Prawdziwy mężczyzna na dziś

Mk 1, 1-8

Św. Marek bardzo ciekawie zaczyna Ewangelię Jezusa Chrystusa od opisu ostatniego proroka, który zapowiadał Jego przyjście, od Jana Chrzciciela. Wokół niego gromadziły się tłumy ludzi, którzy przybywali nie tyle dla jego osobliwego wyglądu, ile dla nauki, którą odważnie głosił całą swoją osobą. Dotykała ona najistotniejszych potrzeb ludzkich serc i dusz, wskazywała dobry kierunek, a siła jej tkwiła w samym Bogu, któremu Jan bezgranicznie zawierzył.

Sam Jan określał się jako: głos wołającego na pustyni, co można rozumieć, idąc za znakomitą interpretacją św. Augustyna, że był głosem przerywającym milczenie i tylko głosem, który brzmiąc, zwraca uwagę drugiej osoby, przenosi słowo i zanika. Wiedział, kim jest i jaka jest jego misja. Nieustannie rosnąca popularność, nie przewróciła mu w głowie. Nie zatrzymał uwagi tłumów na sobie, bo wiedział, że jego zadaniem jest wskazanie Tego, który po nim idzie – Mesjasza, Jezusa Chrystusa. Sam żyjąc zgodnie z przykazaniami, mógł z całą mocą nawoływać innych do odejścia od grzechu, do zmiany swojego myślenia i swojego życia. Grzech jest rzeczywistością, która rujnuje człowieka i jego relacje. Naprawa grzechu przekracza możliwości człowieka, czego Jan ma pełną świadomość. Jego chrzest nawrócenia, jest koniecznym przygotowaniem do chrztu Jezusa Chrystusa, który swą moc będzie czerpał ze złożonej przez Niego ofiary. Tak po prostu jest, że człowiek zniewolony grzechem potrzebuje drugiego człowieka, który jest autorytetem i który, sam wolny, wskaże drogę do prawdziwej wolności.

Misja Jana Chrzciciela ma dwa wymiary. Pierwszy to wymiar historyczny, który rozegrał się w palestyńskiej rzeczywistości. Jan przygotował rzeczywiście ogromną rzeszę ludzi na spotkanie z Jezusem, przygotował wielu Jego uczniów. Jezus kroczy śladami Jana i dopełnia rozpoczętą przez niego pracę, nadając dziełu nieskończony owoc.

Drugi wymiar misji Jana Chrzciciela dotyka każdego z nas. Zaznacza to sam Jezus Chrystus, który daje o nim niesamowite świadectwo, mówiąc zarówno do zgromadzonych tłumów, jak i do nas: Coście wyszli obejrzeć na pustyni? Trzcinę kołyszącą się na wietrze? Ale co wyszliście zobaczyć? Człowieka w miękkie szaty ubranego? Oto w domach królewskich są ci, którzy miękkie szaty noszą. Po co więc wyszliście? Zobaczyć proroka? Tak powiadam wam, nawet więcej niż proroka (Mt 11,7-9). Jezus widzi w Janie prawdziwego mężczyznę, Bożego mężczyznę, którego zakres działania wychodzi dalej niż czasowa misja proroka.

Jesteśmy wprawdzie ochrzczeni, i to chrztem Jezusa, ale ciągle nienawróceni. Uwikłani w grzechy, jak głupcy, nazywając zło dobrem i chwaląc się tym, czego powinniśmy się wstydzić, jesteśmy zamknięci na otwartą dla nas nieskończoną przestrzeń życia. Może to czas najwyższy, aby zamiast dawać się otumaniać pogubionym kobietom, pójść za głosem prawdziwego mężczyzny. W czasie, kiedy właśnie takich brakuje, i to zarówno w przestrzeni publicznej, jak i w Kościele, a także, niestety, w rodzinach, Jan Chrzciciel, Bogu dzięki, działa dalej. To czas najwyższy, aby usłyszeć jego głos i zrobić to, do czego nawołuje on całym sobą. Zło trzeba nazwać po imieniu i zerwać z grzechem, który nas, byty krótkoterminowe, prowadzi do wiecznej śmierci, a otworzyć się na Jezusa Chrystusa i życie wieczne. Dziwne , ale taka decyzja wymaga dzisiaj zdecydowanie więcej odwagi niż ogłoszenie światu, że jestem kompletnym dewiantem.

