Drodzy Parafianie.

Pozdrawiam Was wszystkich bardzo serdecznie i tych, którzy odwiedzają naszą stronę.

W związku z poważną sytuacją epidemiologiczną w Polsce oraz utrudnieniami w uczestnictwie we Mszy św. i modlitwie w naszych kościołach parafialnych z powodu obostrzeń sanitarnych, postanowiliśmy uruchomić bezpośrednią transmisję Mszy św. i Nabożeństw z naszego kościoła parafialnego do Waszych domów.

Wszystkich, którzy z różnych powodów nie mogą być obecni w naszym kościele na Mszy św., Adoracji czy modlitwie , zapraszam do uczestnictwa w nich dzięki prowadzonej transmisji.

I tak: w Niedzielę transmisje Mszy św. będą o godz.: 09.30 i 12.30,

w Święta o godz.: 09.30 i 12.30, a w tygodniu o godz. 18.00.

Mam nadzieję, że będzie to dobre narzędzie, dzięki któremu będziemy mogli razem uczestniczyć w liturgii Mszy św. i modlitwie oraz podtrzymywać jedność i wspólnotę naszej parafii.

 

Transmisja będzie się odbywać w wyżej ustalonych godzinach pod aresem:
https://www.youtube.com/channel/UCvpLITHd8nJIXr31M0zB20w

 


 

Św. Józef –- Patron życia.
Katecheza nr 2 - luty 2021 r.

