom. Niewygodny prorok zamilkł, tłumy się rozeszły, uczniowie powrócili do swych domów i zajęć.

- Czy więc Jan przegrał?

- Nic podobnego! Jan zwyciężył, nie ugiął się bowiem przed grzechem i kłamstwem. Śmiercią swoją przypieczętował prawdziwość nauki, którą głosił jako prorok z polecenia samego Boga.

- Dlaczego to, Pan Jezus po ludzku rzecz ujmując, zachował się biernie wobec faktu uwięzienia Jana?

Patrząc na całe dzieło zbawienia, na śmierć Jezusa i Jego zmartwychwstanie, odpowiedź jest prosta – to uwięzienie wpisywało się w całość dzieła odkupienia. Są wartości większe niż doczesne życie człowieka. Wiedział o tym Jezus, wiedział o tym Jan. Jezus zostawił Jana, jako człowiek, ale będąc prawdziwym Bogiem, nigdy Jana nie opuścił. I on, to też wiedział.

- Czy trud Jana i zaangażowanie uczniów poszło na marne?

Jezus pozwolił umrzeć Janowi, ale nie jego dziełu, dlatego też Ewangelista napisał: Gdy Jan został uwięziony, przyszedł Jezus do Galilei i głosił Ewangelię Bożą. Mówił: „Czas się wypełnił i bliskie jest królestwo Boże. Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię”. Tu w Galilei nad brzegiem jeziora odnalazł uczniów Jana, których wcześniej poznał przy Proroku. Posiadali małą firmę rybacką, umieli ciężko pracować w zespole i to w trudnych warunkach, a przy tym z największą powagą traktowali sprawy wiary. Mieli swojego bossa Szymona, który z natury znakomicie nadawał się do pełnienia funkcji szefa. Posiedli umiejętność nawiązywania kontaktów z klientami, ponieważ ryby trzeba było sprzedać jak najszybciej. Jako przedstawiciele klasy średniej, byli najlepiej przygotowani do przyjęcia Ewangelii i skutecznego jej głoszenia. Ani uczeni, ani bogacze, ani bezrobotni, nie dysponowali takimi osobistymi walorami, jak ci prości rybacy.

Tak więc Jezus podjął dzieło Jana i przejął jego uczniów po to, aby stworzyć nową rzeczywistość – Kościół. Kształtował małą grupę Apostołów, jednocześnie działając z tłumami. Zachował przez to, właściwe proporcje między elitarnością z jednej strony a otwarciem się na świat z drugiej.

Warto o tym pamiętać szczególnie dziś, kiedy wielu słabnie w wierze i odchodzi z Kościoła w przekonaniu, że dni jego są policzone. Ten proces, nie pierwszy w historii, zapewne będzie się jeszcze pogłębiał, aż odpadną wszyscy pozbawieni żywej łączności z Chrystusem. On – Jezus swojego dzieła, swojego Kościoła nigdy nie opuści. I choć następcy św. Piotra i Apostołów są nieraz bardzo słabi i ułomni, to On Jezus Wszechmocny Bóg, i tak jest z nimi. Tak naprawdę idzie więc o łączność z Nim, przy jasnym nazywaniu zła, złem. I tu znów św. Jan jest znakomitym przykładem. Bywa, że niektórzy kapłani, biskupi i wierni odchodzą od Kościoła zgorszeni, uważając, że wiedzą lepiej i że są bardziej święci. Choć ich krytyczne spojrzenie może być całkiem słuszne, to odejście jest piramidalną głupotą. Za Wiktorem Franklem, który sparafrazował słowa La Rochefoucaulda, można pokusić się o stwierdzenie: „że jak wichura gasi nikły płomień, ale podsyca ogień, tak samo przeciwności losu i tragedie podkopują słabą wiarę, lecz umacniają silną”.

Ks. Lucjan Bielas


 

Rok Jubileuszowy św. Józefa Oblubieńca i Opiekuna

Z wielką radością i nadzieją przyjęliśmy wiadomość, że z okazji 150. rocznicy ustanowienia św. Józefa Patronem Kościoła powszechnego, papież Franciszek napisał list apostolski „Patris corde" oraz ogłosił Rok Jubileuszowy na cześć św. Józefa. Rok jubileuszowy trwa od dnia 8 grudnia 2020 roku i zakończy się 8 grudnia 2021, w dniu kolejnej rocznicy ogłoszenia przez papieża Piusa IX św. Józefa Patronem Kościoła Katolickiego oraz w dniu poświęconym Najświętszej Maryi Pannie Niepokalanej, Oblubienicy św. Józefa. To wielki znak nadziei dla Kościoła w tych niełatwych czasach i szansa dla nas wszystkich - spragnionych pokoju i nadziei, by o św. Józefie może sobie na nowo przypomnieć, Jego opieki wypraszać i za Jego wstawiennictwem do Boga w tych dniach kierować nasze modlitwy.