Ks. Lucjan Bielas


 

"Czuwajcie!"

Mk 13, 33-37

– to kluczowe słowo, które Jezus kieruje do nas w pierwszą niedzielę Adwentu. Jest ono wplecione w krótkie opowiadanie o człowieku, który udając się w podróż: zostawił swój dom, powierzył swym sługom staranie o wszystko, każdemu wyznaczył zajęcie, a odźwiernemu przykazał, żeby czuwał. Doskonale wiemy, jaki jest wydźwięk tego tekstu. Oto sam Jezus powierza nam staranie o swój dom, o swój Kościół. Każdy z nas ma wyznaczone przez Niego zajęcie, misję, którą może rozpoznać, w swojej wolności zaakceptować i wypełniać. Jest to moja misja, do której zostałem przygotowany i jest ona drogą mojej samorealizacji. Jest to moje osobiste zadanie jednocześnie wpisane w logikę życia domu, w logikę życia Kościoła. Moja misja, moje zadanie, to jest coś bardzo twardego, konkretnego, to nie moje widzimisię, ani nie nastrój chwili. Proaktywne podejście do niej jest formą czuwania każdego, któremu Jezus powierzył swój dom.

Przesłanie całej Ewangelii jest takie: Jeżeli kocham mojego Pana, jeśli kocham Jezusa, to z radością wypełnię powierzone mi przez Niego zadanie. W Jego domu czuję się wolny, bezpieczny i szczęśliwy. Ten dom staje się moim domem. Upragniony zaś powrót Pana jest gwarancją mojej wiecznej wolności. Jeśli zaś nie kocham Jezusa, to wtedy Jego dom, Jego Kościół, stanie się dla mnie więzieniem, z którego trzeba jak najszybciej zmykać. Obowiązki zaś ciężarami, których się nie rozumie i lepiej ich nie tykać. Zasady życia domowego uciążliwym regulaminem, zapowiedź zaś powrotu Jezusa staje się bajką i straszakiem dla niegrzecznych dzieci. Tymczasem bez miłości Chrystusa, życie człowieka – bytu krótkoterminowego i cała jego działalność traci swój sens. Prawdziwa miłość zawiera w sobie wolność, można ją więc przyjąć, albo odrzucić, nawet, wtedy gdy człowiekowi zostaje już tylko pustka. Jesteśmy świadkami, jak wielu dziś taką decyzję podejmuje, dając tego wyraz w irracjonalnych profanacjach sakralnych budowli. Nie oceniając poszczególnych osób, bo tylko Bóg zna całą prawdę o wolności ich decyzji, samo wydarzenie każe nam wszystkim domownikom Jezusa, dokonać głębokiej refleksji.

Szczególny rodzaj czuwania w Jezusowym Kościele przypada odźwiernemu. Jest on domownikiem, który odpowiada za relacje z otaczającym światem. Powinien wiedzieć komu drzwi otworzyć, a przed kim zamknąć. Jego czuwanie i wyglądanie powrotu ukochanego Pana, ma ogromny wpływ na czuwanie całego domu. Patrząc na Kościół, nie trudno nam odgadnąć kim są owi odźwierni, a szczególnie dziś doświadczyć ich odpowiedzialności, albo dramatu jej braku. Trzeba w tym miejscu zaznaczyć, że samo ukaranie nieodpowiedzialnych odźwiernych nie załatwi w Kościele wszystkich trudnych spraw. Problem jest znacznie głębszy i domaga się osobistej refleksji. Tak było, tak jest i tak będzie, że tylko niewielu domowników na nią stać. Tym większa jest ich odpowiedzialność.

