Ogłoszenia duszpasterskie - 2. Niedziela Adwentu - 05.12.2021 r.

Więcej…
 
Intencje mszy św. od 05 do 12 grudnia 2021 r.
Więcej…
 

Na Niego warto czekać
(Łk 21,25-28.34-36)

Adwent to słowo oznacza „przybycie”, a także „obecność”. Na owo podwójne znaczenie szczególną uwagę zwrócił papież Benedykt XVI, przypominając, że w antyku terminem tym określano przybycie króla do prowincji jego państwa, natomiast w języku chrześcijan oznacza, przybycie Boga do świata, w którym On jest nieustannie obecny. Jest znamiennym fakt, że cały kosmos i cała historia świata ma dwa punkty nadające jej sens, a mianowicie pierwsze i drugie przyjście Jezusa Chrystusa. Pierwsze to Jego przyjęcie ludzkiej natury i zamieszkanie pośród nas, drugie to Jego chwalebne przyjście na końcu czasów. Tylko Bóg zna czasową odległość między jednym a drugim przyjściem. Nie tylko to, ale i wiele innych spraw, jest dla nas, bytów krótkoterminowych, żyjących na ziemi w czasie jej adwentu, zakrytych. Nasze głowy pełne są pytań, wątpliwości i zwyczajnych ludzkich lęków. Nie wiemy, jak długo będziemy żyli; nie wiemy, jakie spotka nas dobro i z jakim złem przyjdzie nam się zmierzyć. Nie wiemy, co wymyślą politycy, czy będzie pokój, czy wojna. Nie wiemy jaka nowa epidemia się rozpęta albo rozpętana zostanie. Nie wiemy, co po kolejnych badaniach powie nam pan doktor. Nie wiemy, co nas spotka w naszych rodzinach, a nawet w gronie przyjaciół. Nie wiemy, co czyha na nas za kolejnymi zakrętami naszych życiowych dróg. I pewnie dobrze, że nie wiemy, albowiem tej wiedzy zapewne nie bylibyśmy w stanie udźwignąć. Skoro ta wiedza nam jest nie potrzebna, to co, tak naprawdę, jest nam potrzebne?

Między jednym a drugim swym przyjściem na ziemię, Jezus Chrystus rozpiął swój Kościół, któremu polecił głoszenie Ewangelii wszystkim narodom (Mk 13.10). Ten Kościół głosi niepojętą dla ludzkiego umysłu prawdę o dwóch przyjściach Boga na ziemię i nieustannej Jego obecność. Ta prawda nadaje sens mojemu życiu i życiu każdego z nas.

Po pierwsze, Bóg daje mi przez Kościół gwarancję, że moje życie zmieni się, ale się nie skończy.

Po drugie, jest sens zaufać Bogu nawet wtedy, kiedy nie znam odpowiedzi na wszystkie moje pytania.

Po trzecie, warto być dobrym. Przy tym postępie techniki, możemy po raz pierwszy dokonać pewnego porównania: otóż, kiedy w dobrym celu korzystasz z internetu, czy też telefonii komórkowej, nie stresujesz się faktem, że operatorzy wiedzą o tobie bardzo dużo i że możesz być nagrywany. Mając więc czyste serce, nie boisz się Boga, który zna całą prawdę o tobie, nieskończenie przewyższając ziemskich superwizorów.

Po czwarte, Ten, który przyjdzie, Jezus Chrystus jest nieustannie ze mną. Dzięki „narzędziom”, które są w Kościele, daje mi możliwość takiego zjednoczenia z Nim, że oczekiwanie Go na końcu końców, jest upragnioną, a nie przerażającą chwilą, mimo przewidzianych „efektów specjalnych”.

Po piąte, mogę Mu oddać każdy mój grzech i z Nim podjąć naprawę wyrządzonego zła.

Jest to przywrócenie utraconej wolności i godności.

Po szóste, słyszę słowa prawdy, które porządkują moje myślenie.