Wiara, aby była autentyczna, musi wyrazić się na zewnątrz - musi okazać swoje oblicze poprzez konkretną postawę moralną, poglądy, decyzje i czyny w życiu codziennym, ale także wobec aktualnych wydarzeń i spraw, które dokonują się w świecie, w którym człowiek żyje. Tak było w życiu Św. Józefa wobec ogłoszonego spisu ludności, który specjalnym rozporządzeniem ogłosił Cezar August. Ponieważ ten spis w niczym nie sprzeciwiał się jego wierze, zabrał Maryję, która była brzemienna i udał się do Betlejem, aby tam spełnić przepis prawa Cesarstwa Rzymskiego: Udał się także Józef z Galilei, z miasta Nazaret, do Judei, do miasta Dawidowego, zwanego Betlejem, ponieważ pochodził z domu i rodu Dawida, żeby się dać zapisać z poślubioną sobie Maryją, która była brzemienna. (Łk 2, 4n). W sytuacji jednak, kiedy „pokłon” Dziecięciu chciał złożyć Herod - który jako król, swoją osobą także wyrażał prawo - Józef zabrał Dziecię i Jego Matkę i uciekł przed nim do Egiptu. Każdy człowiek musi „odczytywać” otaczającą go rzeczywistość, a wobec aktualnych wydarzeń zajmować stanowisko i podejmować decyzje, które będą potwierdzały jego wiarę. W wydarzeniu narodzenia Syna Bożego, a potem w ucieczce do Egiptu widzimy Św. Józefa, który czynem wyznaje swoją wiarę jako Obrońca Życia. Jest Obrońcą Życia w pełnym tego słowa znaczeniu: najpierw jako obrońca jeszcze nienarodzonego Syna Bożego, którego pod sercem swoim nosi Maryja, a następnie jako obrońca we wszystkich wydarzeniach, które zagrażać będą Jego ziemskiemu życiu. Zgodnie z Prawem Mojżeszowym po zaślubinach małżonkowie mogli zamieszkać razem dopiero po upływie roku. Następował wtedy bardzo uroczysty moment, kiedy małżonek wprowadzał małżonkę do swojego domu. Ten moment podkreślił Św. Mateusz pisząc: Po zaślubinach Matki Jego, Maryi, z Józefem, wpierw nim zamieszkali razem… (Mt 1, 18). To właśnie w tym czasie, kiedy już miały miejsce zaślubiny – byli już więc prawdziwymi małżonkami, ale jeszcze nie mieszkali razem – Maryja za sprawą Ducha Świętego stała się brzemienna. Józef nie znajdując swojego miejsca przy Maryi, którą wybrał Bóg dla Siebie, próbował potajemnie Ją oddalić, wręczając Jej list rozwodowy. Tym aktem chciał ratować Jej dobre imię i życie. W przeciwnym wypadku Maryi groziło oskarżenie o niewierność i cudzołóstwo, co karano śmiercią przez ukamienowanie. Zanim Józef otrzymał swoje własne zwiastowanie Tajemnicy Wcielenia Syna Bożego, decyzja którą podjął, ratowała życie Maryi i Jej Nienarodzonego Dziecka – stanął po stronie Życia. Warto podkreślić, że od momentu kiedy Józef powiedział Bogu swoje „Fiat”, Anioł będzie przemawiał tylko do niego. Maryja nie otrzyma już kolejnego zwiastowania mimo, że będzie jeszcze wiele trudnych, niezrozumiałych i niebezpiecznych momentów w Jej życiu. Bóg będzie wysyłał swojego Anioła tylko do Józefa ponieważ On, jako prawdziwy mąż i ojciec, stał się Głową, Filarem i Obrońcą życia tej Rodziny. Zwróćmy uwagę, że Bóg ukazuje w Ewangelii wiarę Św. Józefa właściwie w momentach, kiedy ten podejmuje decyzje, które mają ratować życie Jezusa. Najpierw podejmuje decyzję, która ratuje Maryję przed kamienowaniem. Potem ratuje Dziecię Jezus przed okrutnym Herodem, który morduje wszystkich chłopców w Betlejem. Chroni ich na wygnaniu w Egipcie przed dobrze rozwiniętą siatką szpiegowską Heroda. Następnie chroni życie Jezusa przed Archelausem, który jest nie mniej okrutny od swojego ojca. Wreszcie szuka Jezusa podczas pielgrzymki do Jerozolimy, ponieważ tutaj też chodzi o Jego życie. Wiele razy więc staje naprzeciwko śmierci, aby swoją osobą ochronić życie Jezusa. Niekiedy nam się wydaje, że Św. Józef jest patronem dobrej śmierci tylko dlatego, że umierał w ramionach Jezusa i Maryi – to prawda. Jest jednak patronem dobrej śmierci również dlatego, że jest obrońcą życia. To jest chyba największa tajemnica Św. Józefa – jest Stróżem, Obrońcą i Patronem Życia. Ponieważ chronił na ziemi życie Jezusa w momencie, kiedy był najbardziej bezbronny, staje dziś przed nami, jako patron życia dzieci nienarodzonych. Jako obrońca życia Jezusa Chrystusa, dzisiaj broni życia Jego Ciała Mistycznego, a więc jest Stróżem naszego życia nadprzyrodzonego, życia łaski uświęcającej w nas – broni nas przed śmiercią wieczną. Jako Patron naszego życia duchowego, chroni życia małżeństw, rodzin i przyjaźni. Wielu jest dzisiaj Herodów, którzy czyhają na życie ludzi najsłabszych, najniewinniejszych, na życie nadprzyrodzone ludzkich dusz? Wielu jest Herodów, którzy niby chcą pokłonić się i oddać hołd naszej ludzkiej godności, ale w swoim zanadrzu chowają cynizm, pogardę i śmierć - znamiona kultury, którą Św. Jan Paweł II kiedyś nazwał kulturą śmierci. Paradoks polega na tym, że kultura śmierci ma swojego bohatera w Ewangelii Życia, a jest nim Herod, który wymordował niewinne dzieci w Betlejem, przez co stał się jej swoistym prekursorem. Znamienne jest również to, że znakiem rozpoznawczym kultury śmierci jest zabijanie niewinnych, nienarodzonych dzieci w majestacie prawa. W roku 1997 w Kaliszu, w Sanktuarium Św. Józefa Ojciec Św. Jan Paweł II cytując słowa Św. Matki Teresy z Kalkuty, mówił do zgromadzonych pielgrzymów: „Wiele razy powtarzam – i jestem tego pewny – że największym niebezpieczeństwem zagrażającym pokojowi jest dzisiaj aborcja. Jeżeli matce wolno zabić własne dziecko, cóż może powstrzymać ciebie i mnie, byśmy się nawzajem nie pozabijali? Jedynym, który ma prawo odebrać życie, jest Ten, kto je stworzył. Nikt inny nie ma tego prawa; ani matka ani ojciec, ani lekarz, ani żadna agencja, żadna konferencja, żaden rząd. …. Przeraża mnie myśl o tych wszystkich, którzy zabijają własne sumienie, aby móc dokonać aborcji. Po śmierci staniemy twarzą w twarz z Bogiem, Dawcą życia. Kto weźmie odpowiedzialność przed Bogiem za miliony i miliony dzieci, którym nie dano szansy na to, by żyły, kochały i były kochane? Po tych słowach Papież dodał: Józef z Nazaretu, który uchronił Jezusa od okrucieństwa Heroda, staje w tej chwili przed nami jako wielki rzecznik sprawy obrony życia ludzkiego od pierwszej chwili poczęcia aż do naturalnej śmierci. Pragniemy więc na tym miejscu polecić Bożej Opatrzności i świętemu Józefowi życie ludzkie, zwłaszcza życie nie narodzonych, w naszej Ojczyźnie i na całym świecie”. Św. Józef, jako Patron Życia, ukazuje nam postawę wiary pełnej, konsekwentnej i zdecydowanej, której owocem jest afirmacja Życia. W sposób szczególny przemawia dzisiaj do wszystkich mężczyzn, aby nie bali się stanąć na straży budzącego się nowego życia, które z miłości powierzył im pod opiekę Stwórca.