Św. Siostra Faustyna w swym „Dzienniczku" zapisała kiedyś takie słowa: „Święty Józef zażądał, abym miała do Niego nieustanne nabożeństwo. Sam mi powiedział, abym odmawiała codziennie trzy pacierze i raz „Pomnij". Patrzył się z wielką życzliwością i dał mi poznać, jak bardzo jest za tym dziełem, obiecał mi swą szczególniejszą pomoc i opiekę. Codziennie odmawiam te żądane modlitwy i czuję Jego szczególną opiekę". (Dz. 1203)

Te słowa winny nas jeszcze bardziej mobilizować do modlitwy zanoszonej do Boga za wstawiennictwem św. Józefa, a przeżywany Rok Jubileuszowy jest dobrą okazją, by skorzystać z daru specjalnych Odpustów, które na mocy decyzji Ojca Świętego Franciszka można uzyskać. W ten sposób każdy z nas może na wzór św. Józefa wzmacniać codziennie własne życie wiary, w pełni realizując wolę Bożą.

Przez odpust rozumie się darowanie przed Bogiem kary doczesnej za grzechy, zgładzone już co do winy. Dostępuje go chrześcijanin odpowiednio usposobiony i pod pewnymi, określonymi warunkami, za pośrednictwem Kościoła, który jako szafarz owoców odkupienia rozdaje i prawomocnie przydziela zadośćuczynienie ze skarbca zasług Chrystusa i świętych (KKK 1471).

  1. Aby uzyskać odpust, trzeba być w stanie łaski uświęcającej. Wyzbyć się przywiązania do jakiegokolwiek grzechu, nawet powszedniego.
  2. Odpust można uzyskać tylko jeden raz w ciągu dnia. Można zyskać go dla siebie lub ofiarować za zmarłych.

Zgodnie z dekretem Penitencjarii Apostolskiej udziela się daru Odpustu zupełnego pod zwykłymi warunkami (tzn. sakramentalna spowiedź, Komunia eucharystyczna oraz modlitwa zgodna z intencjami Ojca Św.) wiernym, którzy odrywając się w duchu od wszelkiego grzechu, uczestniczyć będą w Roku Św. Józefa w okolicznościach i na sposoby określone przez Penitencjarię Apostolską: 

  1. Udziela się odpustu zupełnego wszystkim, którzy przez co najmniej pół godziny będą rozważać Modlitwę Pańską lub wezmą udział w jednym pełnym dniu skupienia, zawierającym rozważanie o Św.Józefie.
  2. Udziela się odpustu zupełnego tym, którzy na wzór Św. Józefa spełnią uczynek miłosierdzia względem ciała lub względem duszy.
  3. Udziela się odpustu zupełnego wiernym, którzy odmawiać będą Różaniec Święty w rodzinach i pomiędzy narzeczonymi.
  4. Udziela się odpustu zupełnego każdemu, kto powierzać będzie codziennie swoją działalność opiece Św. Józefa, a także każdemu wiernemu, wzywającemu Rzemieślnika z Nazaretu w modlitwach wstawienniczych za tych, którzy szukają pracy, aby mogli znaleźć zajęcie, oraz aby praca wszystkich ludzi była bardziej godna.
  5. Udziela się odpustu zupełnego wiernym, którzy odmawiać będą Litanię do Św. Józefa (w tradycji łacińskiej) lub Akatyst do Św. Józefa, w całości lub przynajmniej w odpowiedniej części (w tradycji bizantyjskiej), lub też jakąś inną modlitwę do Św. Józefa, przypisaną jako własna w różnych tradycjach liturgicznych, w intencji Kościoła prześladowanego od wewnątrz i od zewnątrz oraz w intencji ulżenia wszystkim chrześcijanom, którzy cierpią prześladowania wszelkiego rodzaju.
  6. Celem potwierdzenia powszechności patronatu Św. Józefa w Kościele, poza wspomnianymi wyżej okolicznościami, Penitencjaria Apostolska udziela odpustu zupełnego wiernym, którzy odmówią dowolną prawnie zatwierdzoną modlitwę lub akt pobożności na cześć Św. Józefa, np. : „Do Ciebie, Św. Józefie", szczególnie w dniach 19 marca i l maja, w Święto Św. Rodziny Jezusa, Maryi i Józefa, w Niedzielę Św. Józefa (w tradycji bizantyjskiej), 19 dnia każdego miesiąca i w każdą środę, będącą dniem poświęconym temu Świętemu w tradycji łacińskiej.
  7. W obecnej sytuacji publicznego zagrożenia zdrowia, rozszerza się dar odpustu zupełnego w sposób szczególny na osoby w podeszłym wieku, na chorych, umierających i wszystkich tych, którzy z usprawiedliwionych racji nie mogą wyjść z domu, a którzy odrywając się w duchu od wszelkiego grzechu oraz z intencją wypełnienia, gdy tylko to będzie możliwe, zwykłych warunków, odmówią w domu lub tam, gdzie zatrzymuje ich przeszkoda, akt pobożności na cześć Św. Józefa, pocieszyciela chorych i Patrona Dobrej Śmierci, ofiarując z ufnością Bogu boleści i niedogodności własnego życia.