Po siódme, nie jestem w Kościele sam.

Stanowimy mniejszość, której prześladowania zawsze wychodzą na zdrowie.

Tak więc sam Jezus Chrystus, Ten, który jest i Ten, który przyjdzie, nadaje sens mojemu życiu i warto na Niego czekać.

Ks. Lucjan Bielas

 
Ogłoszenia Duszpasterskie - 1. Niedziela Adwentu - 28.11.2021 r.
Więcej…
 
Intencje mszy św. od 28 listopada do 05 grudnia 2021 r.
Więcej…
 

Ani w prawo, ani w lewo
(J 18,33b-37)

Media nieustannie zasypują nas informacjami o narastającym konflikcie politycznym na naszej granicy z Białorusią i nieustannie wzrastającej liczbie zachorowań na Covid-19. Narosłą kotłowaninę komentarzy i dyskusji na wszystkich możliwych forach i płaszczyznach naszej aktualnej rzeczywistości, rozcina Bóg swoim słowem, i czyni to jeszcze skuteczniej niż Aleksander Macedoński, który mieczem rozciął węzeł gordyjski.

Ten ostry głos Boga był odczytywany podczas liturgii eucharystycznej w tysiącach kościołów i wysłuchany przez bardzo wielu ludzi. Oczywiście rodzi się pytanie: przez kogo i jak został zrozumiany? To nie przypadek, że właśnie te teksty, zgodne z cyklem liturgicznym, wybrzmiały teraz, przygotowując nas, na również nieprzypadkowo w tym czasie, przypadającą Uroczystość Chrystusa Króla Wszechświata. Dla tych wszystkich, którzy uważnie wsłuchują się w codzienne tzw. czytania mszalne, czyniąc to z pytającym i pokornym umysłem, jest rzeczą znamienną, że odpowiedzi Boga płynące z tego źródła, są zaskakująco czytelne, logiczne, choć dla wielu, nawet w Kościele Chrystusowym, trudne do zaakceptowania.

Ostatnio odczytywane fragmenty ksiąg Machabejskich ukazały garstkę Żydów, którzy w latach 167-160 p.n.e. bronili się przed zalewem atrakcyjnej cywilizacji helleńskiej, która wraz z kulturą, modą, demokracją i religią pogańską, była narzucana im przez nowych okupantów Palestyny pochodzących z syryjskiej dynastii Seleucydów. Społeczeństwo się podzieliło. Bogaci poparli to, co helleńskie, jedni łącząc się z Ptolemeuszami z Egiptu, inni z Seleucydami z Syrii. Biedni postanowili być wierni Bogu i tradycji, przekazanej im przez przodków. Usłyszeliśmy wzruszającą opowieść o starcu Eleazarze uczonym w Piśmie oraz o matce i jej siedmiu synach, którzy świadomie oddali swoje życie zachowując wierność Bogu. Do głębokiej refleksji mogła pobudzić historia Matatiasza z rodu Hasmoneuszy, który to wraz ze swymi pięcioma synami, nie tylko odmówił złożenia ofiary, ale wzbudził powstanie, które doprowadziło do wyzwolenia Palestyny, w całkowicie niesprzyjającej ku temu sytuacji politycznej. Wszyscy oni całkowicie zawierzyli Bogu i jak to znakomicie określił Matatiasz, w wierności Jemu nie odstąpili „ani w prawo, ani w lewo” (1 Mach 2,22).

Kluczową Ewangelią tego czasu, to fragment, w którym św. Łukasz opisał smutek i łzy Jezusa nad ukochaną przez Niego Jerozolimą. W swej prorockiej wizji zobaczył ze szczegółami jej zniszczenie, które nastąpiło 40 lat później. To, co jest najważniejsze, w tym tekście, to podanie przez Niego przyczyny zagłady: „żeś nie rozpoznało czasu twojego nawiedzenia” (Łk 19,44). Tak więc nie błędy gospodarcze, polityczne, tylko odrzucenie Jezusa, Mesjasza, Syna Bożego, będzie przyczyną klęski.