W osobliwym Adwencie roku 2020 chcę jeszcze raz głęboko popatrzeć w moje serce. Proces czuwania, o którym mówi Jezus, rozgrywa się dokładnie w tej przestrzeni, w przestrzeni serca. Albo Go poznałem, pokochałem i ufam Mu bezgranicznie, albo moje serce śpi i niestety, ten sen może być wieczny.

Ks. Lucjan Bielas


 

Na Boskim sądzie
(Mt25,31-46)

Znajdziesz się, niezależnie od tego, czy będzie ci się to podobało, czy nie. Staniesz na nim niezależnie od tego, czy wierzysz, czy nie wierzysz. Niezależnie od tego, czy jesteś chrześcijaninem, wyznawcą islamu, Żydem, świadkiem Jehowy, zielonoświątkowcem…, staniesz przed Jezusem Chrystusem - Sędzią. Na tym sądzie więc spotkamy się po prostu wszyscy.

A on Król i Sędzia, rozdzieli dobrych od złych, zbawionych od potępionych, jak pasterz rozdziela owce od kozłów. Kryterium podziału, będzie stanowiła relacja do bliźniego będącego w potrzebie, który nie ma możliwości odwdzięczenia się za otrzymane dobro. Relacja do tego bliźniego jest bowiem relacją do samego Jezusa. To logiczna konsekwencja faktu, o którym czytamy w Janowym Prologu: - Słowo stało się ciałem i zamieszkało wśród nas (J 1,14). Do zbawionych, wprowadzając ich do domu Ojca, który jest królestwem przygotowanym dla człowieka od założenia świata, Jezus powie:

Bo byłem głodny, a daliście Mi jeść; byłem spragniony, a daliście Mi pić;
byłem przybyszem, a przyjęliście Mnie; byłem nagi, a przyodzialiście Mnie;
byłem chory, a odwiedziliście Mnie; byłem w więzieniu, a przyszliście do Mnie.

Ci, którym miłość weszła w krew i stała się normalną zasadą ich działania, tak dalece, że nie dostrzegali nadzwyczajności swoich czynów, Jezus powie: Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili.

Ta sama zasada, która dla zbawionych okazała się kluczem do życia wiecznego, dla tych, którym zło weszło w krew i stało się zasadą ich postępowania, okaże się kluczem do ich potępienia: Wszystko, czego nie uczyniliście jednemu z tych najmniejszych, tegoście i Mnie nie uczynili.

Każdy człowiek jest stworzony przez Boga z miłości i do miłości. Św. Jan we wspomnianym Prologu znakomicie określa ten dar miłości: Była światłość prawdziwa, która oświeca każdego człowieka, gdy na świat przychodzi. Prawdziwym światłem dla człowieka jest miłość. Jej nie można wymusić, ona jest fantastycznym dialogiem między człowiekiem a Bogiem oraz człowiekiem, a jego bliźnim, który rozgrywa się w ludzkim sumieniu i ludzkim działaniu. Choć fantastyczny, nie jest on łatwy i nieraz pełen głupich decyzji i złych czynów. Prawdziwą postawę miłości człowieka zna tylko Bóg. Dlatego też Jezus prawdziwy Bóg i prawdziwy Człowiek, będzie sądził wszystkich z miłości, jako że za wszystkich On złożył ofiarę, która "zbilansowała" wszelkie zło, czyli zadośćuczyniła. Złożył ją jako prawdziwy Człowiek za przyjaciół swoich, a przez swoje prawdziwe Bóstwo, nadał jej nieskończony wymiar.