Ks. Stanisława Kozik OSJ

 


 

 

Katecheza 1 - styczeń 2021
Święty Józef - Mąż wiary!

Wielu ludzi dzisiaj mówi o swojej wierze, czy jednak zawsze mamy do czynienia z ludźmi wierzącymi, których możemy uczciwie nazwać ludźmi wiary? Św. Józef, którego rok jubileuszowy rozpoczęliśmy 8 grudnia 2020 roku, został nazwany Mężem Wiary. Przez kolejne katechezy będziemy próbować przyjrzeć się osobie tego świętego i jego postawę wiary zaproponować współczesnym osobom wierzącym. Św. Mateusz w swojej Ewangelii, pisząc rodowód Pana Jezusa, zaczyna od słów: Rodowód Jezusa Chrystusa, syna Dawida, syna Abrahama, a kończy: Jakub ojcem Józefa, męża Maryi, z której narodził się Jezus, zwany Chrystusem (Mt1). Choć w całym rodowodzie znajdziemy ludzi różnego pokroju i „świętości”, to jednak na początku i na końcu tej genealogii są dwaj mężowie, na których wierze Bóg zrealizował swój odwieczny zamysł: Abrahama i Józefa. Jeżeli Abrahama nazywamy ojcem wiary ponieważ całkowicie zaufał Bogu, wbrew ludzkiej logice myślenia, co podkreśla list do Rzymian: On to wbrew nadziei uwierzył nadziei. I nie zachwiał się w wierze. I nie okazał wahania ani niedowierzania, co do obietnicy Bożej, ale się wzmocnił w wierze. Oddał przez to chwałę Bogu (Rz 4), to jak nazwać Józefa, który wypełnia to, co w historii Abrahama było tylko zapowiedzią przyszłych wydarzeń zbawczych, było figurą?

Kiedy Kościół nazwał Św. Józefa Światłem Patriarchów – takim wezwaniem modlimy się w litanii – wydaje się, że postawił go przed Abrahamem, jakby chciał przez to ukazać, że choć wiara Abraham jest ogromna, to jednak Józef postawił jeden krok dalej w zawierzeniu Bogu. Jaka jest zatem wiara Józefa i co oznacza dla nas? Św. Józef zasadniczo pojawia się tylko w tak zwanej Ewangelii Dzieciństwa Pana Jezusa lub – jak korygował to stwierdzenie O. Tarcisio Stramare – w Ewangelii Życia Ukrytego. Potem znajdziemy już tylko wzmiankę o Józefie, zdumionych mądrością Jezusa ludzi, którzy pytają się: Czy nie jest to syn Józefa? (Łk 4) lub: Skąd u Niego ta mądrość i cuda? Czyż nie jest On synem cieśli? (Mt 13). Ewangelia Życia Ukrytego, która zasadniczo przekazuje nam prawdę o narodzeniu Syna Bożego oraz jeden epizod z jego dzieciństwa, kiedy miał lat 12, ukazuje także postać św. Józefa, któremu Bóg Ojciec zlecił misję bez precedensu. Misja ta nie polegała tylko na trosce o byt doczesny i odpowiedzialność za Syna Bożego i Jego Matkę.

Misja, którą otrzymał Józef, polegała na tym, że miał być tu na ziemi prawdziwym ojcem Dziecka, które nie jest jego Dzieckiem, i nie jest Dzieckiem żadnego innego mężczyzny, a jednoczenie jest Dzieckiem jego żony! W ten sposób swoją decyzją, jako pierwszy z ludzi, miał wyznać wiarę i zostawić świadectwo wobec wszelkiego stworzenia, że Ojcem Dziecka, które narodziło się z Maryi jest sam Bóg Ojciec.