I tak dopiero na tym tle możemy odczytać, jeszcze bardziej wyraźnie przesłanie dzisiejszej Uroczystości i dzisiejszej Ewangelii. Prawdziwego Króla Wszechświata, wszechmogącego Syna Bożego, Jezusa Chrystusa, który z miłości stał się człowiekiem, aby wyzwolić nas ludzi z niewoli grzechu i szatana, człowiek postawił i nieustannie stawia przed swoimi niesprawiedliwymi sądami. I tak jak wtedy przed Piłatem, tak i dzisiaj Jezus nieustannie określa cel swojej misji: Tak, jestem królem. Ja się na to narodziłem i na to przyszedłem na świat, aby dać świadectwo prawdzie. Każdy, kto jest z prawdy, słucha mojego głosu.

Ta lapidarna wypowiedź jest dla nas, pragnących należeć do Jego królestwa, a przez to spełniać misję naszego życia w tej ojczyźnie, którą tworzymy i której służymy. Prawdziwa i skuteczna służba ojczyźnie, to słuchanie głosu Jezusa i przekładanie go na świadectwo, na życiowe decyzje. Wtedy jest się człowiekiem z prawdy. Posłuszeństwo Jezusowi jest największą gwarancją bezpieczeństwa osobistego i narodowego i generuje moc, której logika tego świata nie zna.

Jak to osiągnąć?

Tak jest ludzki mózg zbudowany, że kiedy kręci się piruety, trzeba mieć jeden punk, na który trafia nasz wzrok. Gdy tego punktu nie ma, człowiek dostaje zawrotu głowy i upada. Tak też jest z naszym myśleniem. Dziś Jezus mówi do każdego z nas: chcę być w twoim sercu, w twoich myślach, w twoim sumieniu, punktem odniesienia. I tak staniesz się człowiekiem Mojego Królestwa, Królestwa Prawdy. Piłat był blisko, wybrał, jednak tak jak wielu, inny punk odniesienia i dlatego, po pozornym, doczesnym sukcesie, jego królestwo się rozpadło. Jezus, niby przegrał i dalej niby przegrywa, ale paradoksalnie Jego Królestwo faktycznie jest i będzie, tworzone przez niewielu ale wraz z Nim, w służbie wszystkim.

Ks. Lucjan Bielas

 

Św. Józef – Patron i Wzór Dobrej śmierci – katecheza listopad 2021

Miesiąc listopad z zasady kojarzy nam się z ludzkim przemijaniem i zmusza nas do refleksji o godzinie naszej śmierci zwłaszcza kiedy stajemy nad grobami bliskich.

Pewna pobożna starsza pani, zamawiając intencję Mszy Świętej, zwróciła się do księdza z prośbą: proszę się za mnie pomodlić o dobrą śmierć - tak żebym nie cierpiała i żeby mnie nie bolało. Nie ma nic złego w tak ujętej intencji – o to można się modlić. Człowiek wierzący, świadomy że kiedyś trzeba będzie „odejść”, bardziej niż śmierci, najczęściej obawia się cierpienia związanego umieraniem. Dlatego nie ma nic złego w modlitwie o oddalenie cierpienia. Jednak łaska dobrej śmierci nie polega na tym, że nie towarzyszy jej żadne cierpienie. Dobra śmierć to taka, kiedy umierający człowiek zjednoczony jest z Jezusem Chrystusem – ma w sobie Jego życie. Katechizm Kościoła Katolickiego nauczając o łasce ostatecznego wytrwania podkreśla tą jedność z Chrystusem: Dzieci naszej matki, Kościoła świętego, słusznie mają nadzieję na łaskę ostatecznego wytrwania i na nagrodę Boga - ich Ojca za dobre uczynki wypełnione dzięki Jego łasce w jedności z Jezusem. (KKK 2016). A zatem człowiek, mający w sobie życie Chrystusa Zmartwychwstałego - które otrzymał przez Chrzest Święty - umiera zawsze śmiercią dobrą.