Dziś tak wielu pogubiło się w miłości, a świadczą o tym przerażające słowa nienawiści wykrzykiwane przeciwko bliźnim i to tym, którzy nie mogą w żaden sposób się bronić. Za tymi słowami idą czyny i to najgorsze, do jakich zdolny jest człowiek. I może wielu stawia sobie pytanie: czy Bóg umarł?

Nie umarł! Jest i dalej nas kocha! Jezus przyjdzie, aby naprawić wszelkie zło. Człowiek - sprawca zła, nie ma mocy jego naprawy. Może to uczynić tylko Bóg. Jezus przyjdzie, aby dopełnić sprawiedliwości i osądzić nas wszystkich z miłości. Jego sprawiedliwość jest jednocześnie Jego miłosierdziem.

Czy jestem na spotkanie z Nim gotowy?

Ks. Lucjan Bielas


 

Czego dzisiaj nam brakuje?

(Mt 25, 14 – 30 )

Czas i sytuacja, w jakiej się znajdujemy, domaga się odpowiedzi na to pytanie. Szukając jej, wsłuchujemy się w słowa Chrystusa, który opowiada przypowieść o talentach. Pewien człowiek, mając się udać w podróż, przywołał swoje sługi i przekazał im swój majątek. Jednemu dał pięć talentów, drugiemu dwa, trzeciemu jeden, każdemu według jego zdolności, i odjechał. Rozdzielony majątek był spory i mniej więcej odpowiadał 50 000, 20 000 i 10 000 denarów. Denar to była godziwa zapłata za jeden dzień pracy. Pan znał swoich podwładnych i dokonał podziału według indywidualnych możliwości każdego z nich. Wszyscy wiedzieli jakie oczekiwania miał pan, a rozdysponowany majątek nie był prezentem, lecz zadaniem. Dwaj pierwsi wywiązali się znakomicie, każdy z nich podwoił powierzony kapitał. Mimo że dysponowali różnym majątkiem, ostateczna nagroda była taka sama: wejdź do radości twego pana.

Trzeci sługa zachował się pasywnie. Zakopał powierzony talent, co uchodziło za niezyskowny wprawdzie, ale za to, najbezpieczniejszy sposób zabezpieczenia pieniędzy. To złudne poczucie bezpieczeństwa trwało do momentu powrotu pana. Nic go nie uchroniło, talent trzeba było odkopać i stanąć przed panem. Cała narracja, jaką do tego dołożył, nie tylko go nie uratowała, lecz pogrążyła. Pan osądził go według słów, które wypowiedział, czyli według sumienia, jakie posiadał. Można powiedzieć, że sługa sam na siebie wydał wyrok.

Można długo analizować przyczyny wewnętrznego zakłamania trzeciego sługi. Miał wiedzę i świadomość taką jak dwaj pozostali, lecz brakło mu entuzjazmu, który wynikał z relacji osobistej do pana. Zaowocowało to strachem i najgorszą decyzją.

Jesteśmy mocno zasmuceni sytuacją w Kościele, w świecie i w naszej Ojczyźnie. Miało to swoje uzewnętrznienie 11 listopada, w dniu naszego narodowego dziękczynienia za dar wolności. Nie było w nas radości, lecz przygnębienie.             Dlaczego?

Odsunęliśmy na boczny tor w naszym narodowym świętowaniu przypadające w tym dniu wspomnienie św.Marcina. Tymczasem ten legionista rzymski, mnich i biskup z Tours, żyjący w IV wieku, w czasach napięć w świecie i Kościele, zbliżonych do naszych, ma nam wiele do przekazania.