Zanim Józef zrozumiał swoją misję i przyjął tę prawdę przeżywał w swoim sercu ogromne strapienie. Nawet dla niego, który był mężem Bożym, sprawiedliwym, a więc świętym, gotowym we wszystkim pełnić wolę Boga, ta prawda była po ludzku nie do pojęcia. Była tym trudniejsza, że całkowicie ufał Maryi. I tutaj pojawia się pierwszy sprawdzian męża wiary. Pomimo tego, że Józef zdawał sobie sprawę, że uczestniczy w wielkiej, nadprzyrodzonej i niepojętej tajemnicy, nie wyłączył myślenia! Jest człowiekiem, który myśli, rozważa, odcieka, bardzo przy tym cierpi i w końcu podejmuje decyzję człowieka wiary! I choć nie o taką decyzje Bogu chodzi, nie jest to jednak decyzja błędna. Jest to decyzja człowieka, który dotarł na szczyt możliwości ludzkiej wiary. Niczego nie rozumiejąc wybiera najlepsze rozwiązanie dla Maryi i Jej Dziecka. Przyjmuje tajemnicę, o której mówi mu Maryja, jednak z szacunku wobec Boga i Jego planu czuje się nie godny dalej być Jej mężem. Stanął przed poważnym dla siebie pytaniem: Skoro Bóg wybrał Ją dla siebie, to czy on, prosty cieśla, może jeszcze być Jej mężem? Józef na to pytanie odpowiada negatywnie: nie! Kierując się posłuszeństwem wobec Prawa Pańskiego usuwa się w cień, chce potajemnie oddalić Maryję, po prostu odejść. Nie chcąc narazić Jej na zniesławienie, zniesławienie przyjmuje na siebie. Biorąc winę na siebie po raz pierwszy chroni Maryję i Dziecię Jezus. Teraz ludzie będą o nim mogli mówić, że jest łotrem, zostawił żonę w ciąży i poszedł! Wobec tak wielkiej tajemnicy to właśnie wiara prowadzi Józefa do wyznania heroicznej miłości do Maryi i Boga, miłości, która nie cofa się przed cierpieniem. Dopiero teraz interweniuje Bóg jakby czekał na taką właśnie decyzję Józefa - bo ona potwierdza jego wiarę i miłość. Pierwsze słowa jakie do niego Bóg kieruje są odpowiedzią, której Józefowi brakowało w jego rozważaniach: Józefie! Maryja jest twoją prawdziwą małżonką, a ty Jej prawdziwym mężem: «Józefie, synu Dawida, nie bój się wziąć do siebie Maryi, twej Małżonki; (Mt 1). Bardzo wymowne jest to, że po tej Bożej interwencji, kiedy Józef zbudził się ze snu, od razu wziął Maryję do siebie.

W Ewangelii nie zobaczymy już Józefa, który miałby jakieś wątpliwości, co do swej misji. Będą przed nim inne wyzwania i inne cierpienia, będą pytania dotyczące życia, ale nie będzie miał już wątpliwości co do swej tożsamości przy Maryi i Jezusie. Pierwszą cechą człowieka wierzącego jest rozumność jego aktu wiary. Bóg nie każe nam ślepo wierzyć. Pomaga nam w akcie wiary, towarzyszy, prowadzi, wyjaśnia, czeka, daje czas, wspiera i kiedy trzeba interweniuje. Pozwala nam na nasz trud i wysiłek wiary ponieważ traktuje nas poważnie i ten trud nas kształtuje jako osoby. Za aktem wiary musi iść postawa wiary. Będzie się ona wyrażała w tym, że wszystkie swoje decyzje i wybory dokonuje w oparciu o Ewangelię i nauczanie Kościoła.

Wiara zatem nie jest spokojnym portem, do którego zawinę i tam spocznę w jakimś błogostanie. Wiara jest dynamizmem, jest wypłynięciem na głębię i we wszystkich sprawach życia zwracaniem się do Boga. To zakłada zaufanie i traktowanie Jego słów na serio. Najprostszą definicję wiary moglibyśmy wyrazić słowami, że wiara to słuchanie słów Jezusa Chrystusa i branie ich na serio – a więc wprowadzanie w czyn. Człowiek wiary, w sytuacji tajemnicy i wątpliwości, zwłaszcza wtedy kiedy wydarza się coś trudnego i pociągającego za sobą cierpienie, zawsze kieruje się Prawem Bożym i oficjalnym nauczaniem Kościoła! A jeśli wydarzenie jest bez precedensu, cierpliwie trwa na tym fundamencie i czeka, aż Pan pokaże co dalej czynić, dalej w posłuszeństwie tym, których wybrał za pasterzy. Wreszcie prawdziwa wiara potwierdzona zostaje i zawsze wyraża się w czynnej, ofiarnej miłości.

Ks. Stanisław Kozik OSJ


 

Po co człowiekowi pustynia?
(Mk 1,12-15)

Św. Marek, w przeciwieństwie do św. Mateusza i Łukasza, jest niesłychanie oszczędny w opisie kuszenia Pana Jezusa na pustyni. Warto sobie zadać pytanie dlaczego?

Mówiąc mało, pozwala myśleć dużo. Pustynia może być dla człowieka miejscem ucieczki, schronienia się, a może być także miejscem twardej edukacji. Można przeżyć na pustyni szkołę poznania siebie i zapanowania nad sobą; szkołę odhaczenia się od wszystkiego, co wiąże i krępuje człowieka, a co dotychczas dawało mu może złudne, poczucie bezpieczeństwa. Może stanowić znakomitą okazję do uniezależniania się od chorych relacji, od krępujących kontaktów, od nadmiernego przywiązania i pokładania nadziei w materialnych dobrach tego świata.