W jednej z naszych katechez rozważaliśmy tajemnicę Św. Józefa jako patrona życia. Ponieważ kiedyś chronił na ziemi życie Jezusa - dzisiaj broni życie Kościoła, który jest Jego Ciałem Mistycznym. Broni jego życia przede wszystkim w wymiarze duchowym – jest obrońcą naszego życia nadprzyrodzonego – broni nas przed śmiercią wieczną. Staje więc przed nami jako wzór i patron dobrej śmierci – czyli takiej przez którą rodzimy się żywi do życia wiecznego. Ważne jest jednak najpierw, aby na ludzkie życie spojrzeć we właściwej mu perspektywie.

Ludzie niewierzący uważają najczęściej, że życie człowieka zamyka się w ciasnych granicach narodzin i śmierci. Jedynym zaś rzeczywistym światem jest ten, który doświadczamy zmysłowo. Tymczasem Pan Jezus wskazuje nam, że sprawa wygląda zupełnie inaczej. Człowiek przechodzi kolejno przez trzy zupełnie różne światy, wśród których ten doczesny jest tylko etapem pośrednim. Pierwszy etap jest najkrótszy i trwa zaledwie dziewięć miesięcy. Świat, w którym człowiek wówczas żyje, jest maleńki - to łono matki. Drugi etap jest już dłuższy i może trwać nawet dziesiątki lat. Świat, w którym człowiek wówczas żyje, jest tak bogaty i wspaniały, że nikt w ciągu kilkudziesięciu lat nie potrafi go ani poznać, ani zwiedzić - to etap życia doczesnego, zamknięty między momentem narodzin a godziną śmierci. Trzeci etap rozpoczyna się na progu śmierci i trwa wiecznie. Świat, w który człowiek wtedy wchodzi, jest nieskończenie razy wspanialszy od świata doczesnego. W Piśmie Świętym czytamy, że ani oko nie widziało ani ucho nie słyszało, ani serce człowieka nie zdołało pojąć, jak wielkie rzeczy przygotował Bóg tym, którzy do tego wiecznego świata wejdą (por. l Kor 2,9). I ten etap jest właściwym, jedynym i ostatecznym celem całej naszej życiowej wędrówki – to jest właściwa nasza Ojczyzna. W świetle tej nauki o etapach życia ludzkiego stają się zrozumiałe dwie prawdy. Pierwsza mówi o czasowym i przejściowym charakterze życia ludzkiego tak w łonie matki, jak i w świecie doczesnym. Ponieważ celem człowieka jest osiągnięcie życia wiecznego, przeto nie może on tutaj na ziemi zbudować trwałego mieszkania. Próbę taką należałoby porównać do wysiłków dziecka pragnącego pozostać w łonie matki na zawsze, co jest nonsensem, bo znalazło się ono w tym maleńkim świecie tylko dlatego, by dojrzeć do wejścia w inny świat. Druga prawda dotyczy zależności jaka istnieje między życiem doczesnym a wiecznym. Zachodzi jakieś zdumiewające podobieństwo między narodzinami na ten świat a przejściem z tego świata do wieczności. Jak w łonie matki przygotowujemy się i dojrzewamy do samodzielnego życia na ziemi, tak w świecie doczesnym przygotowujemy się i dojrzewamy do życia wiecznego. Jak w łonie matki człowiek może umrzeć i narodzić się na ten świat martwy, tak w życiu doczesnym przez grzech ciężki można duchowo umrzeć i narodzić się do wieczności martwym a przez to stracić na zawsze niebo.