 

Czy kościoły stały się dziś bezużyteczne?
(J 1,35-42)

To pytanie postawił ostatnio Gerhard Wegner na łamach Frankfurter Allgemeine Zeitung (14. 01. 2021). Zdaniem Autora, zarówno wypowiedzi niemieckich, poważnych przedstawicieli Kościoła sugerujące, że Bóg nie ma z Covidem-19 nic wspólnego, a także zamknięte kościoły i brak duchowego wsparcia potrzebującym, sprawiły, że tylko niewielu szuka w tych trudnych czasach oparcia w wierze. Powołując się na badania Marii Sinnemann z Instytutu Nauk Społecznych Kościoła Ewangelickiego w Niemczech (EKD), Wegner stwierdza, że w tej trudnej sytuacji, bardziej niż wiara „dla zdecydowanej większości ludzi, ważniejsze są takie czynniki, jak optymizm, poczucie własnej wartości i dobrzy przyjaciele”.

Mając świadomość specyfiki relacji społeczno-wyznaniowych naszych zachodnich sąsiadów, można by taką opinię poddać krytyce, choć trudno całkowicie ją zdyskredytować. Jest w niej wiele ziaren prawdy, łatwo dostrzegalnych i w naszej polskiej rzeczywistości.
Jedno z tych ziaren można dotknąć prostym pytaniem, jakie Jezus Chrystus nieustannie nam, którzy deklarujemy naszą przynależność do Jego Kościoła: - czy rzeczywiście wierzymy w Jego obecność?

Jan stał wraz z dwoma swoimi uczniami i gdy zobaczył przechodzącego Jezusa, rzekł: „Oto Baranek Boży”. To wystarczyło, aby ci dwaj tak otwarli się na Jezusa, że zostawili Jana i poszli za Nim. Jak wielkim autorytetem był dla nich Jan, skoro wystarczyły trzy słowa, aby zmieniło się ich życie. Można tę decyzję opisać, idąc za św. Augustynem – wybrzmiał głos, a oni poszli za Słowem. Jak głęboka była nauka o Zbawicielu, przekazana im przez Jana, skoro ten skrót myślowy – Oto Baranek Boży, pokazał im syntezę Starego i Nowego Testamentu, ofiarę baranka paschalnego i ofiarę Mesjasza? Jak wielka była wiara Jana, kiedy wskazując przechodzącego Cieślę z Nazaretu, widział w nim Boga? Jak żył Jan, że przez jego życie, przez jego codzienność mogli zobaczyć Zbawiciela, na którego czekali?