Pustynia jest szkołą przetrwania, uczłowieczającą człowieka, jeżeli ten zawierzy całkowicie Bogu i w Nim położy swoją nadzieję. To szkoła całkowitego zdania się na wolę Boga i szukania w Nim bezpieczeństwa, w rzeczywistości, która po ludzku, z natury swojej może stanowić śmiertelne niebezpieczeństwo. Jednocześnie pustynia uwrażliwia na piękno stworzenia, które w pustynnej skromności jawi się, jako szczególnie cenne, lecz i bardzo niebezpieczne.

Mówiąc krótko – pustynia to szkoła wolności!

Liczba 40, wymieniana przez trzech ewangelistów synoptycznych, ma tu swoją wymowę. W połączeniu zaś z terminem – „pustynia”, stanowi konkretne nawiązanie do wędrówki Narodu Wybranego, który wyprowadzony przez Boga z niewoli egipskiej, właśnie na pustyni, przez 40 lat wyzbywał się niewolniczej mentalności i kształtował ludzi, zdolnych do życia na wolności. Przez szkołę pustyni przeszedł Jan Chrzciciel przed podjęciem swej prorockiej działalności. Jezus akceptuje tę szkołę i przyjmuje ją, tym bardziej że podejmuje wypełnienie dzieła bezpośrednio przygotowanego przez Jana. Jest to bardzo ważny etap Jego ludzkiej edukacji, do którego był przygotowany przez dom rodzinny, przez modlitwę, przez Słowo Boże, szkołę i pracę zawodową. Szczególne znaczenie w tym przygotowaniu miał Chrzest w Jordanie i złączone z nim doświadczenie Trójcy Przenajświętszej. Jego ludzka fascynacja Bogiem osiągnęła takie stadium, że przez 40 dni mógł trwać na pustyni, poszcząc, mając władzę nad szatanem i ciesząc się służbą duchów czystych.

Jawi się kolejne pytanie: po co to wszystko?

Po uwięzieniu Jana przyszedł Jezus do Galilei i głosił Ewangelię Bożą. Mówił: „Czas się wypełnił i bliskie jest królestwo Boże. Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię”.

Szkoła pustyni była koniecznym doświadczeniem, aby po ludzku przygotować się do nowej misji. Sformułowanie „Czas się wypełnił”, dotyczy kulminacji działalności Słowa Wcielonego na ziemi. Ta misja nie ma końca i my w niej, w naszym czasie i w naszym życiu partycypujemy. Aby świadomie w wypełnieniu czasu uczestniczyć, trzeba się nawrócić i uwierzyć w przesłanie Jezusa.

Jakie dzisiaj pustynia ma dla nas znaczenie?

Od roku, na pewien sposób, doświadczamy pustyni. Uciekamy przed niewidzialnym wrogiem. Pustynią stały się nasze domy. Relacje popękały, oszczędności maleją, źródła wysychają, a diabeł szaleje. To możemy z całą pewnością stwierdzić, że ta pustynia została dopuszczona przez Boga dla naszego dobra. Pewnie po to, abyśmy znormalnieli. Aby mężczyzna stał się mężczyzną, kobieta, kobietą, aby rodzina była rodziną, aby miłość była czysta, aby zło przestało panować, głupota zamilkła, abyśmy odzyskali prawdziwą wolność i zdolność do odpowiedzialnego działania.

Jak długo ten proces potrwa?

Tego nikt nie jest w stanie przewidzieć. Jednego możemy być pewni, że dobro zwycięży. „Czas się wypełnił” i Jezus jest z nami w tej twardej szkole pustyni. Im szybciej się z Nim zjednoczymy, tym szybciej odzyskamy wolność i normalność. Ten proces domaga się twardych decyzji i niekoniecznie wszyscy przez niego przejdą zwycięsko. I choć jesteśmy na globalnej pustyni, to relacje z Nim tworzymy indywidualnie. A więc teraz każdy z nas jest swoistego rodzaju pustelnikiem.