Przede wszystkim entuzjazm, jaki posiadł w spotkaniu z Chrystusem i z nieustannej z Nim łączności pozwalał mu na zachowanie posłuszeństwa wobec władzy świeckiej i kościelnej, a jednocześnie na proaktywną postawę w swej działalności. Podobnie jak św. Ambroży z Mediolanu, Marcin z Tours potrafił sprzeciwić się katolickiemu cesarzowi Maksymusowi w związku z niesprawiedliwym wyrokiem wydanym na Pryscyliana. Miał odwagę inicjacji duszpasterstwa wiejskiego w Galii i życia jako mnich będąc biskupem, czym irytował wielu matadorów kościelnej hierarchii. Marcin nie stracił nigdy entuzjazmu, nie stracił bowiem żywej relacji z Chrystusem, od którego otrzymał zadanie do wypełnienia. Dzień jego śmierci,8 listopada 397 roku, a więc moment stanięcia przed Chrystusem, moment oddania talentów, które otrzymał i pomnożył, znakomicie przedstawił w liście Sulpicjusz Sewer.

Kiedyś i ja stanę przed Panem albo z tym, co przymnożyłem albo z tym, co zakopałem. Może więc. Póki jeszcze czas warto postawićsobie pytanie: czy jest we mnie entuzjazm, ale taki prawdziwy, taki oparty na relacji z Chrystusem?

Ks. Lucjan Bielas


 

Czuwajcie więc, bo nie znacie dnia ani godziny
(Mt 25,1–13)

W naszej aktualnej sytuacji ta zachęta dana przez Chrystusa ma szczególny wydźwięk. Podobnie jak wpisanie jej w przypowieść o pannach rozsądnych i nierozsądnych nie wydaje się zwyczajnym zbiegiem okoliczności.

Mówiąc o Królestwie Bożym, czyli o swoim królestwie, Jezus posłużył się wyjątkowym obrazem z życia codziennego ówczesnych Izraelitów, a mianowicie dniem zaślubin. Był zwyczaj, że panna młoda oczekiwała na swego ukochanego w wyznaczonym dniu, wraz ze swymi przyjaciółkami. Zwyczajem było, że oczekiwały zaopatrzone w lampy z oliwą, i zwyczajem było, że pan młody zwykł się spóźniać. Te godziny poprzedzające przybycie pana młodego, zwykle spędzano na radosnej zabawie, która nie zwalniała jednak z czujności i roztropności. Kiedy oblubieniec przybył, a mogło to być o różnych porach dnia lub nocy, rozpoczynała się uczta weselna, na którą czuwający byli zaproszeni. Opis samej uczty mamy u św. Jana, który relacjonuje w swej ewangelii, wesele w Kanie Galilejskiej.

Jezus, mówiąc o Królestwie Bożym, porównuje je do uczty weselnej, na której to On jest Panem Młodym. Radosne oczekiwanie na Niego jest już częścią uczty, a kluczem do wejścia na nią jest lampa z zapasem oliwy.

Ojcowie Kościoła na czele ze św. Augustynem (por. Sermones 93,4) upatrywali w oliwie koniecznej do rozpalenia lamp, symbol miłości. Nie można jej bowiem kupić, otrzymuje się ją jako dar, który trzeba strzec w swoim sercu przez czynienie dobra. Ta miłość i wynikające z niej miłosierdzie kształtuje się w relacji do Pana Młodego, do Chrystusa. Nie wystarczą więc deklaracje i górnolotne zapewnienia. Miłość jest bowiem gotowością całkowitego poświęcenia i oddania swojego życia, bo On, Jezus Chrystus, prawdziwy Oblubieniec, taką miłością nas darzy. Innej odpowiedzi na Jego miłość nie ma.

Te, które były gotowe, weszły z nim na ucztę weselną i drzwi zamknięto. Dla niegotowych, drzwi domu weselnego pozostaną na zawsze zamknięte i nie pomoże żadna retoryka, żadne prośby i błagania, aby je uchylono. Głos Pana Młodego, czyli Chrystusa jest radykalnym wyrokiem: Zaprawdę powiadam wam, nie znam was. Trudno o jaśniejszą deklarację. Tylko serca rozpalone miłością gwarantują prawdziwe poznanie i miejsce na uczcie, jedynej, która nigdy się nie skończy.