Ponad 43 lata codziennie sprawuję Eucharystię i unosząc hostię, wypowiadam, do zgromadzonych braci i sióstr, słowa: „Oto Baranek Boży…”. Ponieważ ten fragment liturgii tak mocno wpisuje się w spotkanie Jana i jego uczniów z Jezusem, nie mogę pytań dotyczących Jana uniknąć, nie mogę, nie odnieść ich do siebie. Są one dziś niewątpliwie wzmocnione Covidem-19 i wszystkim tym, co jest z nim związane w Kościele. Mam świadomość tego, że przede wszystkim mogę zmienić siebie. Jest to więc czas dla mnie, a może i dla innych pogłębienia pobożności eucharystycznej. To od naszej wiary, wyrażającej się w naszej codzienności i wszystkich tworzonych przez nas relacjach zależy, czy Msza św. jest jedynie pustym gestem liturgicznym, który wypada tradycyjnie uczynić przy okazji uroczystości rodzinnych lub publicznych, czy też jest rzeczywistym spotkaniem ze Wcielonym Bogiem Jezusem Chrystusem i bycie z Nim tam, gdzie On mieszka. To od naszej wiary, kapłanów i wiernych zależy, czy Msza św. jest centralnym wydarzeniem, czy jedynie przysłowiowym kwiatkiem do kożucha.

Ktoś może powiedzieć, a co to ma do tzw. kryzysu Kościoła?

Powiem prosto - wszystko!

Bo tu jest jego istota.

Ks. Lucjan Bielas


 

Sens w życiu człowieka
(Mk 1, 7-11)

Kiedy Jezus wchodził w wody Jordanu, aby przyjąć chrzest z rąk Jana, miał ok. 35 lat. Był to niewątpliwie przełomowy moment w Jego życiu i Jego działalności, a i nie bez znaczenia w życiu każdego z nas. Warto więc zastanowić się nad tym, kim był Jezus przed chrztem, i kim stał się, po jego przyjęciu?

Po śmierci Heroda Święta Rodzina powróciła do Palestyny i osiedliła się w Nazarecie, pracując i wychowując Jezusa. Kluczowym wydarzeniem tego okresu ich życia, była pielgrzymka do świątyni jerozolimskiej, kiedy Jezus miał 12 lat. W stałym zwyczaju pielgrzymowania, jaki praktykowali, te święta Paschy były wyjątkowe, zarówno dla Jezusa, jak i dla nich. Zaginął im, aby się odnaleźć i to w jak najszerszym tego słowa znaczeniu. Niewątpliwie wpłynęło na to dojrzałe przeżycie przez Niego świąt Paschy, samotny powrót do świątyni, rozmowa z Ojcem Niebieskim w Jego domu, konfrontacja z Jego słowem podczas rozmowy z uczonymi w Piśmie. Jego człowieczeństwo odnalazło Jego Bóstwo, a On wiedział już, kim tak naprawdę jest – Synem Ojca Przedwiecznego. Takim Go odnaleźli ziemscy Rodzice Maryja i Józef. Takim wrócił do domu w Nazarecie i był im posłuszny i od nich się uczył prawdziwie ludzkiego życia. Takim przez ponad 20 lat pracował jako cieśla. Z całą pewnością możemy przyjąć, że regularnie pielgrzymował do świątyni, że regularnie świętował szabat i modlił się w synagodze, że nieustannie podczas dnia i nocy, trwał w łączności ze swym Niebieskim Ojcem, że studiował i żył słowem Bożym. Z całą pewnością możemy przyjąć, że był znakomitym synem swoich Rodziców, że był prawdziwym mężczyzną, uczciwym i wrażliwym człowiekiem oraz odpowiedzialnym fachowcem. Przez bliską relację z Bogiem, musiał być niezmiernie bliski drugiemu człowiekowi, co zapewne było odczuwalne w indywidualnych kontaktach. Odpowiedzialnie zarządzając swym ludzkim sercem i uczuciami, nie założył własnej rodziny, bo wiedział, jaka jest Jego misja w planach Ojca Niebieskiego.

Ten Jezus Chrystus wchodzi w wody Jordanu i domaga się chrztu od Jana. Rozpoczyna tym samym nowy rozdział realizacji Swojej mesjańskiej misji. Sam nie potrzebując chrztu nawrócenia, wchodzi w dzieło przygotowywane przez Jana Chrzciciela, by zgodnie z wolą Ojca je wypełnić. To niezwykłe objawienie się Boga w Trójcy Przenajświętszej, które wtedy miało miejsce, jest jakże ważne zarówno dla człowieka Jezusa, a także dla Jana i dla mnie.

Dlaczego dla mnie?

Przez sakrament chrztu, nieświadomie przyjęty i świadomie zaakceptowany jestem uczestnikiem misji Chrystusa na tym świecie. Przez Eucharystię jestem z Nim tak mocno złączony, jak tylko to możliwe, by człowiek tu i teraz połączył się z Bogiem Trójjedynym. Jezus więc nie tylko pokazuje mi jak żyć z Bogiem, ale jest ze mną, jeśli tylko ja wyrażę na to zgodę. Jest tu moja wolność, ale i świadomość, że tylko z Bogiem i w Bogu życie ma sens – jest prawdziwie życiem człowieka.