X. Lucjan B.

 


 

 

Nie bój się prosić o cud
(Mk 1,40-45)

Człowiek młody, zdrowy, zaaferowany codziennymi problemami na drodze do świetlanej przyszłości, często ignoruje troskę o swoje zdrowie. Upominany, odpowiada śmiałym stwierdzeniem: „na coś trzeba umrzeć”. I tak zwykle bywa, że w tym zabieganiu, pewnego pięknego dnia następuje zderzenie z owym „coś”, zderzenie z poważną chorobą. Wyniki badań, rozmowa z lekarzem, gorączkowe poszukiwania w internecie, konfrontacja z terminami medycznymi, do tej chwili zupełnie nam obcymi, całkowicie zmieniają optykę naszego życia. Misternie budowane życiowe plany w jednej chwili przestają istnieć, a świat dotychczasowych wartości ulega natychmiastowej przebudowie. Wielu nam życzliwych w takiej chwili będzie radziło dobre szpitale, znanych specjalistów, skuteczne metody. Zaczyna się gorączkowe szukanie znajomości i tzw. wejść. Jest to coś absolutnie naturalnego i pewnie dobrym znakiem, że chory staje do walki o swoje życie. I tu jawi się niezmiernie ważny element, a mianowicie psychiczne nastawienie chorego. Ten, który zna misję swojego życia i wie jakie zadania stawia przed nim Stwórca, jest o wiele bardziej podatny na leczenie, niż człowiek, który żyje bez uświadomionego celu.

Niebagatelną rzeczą jest porządek w sumieniu. To właśnie tu, w tej przestrzeni, w której dochodzi do spotkania z „ukrytym Bogiem” (Wiktor Frankl), dokonuje się jeden z najważniejszych procesów powrotu człowieka do zdrowia. Znakomicie opisał to św. Marek: Pewnego dnia przyszedł do Jezusa trędowaty i upadając na kolana, prosił Go: „Jeśli chcesz, możesz mnie oczyścić”.

Ta scena uzewnętrzniła to, co stało się w sumieniu człowieka, trądem skazanego na podwójną śmierć. Wówczas bowiem, trąd był chorobą nieuleczalną, a do tego dochodziło odrzucenie chorego przez ludzi, jako grzesznika, niebezpiecznego zarówno pod względem moralnym, jak i sanitarnym. Precyzyjnie ujmuje to Księga Kapłańska: Trędowaty, który podlega tej chorobie, będzie miał rozerwane szaty, włosy w nieładzie, brodę zasłoniętą i będzie wołać: „Nieczysty, nieczysty!”. Przez cały czas trwania tej choroby będzie nieczysty. Będzie mieszkał w odosobnieniu. Jego mieszkanie będzie poza obozem.

Uszy trędowatego były wyczulone na wszystkie informacje dające jakąkolwiek nadzieję, usłyszały o Jezusie i Jego boskiej mocy. W swoim sumieniu przyjął to za prawdę i dał temu wyraz, przychodząc do Niego, upadając na kolana i wyrażając swoją prośbę słowami – Jeśli chcesz, możesz mnie oczyścić. Fantastyczne wyznanie wiary i całkowite oddanie się woli Boga.

Jezus: zdjęty litością, wyciągnął rękę, dotknął go i rzekł do niego: „Chcę, bądź oczyszczony”. Natychmiast trąd go opuścił i został oczyszczony.

Przyznam, że kiedy sam znalazłem się w sytuacji porównywalnej do trędowatego, to ta jego postawa, jego modlitwa zaczęły mi, przy każdej Komunii św. towarzyszyć. Było i jest to doświadczenie przez wiarę dotknięcia samego Boga, Jezusa Chrystusa ukrytego pod postacią chleba i wina. Było to i jest wypowiadane w mojej duszy: - jeśli chcesz i Jego odpowiedź: - chcę. Pragnę, aby to tak już pozostało, a przewrócony chorobą świat wartości pozostał trwały i zdrowy.

Nie bójmy się więc prosić Jezusa o cud, tak jak to uczynił trędowaty. Przecież uzdrowienia duszy i ciała były i są nadal misją Wcielonego Słowa.

Ks. Lucjan Bielas


 

Sensowna teściowa
(Mk 1,29-39)


Uwolnienie opętanego w synagodze w Kafarnaum, nie było pierwszym cudem, jakiego dokonał Jezus. Wcześniej był obecny na weselu w Kanie Galilejskiej, gdzie w cudowny sposób przemienił wodę w wino. Zachowanie się Jezusa w synagodze, Jego słowa i Boska moc, jaką okazał pośród zgromadzonych tam mężczyzn, po ludzku stały się jego znakomitą autoreklamą. Natychmiast rozeszli się oni do swoich domów i mieli o czym opowiadać.

Tymczasem Jezus udał się do domu Szymona i jego brata Andrzeja. Udali się tam również ich wspólnicy, Jan i Jakub. Wszystkich wspólników rybackiej firmy połączyła teraz nowa misja do której Jezus ich powołał.