W tym wyjątkowym czasie, po tych wyjątkowych wydarzeniach, dokonajmy wszyscy wyjątkowej korekty naszych lamp, naszej miłości Boga i miłości bliźniego. Czuwajmy, bo nie znamy dnia, ani godziny.

Ks. Lucjan Bielas


 

Deklaracja, której najbardziej dzisiaj potrzebuję
(Mt 5,1-12a)

Do tych, którzy głos Chrystusa chcą usłyszeć, do tych którzy mają odwagę zostawić swoje codzienne sprawy i pójść za Nim na górę, do tych, którzy na przekór logice codzienności, mają odwagę zapomnieć o czasie i przestrzeni, do tych, którzy zostawili całą maskaradę i szukają prawdziwego oblicza, do każdego z nas On dziś mówi:

- Ja Jezus kocham Cię za to, że w głębi swego ducha ciągle do Mnie z ufnością się zwracasz.

- Ja Jezus Kocham Cię za to, że wraz ze Mną potrafisz się zasmucić.

- Ja Jezus kocham Cię za to, że przez łagodne usposobienie nie przesłaniasz sobą Mojego obrazu w twojej duszy.

- Ja Jezus kocham Cię za to, że nie rezygnujesz ze sprawiedliwości i szukasz jej u Mnie, a nie na tym świecie.

- Ja Jezus kocham Cię za to, że przez nieustanne doświadczanie Mojego miłosierdzia, sam stałeś się miłosiernym.

- Ja Jezus kocham Cię za to, że w świecie wybujałej chciwości i nieczystości, zachowałeś czyste serce, w którym możemy się spotkać.

- Ja Jezus kocham Cię za to, że przyjmujesz Mój pokój, napełniasz nim swoje serce i napełniasz nim swoje otoczenie.

- Ja Jezus kocham Cię za to, że potrafisz, mając Moją sprawiedliwość w sercu, praktykować ją w życiu nieraz zbierając niezasłużone kary.

- Ja Jezus kocham Cię za to, że w tym szatańskim ataku na Mnie, na Mój Kościół i na Ciebie, zachowujesz się z ogromną godnością, bo jesteś nieustannie złączony ze Mną, a Ja zwyciężyłem świat i jego władcę.

W Uroczystość Wszystkich Świętych 2020 roku, kiedy to cmentarze są zamknięte, drzwi świątyń uchylone, szpitale otwarte, a zło szaleje na ulicach, Ja Jezus Chrystus chcę z całą mocą powiedzieć Tobie, że Cię Kocham! Nie bój się, bo Jestem z Tobą wraz ze Wszystkimi Świętymi w niebie.

- Panie Jezu dzięki Ci za te słowa! Jesteś Cały w nich!

Ks. Lucjan Bielas


 

A może by tak wrócić do Dekalogu?
(Mt 22, 34-40)

W tym czasie rosnących nakazów i zakazów, w tym czasie osobliwych, zgoła żenujących kłótni o interpretację prawa, ewangelista Mateusz zaprasza nas na spotkanie Chrystusa z uczonym w Prawie. Tenże, chcąc wystawić Go na próbę, zapytał: Nauczycielu, które przykazanie w Prawie jest największe? Pytanie miało swoje głębsze uzasadnienie, albowiem przykazań było w Prawie 613, dzielonych zgodnie na wielkie i małe. Nie było jednak zgodnej opinii, które przykazania pośród tych wielkich są najważniejsze. Fakt ten ukazuje prawdę o słabości ludzkiego intelektu, który w nawet w pryncypiach jest w stanie się pogubić i skłócić.

W odpowiedzi Jezus sięgnął po mistrzowsku, do tekstu modlitwy „Słuchaj, Izraelu”. Każdy Żyd odmawiał ją z najwyższą uwagą, kilkakrotnie w ciągu dnia, a przede wszystkim rano i wieczorem (por. Pwt 6,4-9; 11, 13-21; Lb 15,37-41). Odpowiedź na pytanie była więc wszystkim znana, ale bez większego wpływu na ludzkie życie: Będziesz miłował Pana Boga swego całym swoim sercem, całą swoją duszą i całym swoim umysłem.