Może więc warto jeszcze raz przemyśleć sobie, co to znaczy być chrześcijaninem w czasie kiedy chrzest jest traktowany jako niewiele znaczący epizod rodzinnej tradycji, a postawy życiowe proponowane przez ten świat są jedynie żałosną karykaturą człowieczeństwa, choć na krótką chwilę wydają się atrakcyjne?


Ks. Lucjan Bielas


 

Istnieje możliwość ponownych narodzin!
(J 1,1-18)

„Boże Narodzenie nie jest czymś, co się wydarzyło, np. jak bitwa pod Waterloo; jest ono czymś, co się dzieje”. Warto przemyśleć, to trafne spostrzeżenie abp. Fultona J. Sheena i nie przegapić tego, co się dzieje. Jeśli znamy dokładną datę wspomnianej bitwy na 18 czerwca 1815 r., to nie mamy możliwości i może nigdy jej nie będziemy mieli, określenia dokładnej daty wydarzenia, które na pewno miało miejsce, a którym było narodzenie Jezusa Chrystusa. Jest to, może nie tylko szkoła pokory dla historyków, ale zachęta do refleksji, i to zarówno dla teologów, jak i każdego z nas. Syn Boży nie zostawił daty swojego narodzenia, albowiem nieustannie dzieje się ono w duszy i sercu każdego człowieka, który przed Bogiem nie zamknął drzwi.

Nic piękniejszego nie może człowieka spotkać w życiu od przyjęcia Boga i nic głupszego, od oddalenia się od Niego. Tak jasno mówi o tym św. Jan Ewangelista: Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga, i Bogiem było Słowo. Ono było na początku u Boga. Wszystko przez Nie się stało, a bez Niego nic się nie stało, co się stało. W Nim było życie, a życie było światłością ludzi, a światłość w ciemności świeci i ciemność jej nie ogarnęła. Nie trudno domyślić się, że tym Słowem jest MIŁOŚĆ. Bóg jest Miłością i z tej miłości stwarza świat i człowieka, każdego człowieka. Tylko patrząc na świat i na siebie w kategoriach miłości, czyli kochając, człowiek jest prawdziwie mądry, czyli oświecony. Każdy jest zdolny i powołany do miłości i dlatego św. Jan dalej stwierdza: Była światłość prawdziwa, która oświeca każdego człowieka, gdy na świat przychodzi.

Miłość, którą jest Bóg, nie odbiera człowiekowi wolności: Na świecie było /Słowo/, a świat stał się przez Nie, lecz świat Go nie poznał. Przyszło do swojej własności, a swoi Go nie przyjęli. W tych słowach św. Jan stwierdza, że ludzie posunęli się do głupoty, odrzucenia swojego Stwórcy, do odrzucenia swojego Zbawiciela – Jezusa Chrystusa.

Nie wszyscy jednak zgłupieli!

Kolejne stwierdzenie Ewangelisty jest dziś dla nas kluczowe: Wszystkim tym jednak, którzy Je przyjęli, dało moc, aby się stali dziećmi Bożymi, tym, którzy wierzą w imię Jego - którzy ani z krwi, ani z żądzy ciała, ani z woli męża, ale z Boga się narodzili. A Słowo stało się ciałem i zamieszkało wśród nas.

Bóg przez św. Jana mówi o drugim narodzeniu człowieka i to narodzeniu z samego Boga. Dochodzi do niego bez cielesnego pośrednictwa, ale przez przyjęcie Słowa, jakim jest Jezus Chrystus. Jest to narodzenie z wiary i jego skutkiem jest stanie się „dzieckiem Boga”. To zupełnie nowa relacja i nowe perspektywy dla stworzonego człowieka na tym świecie, a które pozwalają wejść w niestworzoną rzeczywistość samego Boga. Tylko takie bycie dzieckiem Boga, daje prawo do bycia dziedzicem tego, co Boskie. Wiele się o tym mówi, niewielu bierze to poważnie.

W czasie zaskakującej nas przebudowie tego świata i jego relacji i zupełnie niepewnego jutra warto narodzić się na nowo, aby być spokojnym o wieczność. Paradoksalnie, tylko taka postawa daje komfort w doczesności.