Kiedy pełni wrażeń, przekraczali próg domu, w którym zapewne wiele razy wcześniej bywali, natychmiast podzielili się z nowym Mistrzem domowym kłopotem, a mianowicie, teściowa Szymona leżała w gorączce. O jego żonie i dzieciach nic Ewangeliści nie wspominają. Musiała więc zaistnieć taka sytuacja życiowa, że teściowa, znalazła się pod opieką zięcia, co było w tamtejszym zwyczaju. Teraz była chora.

Św. Marek, który w swej Ewangelii zapisał katechezę Piotra Apostoła zostawił nam niesłychanie subtelny, intrygujący i piękny obraz jego teściowej. Odnosimy wrażenie, że była to kobieta wyjątkowa. Jezus ująwszy ją za rękę, podniósł. Pięknym ludzkim gestem ujęcia za rękę, okazał Boską moc. Jakże niezwykła w swej zwyczajności była jej reakcja - uzdrowiona, bez słowa komentarza wstała i usługiwała im. Można powiedzieć, że miała w sobie ukształtowanego ducha służby i pewnie była to jej naturalna postawa. Jednakże od tego momentu, uzdrowiona przez Boga, wróciła do służby, ale już zupełnie inna. To była jej świadoma i wolna decyzja. Służba stała się w jednym momencie jej największym zaszczytem, jaki mógł ją w życiu spotkać. Służyła teraz samemu Bogu i ludziom. I to nie była jakaś wymyślona idea, to była konkretna służba, osoba osobie - Jezusowi Bogu-Człowiekowi i braciom.

Zapewne wielu, spośród cudownie uzdrowionych wraca do swoich zajęć, obojętnie na jakim są szczeblu, tak jak do służby. Wraca, będąc już zupełnie innymi ludźmi. Są wolni i bogatsi o doświadczenie Jego szczególnej obecności w ich życiu i Jego mocy. To doświadczenie , jeżeli jest prawdziwe, tak jak to było z teściową Szymona, przekłada się na służbę każdemu człowiekowi, niezależnie od zajmowanego miejsca w społecznej hierarchii. Można powiedzieć za św. Łukaszem, że mają głębszą świadomość, że "ręka Pańska jest z nimi" (por. Dz 11,21).

Może niekoniecznie trzeba w życiu oczekiwać cudownej, nadprzyrodzonej interwencji Boga. Może wystarczy chwila refleksji rozumu oświeconego wiarą, aby powrócić do naszych zadań, do szkoły, do korporacji, do firmy, do administracji, do policji, wojska itp., świadomie służąc Jezusowi Bogu i ludziom.

Zaciekle walczył do niedawna świat z niewidzialnymi terrorystami. Oczywiście, że byli, ale jakże ich medialnie rozdmuchano? Walczy teraz świat z niewidzialnym wirusem. Oczywiście, że jest, ale jak nim medialnie terroryzuje? Za tymi sztucznie wygenerowanymi zasłonami, niewielu myśli o zniewoleniu wszystkich. Wydaje się, że jest to proces nieuchronny. Czy rzeczywiście nic nie możemy zrobić? Teściowa Szymona pokazała sposób. Jej zięć, też się tego nauczył. Znakomicie pojął to św. Paweł i wszyscy członkowie Kościoła Chrystusowego, którzy poważnie Go traktują. Choć jest ich niewielu, ale mogą wiele, bo z nimi jest Chrystus!

Ks. Lucjan Bielas


 

Dlaczego Jezus nie ratuje nas, tak jakbyśmy tego oczekiwali?
(Mk 1,14-20)

Komu podpadł Jan Chrzciciel?

Niewątpliwie jego nauczanie nie było miłe przedstawicielom świątyni, gromadził tłumy. Był popularny, a poza tym wzywał do prawdy, a co za tym idzie odejścia od grzechu. To nie była droga ich pobożności, a na dodatek pewnego rodzaju konkurencja, choć przecież sam był z rodu kapłańskiego. Chociaż nie mamy wprost dowodów na to, że przywódcy religijni Narodu maczali paluszki w uwięzieniu Jana, to jednak możemy przypuszczać, że dla wielu z nich zniknięcie tłumów i zamilknięcie Jana było komfortową sytuacją.
Sprawcą uwięzienia Jana, można powiedzieć fizycznym, był Herod Antypas. Był to wtedy prawie pięćdziesięcioletni pan, uwikłany w konkubinat ze swoją krewną i bratową, Herodiadą. Ta dama wtedy już dobrze po czterdzieste wniosła w ten związek swój dominujący charakter, bezwzględne zachowanie (zapewne po dziadziusiu, Herodzie Wielkim) i córkę Salome, z pierwszego małżeństwa. Jej charakter, niemający wiele wspólnego z prawdziwą kobiecością, przeszedł do historii świata przez fakt przymuszenia Heroda Antypasa do uwięzienia Jana Chrzciciela i do jego zabójstwa, który to otwarcie krytykował ich związek, jako niepodobający się Bogu (Mt 14,1-12). Uwięzienie i zabójstwo Jana Chrzciciela przyniosły ulgę jego przeciwnikom. Niewygodny prorok zamilkł, tłumy się rozeszły, uczniowie powrócili do swych domów i zajęć.