W analizie tego tekstu Benedykt XVI zwraca uwagę na jego istotę. Jezusowi chodzi o całkowite oddanie się człowieka, Bogu. Zaangażowanie nie tylko serca, duszy, ale i swego umysłu, aby nasze myśli jednakowo brzmiały z zamysłem Boga. Jemu nie można dać trochę. Jemu trzeba dać wszystko. Takie są wymogi prawdziwej miłości. Weryfikacja tej postawy jest w tym, co Chrystus natychmiast dorzucił, jako stanowiące jedną całość: Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego (por. Kpł 19,18).

Odpowiedź Jezusa, choć zaskakująca nie podlegała dyskusji, ponieważ była tekstem z Prawa i jest syntezą całego Dekalogu. Natomiast sam Jezus Chrystus wcielony Bóg, który posłuszny swemu Ojcu z miłości do nas, oddając swoje ludzkie życie, jest dla nas wzorem zachowania przykazania miłości.

Mamy teraz kolejny czas próby i refleksji. Wirus zbiera swoje żniwo, a głupota jeszcze większe. Mozolnie budowane świątynie pustoszeją, a sakramenty przestały mieć dla wiernych znaczenie nadane im przez Tego, który je ustanowił. Przykazania stały się znakiem zniewolenia człowieka, a ich łamanie wyrazem postępowego myślenia. Zdumieni katecheci mogą niedługo zostać bez pracy, a młodzi ludzie znajdą się na peryferiach ułudy wiecznej doczesności.

Co pobożniejsi nawołują do modlitwy, głoszą płomienne nauki, inicjują pobożne akcje. Przez ten wielki zamęt przebija się dziś do nas głos Chrystusa, który wzywa do zachowania przykazania miłości Boga i bliźniego. Mówi do każdego z nas po imieniu – Bóg cię kocha i tak bardzo chce, abyś to odczuł i zmienił swoje życie, a wszystkie chore relacje uzdrowił. Łatwiej modlić się o cud, niż zmienić swoje życie. W tej zmianie On nie zostawia nas samych, mimo że ścieżka do Sakramentu Pokuty też nam zarosła.

Brzmią jeszcze w uszach słowa Jezusa z wczorajszej Ewangelii, który nakazuje nam, powstrzymanie się od oceny, czy coś jest karą Bożą, czy nie. Jest to tylko w gestii Wszechwiedzącego. Jednakowoż Miłosierny Pan przestrzega każdego z nas: jeśli się nie nawrócicie, wszyscy podobnie zginiecie (por. Łk 13,1-9).

Ks. Lucjan Bielas


 
<< Początek < Poprzednia 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 Następna > Ostatnie >>

Strona 4 z 22

Statystyki

mod_vvisit_counterDziś91
mod_vvisit_counterWczoraj272
mod_vvisit_counterW tym tygodniu3194
mod_vvisit_counterW tym miesiącu2634
mod_vvisit_counterWszystkich853836

W każdy trzeci czwartek miesiąca o godz. 18.00 jest Msza św. o św. Bracie Albercie patronie naszej parafii. Po Mszy św. jest Nowenna do naszego patrona z ucałowaniem jego relikwii.
Po modlitwie Spotkanie biblijne. Zapraszam serdecznie wszystkich wiernych!

W każdy czwarty czwartek miesiąca o godz. 18.00 jest Msza św. o św. O.Pio. Po Mszy św. modlitwy do Świętego z ucałowaniem jego relikwii, a potem spotkanie Grupy Modlitwy św. O.Pio.
Zapraszam serdecznie wszystkich wiernych!

Projekt i wykonanie Alanet