To jest właściwa perspektywa i właściwa skala ludzkiego życia. Św. Józef zaś pokazuje nam dobre przejście z tego świata do wieczności - takie przez które rodzimy się żywi do życia wiecznego – jest zatem i wzorem i patronem dobrej śmierci. Jest wzorem dobrej śmierci ponieważ zostawia nam przykład jak należy żyć i jak należy kończyć doczesną pielgrzymkę. Bardzo często wyrażamy tą prawdę mówiąc, że Św. Józef umierał w ramionach Jezusa i Maryi – bez wątpienia tak było – tak Jego śmierć pokazuje sztuka chrześcijańska. Należy jednak pamiętać, że umierał w ich ramionach ponieważ nigdy tych ramion nie opuścił - nigdy ich nie zdradził. Swoim życiem pokazuje nam głęboką więź z Jezusem i Jego Matką. Oto wzór dobrego umierania: zachowywać przez całe życie ścisłą więź z Jezusem i Maryją. Zachowywał doskonałe posłuszeństwo Bożym Przykazaniom, którym pozwolił się prowadzić nawet wtedy, kiedy było to trudne i wymagające ofiary. My ten wzór naśladujemy, kiedy pielęgnujemy w sobie życie Jezusa przez trwanie w stanie łaski uświęcającej. Czynimy to przez życie modlitwy, życie sakramentalne – zwłaszcza Eucharystię i Spowiedź – przez życie zgodne z zasadami moralności chrześcijańskiej i wierność obowiązkom stanu oraz miłość bliźniego. Mocą zachowanej więzi z Jezusem, w godzinie śmierci, jesteśmy uzdolnieni do wypowiedzenia tych samych co On słów: Ojcze w Twoje ręce oddaję ducha mego.

Uznając zaś Św. Józefa jako Patrona dobrej śmierci – wyrażamy prawdę, że nasze życie na ziemi jest bojowaniem i walką z wrogami naszego zbawienia, którzy za wszelką cenę chcą nas odłączyć od Jezusa. Potrzebujemy więc duchowego wsparcia i ratunku. Modlimy się zatem do Niego o pomoc i obronę przed atakami zła, o łaskę dobrego życia i o wierność Jezusowi do końca - czyli o łaskę ostatecznego wytrwania – oraz o wszelką pomoc Bożą na godzinę naszej śmierci – tak, abyśmy jak On, w tej godzinie znaleźli się w pewnych i bezpiecznych ramionach Jezusa i Maryi.

Modlitwa: O Święty Józefie, mój dobry Ojcze, któryś miał niewymowną pociechę umierania w objęciach Jezusa i Maryi, ratuj mnie zawsze zwłaszcza w tej chwili, kiedy dusza moja będzie blisko opuszczenia ciała. Wyjednaj mi łaskę oddania ducha podobnie jak Ty, w objęciach Jezusa i Maryi. Jezu, Maryjo, Józefie Święty, teraz i w godzinę śmierci w ręce Wasze oddaję duszę moją. Amen.

Ks. Stanisław Kozik OSJ

 
Ogłoszenia Duszpasterskie - Uroczystość Jezusa Chrystusa Króla Wszechświata - 21.11.2021 r.
Więcej…
 
Intencje mszy św. od 21 do 28 listopada 2021 r.
Więcej…
 
<< Początek < Poprzednia 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 Następna > Ostatnie >>

Strona 4 z 34

Statystyki

mod_vvisit_counterDziś352
mod_vvisit_counterWczoraj601
mod_vvisit_counterW tym tygodniu953
mod_vvisit_counterW tym miesiącu8513
mod_vvisit_counterWszystkich989574

W każdy trzeci czwartek miesiąca o godz. 18.00 jest Msza św. o św. Bracie Albercie patronie naszej parafii. Po Mszy św. jest Nowenna do naszego patrona z ucałowaniem jego relikwii.
Po modlitwie Spotkanie biblijne. Zapraszam serdecznie wszystkich wiernych!

W każdy czwarty czwartek miesiąca o godz. 18.00 jest Msza św. o św. O.Pio. Po Mszy św. modlitwy do Świętego z ucałowaniem jego relikwii, a potem spotkanie Grupy Modlitwy św. O.Pio.
Zapraszam serdecznie wszystkich wiernych!

Projekt i wykonanie Alanet