Warto postawić sobie istotne pytania: – czy rzeczywiście pozwoliłem Bogu-Jezusowi, aby narodził się we mnie? Jeśli tak, to: - Czy wierzę w Jego obecność w Eucharystii? - Czy tak jak On przebaczam nieprzyjaciołom?

Ks. Lucjan Bielas


 

Zobaczyli dziecię, a wysławiali Boga
(Łk 2,16-21)

Tak pasterze zareagowali na widok Noworodka złożonego przez Matkę w żłobie betlejemskiej stajenki. Skąd ta ich osobliwa reakcja?

Byli dobrymi i prostymi ludźmi, którzy przekazane im przez przodków wyczekiwanie Mesjasza, brali poważnie. Bóg, który znał ich serca i ich życie, tej nocy wysłał do nich swoich aniołów. I tak pastwisko, miejsce ich codziennej pracy, przerodziło się w najpiękniejszy spektakl, w jakim kiedykolwiek brali udział, a którego możemy im tylko pozazdrościć. Doświadczenie otwartego nieba na ziemi, wieczności w doczesności, stało się dla nich kosmicznym przeżyciem. A to wszystko stanowiło jedynie tło dla najważniejszej informacji, jaką przekazał im anioł: Oto zwiastuję wam radość wielką, która będzie udziałem całego narodu: dziś bowiem w mieście Dawida narodził się wam Zbawiciel, którym jest Mesjasz Pan. A to będzie znakiem dla was: znajdziecie niemowlę owinięte w pieluszki i leżące w żłobie.

Anioł do niczego pasterzy nie zmuszał. To oni sami, zachowując prawa pastwiska, podjęli kolektywną decyzję, aby ruszyć w drogę do Betlejem. I tak to niebiańsko-ziemskie wydarzenie znalazło swoją drugą odsłonę w zupełnie innej scenerii – w stajni. Nad owiniętym w pieluszki Niemowlęciem spotkali się ci, którzy uwierzyli Bogu i dzielili się radością Jego obecności w ludzkiej rzeczywistości. Prawdziwy Bóg, który z miłości do człowieka sam ograniczył się do bycia człowiekiem i to nie takim, jak Adam przed grzechem, ale takim, jak my z całym dziedzictwem skutków grzechu. W stajence było Mu zimno i trzeba było Go okryć, przez lata będzie wzrastał, uczył się, pracował i cierpiał tak, jak my wszyscy. Sam bez grzechu weźmie na siebie grzechy nas wszystkich.

Takie człowieczeństwo ma również Jego matka Maryja, która mimo niepokalanego poczęcia, jest kobietą nieustannie dojrzewającą i niepozbawioną trudu, pracy i cierpień. Jest tego świadoma, nieustannie tę świadomość pogłębiając. Dlatego też Ewangelista, bazując na Jej wspomnieniach, stwierdza: Maryja zachowywała wszystkie te sprawy i rozważała je w swoim sercu. Umiała czytać życie i analizując Bóstwo i Człowieczeństwo swojego Syna jeszcze bardziej poznawać siebie i swoją misję w niesamowitej syntezie kobiecości – jest dziewicą i jest matką zarazem. Warto Maryją się zachwycić, a przez nią Tym, którego Ona całą sobą wskazuje – Bogiem Człowiekiem Jezusem.

Ks. Lucjan Bielas

 


 

 
<< Początek < Poprzednia 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 Następna > Ostatnie >>

Strona 2 z 22

Statystyki

mod_vvisit_counterDziś71
mod_vvisit_counterWczoraj272
mod_vvisit_counterW tym tygodniu3174
mod_vvisit_counterW tym miesiącu2614
mod_vvisit_counterWszystkich853815

W każdy trzeci czwartek miesiąca o godz. 18.00 jest Msza św. o św. Bracie Albercie patronie naszej parafii. Po Mszy św. jest Nowenna do naszego patrona z ucałowaniem jego relikwii.
Po modlitwie Spotkanie biblijne. Zapraszam serdecznie wszystkich wiernych!

W każdy czwarty czwartek miesiąca o godz. 18.00 jest Msza św. o św. O.Pio. Po Mszy św. modlitwy do Świętego z ucałowaniem jego relikwii, a potem spotkanie Grupy Modlitwy św. O.Pio.
Zapraszam serdecznie wszystkich wiernych!

Projekt i wykonanie Alanet