- Czy więc Jan przegrał?

- Nic podobnego! Jan zwyciężył, nie ugiął się bowiem przed grzechem i kłamstwem. Śmiercią swoją przypieczętował prawdziwość nauki, którą głosił jako prorok z polecenia samego Boga.

- Dlaczego to, Pan Jezus po ludzku rzecz ujmując, zachował się biernie wobec faktu uwięzienia Jana?

Patrząc na całe dzieło zbawienia, na śmierć Jezusa i Jego zmartwychwstanie, odpowiedź jest prosta – to uwięzienie wpisywało się w całość dzieła odkupienia. Są wartości większe niż doczesne życie człowieka. Wiedział o tym Jezus, wiedział o tym Jan. Jezus zostawił Jana, jako człowiek, ale będąc prawdziwym Bogiem, nigdy Jana nie opuścił. I on, to też wiedział.

- Czy trud Jana i zaangażowanie uczniów poszło na marne?

Jezus pozwolił umrzeć Janowi, ale nie jego dziełu, dlatego też Ewangelista napisał: Gdy Jan został uwięziony, przyszedł Jezus do Galilei i głosił Ewangelię Bożą. Mówił: „Czas się wypełnił i bliskie jest królestwo Boże. Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię”. Tu w Galilei nad brzegiem jeziora odnalazł uczniów Jana, których wcześniej poznał przy Proroku. Posiadali małą firmę rybacką, umieli ciężko pracować w zespole i to w trudnych warunkach, a przy tym z największą powagą traktowali sprawy wiary. Mieli swojego bossa Szymona, który z natury znakomicie nadawał się do pełnienia funkcji szefa. Posiedli umiejętność nawiązywania kontaktów z klientami, ponieważ ryby trzeba było sprzedać jak najszybciej. Jako przedstawiciele klasy średniej, byli najlepiej przygotowani do przyjęcia Ewangelii i skutecznego jej głoszenia. Ani uczeni, ani bogacze, ani bezrobotni, nie dysponowali takimi osobistymi walorami, jak ci prości rybacy.

Tak więc Jezus podjął dzieło Jana i przejął jego uczniów po to, aby stworzyć nową rzeczywistość – Kościół. Kształtował małą grupę Apostołów, jednocześnie działając z tłumami. Zachował przez to, właściwe proporcje między elitarnością z jednej strony a otwarciem się na świat z drugiej.

Warto o tym pamiętać szczególnie dziś, kiedy wielu słabnie w wierze i odchodzi z Kościoła w przekonaniu, że dni jego są policzone. Ten proces, nie pierwszy w historii, zapewne będzie się jeszcze pogłębiał, aż odpadną wszyscy pozbawieni żywej łączności z Chrystusem. On – Jezus swojego dzieła, swojego Kościoła nigdy nie opuści. I choć następcy św. Piotra i Apostołów są nieraz bardzo słabi i ułomni, to On Jezus Wszechmocny Bóg, i tak jest z nimi. Tak naprawdę idzie więc o łączność z Nim, przy jasnym nazywaniu zła, złem. I tu znów św. Jan jest znakomitym przykładem. Bywa, że niektórzy kapłani, biskupi i wierni odchodzą od Kościoła zgorszeni, uważając, że wiedzą lepiej i że są bardziej święci. Choć ich krytyczne spojrzenie może być całkiem słuszne, to odejście jest piramidalną głupotą. Za Wiktorem Franklem, który sparafrazował słowa La Rochefoucaulda, można pokusić się o stwierdzenie: „że jak wichura gasi nikły płomień, ale podsyca ogień, tak samo przeciwności losu i tragedie podkopują słabą wiarę, lecz umacniają silną”.

Ks. Lucjan Bielas


 
<< Początek < Poprzednia 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 Następna > Ostatnie >>

Strona 1 z 22

Statystyki

mod_vvisit_counterDziś82
mod_vvisit_counterWczoraj272
mod_vvisit_counterW tym tygodniu3185
mod_vvisit_counterW tym miesiącu2625
mod_vvisit_counterWszystkich853827

W każdy trzeci czwartek miesiąca o godz. 18.00 jest Msza św. o św. Bracie Albercie patronie naszej parafii. Po Mszy św. jest Nowenna do naszego patrona z ucałowaniem jego relikwii.
Po modlitwie Spotkanie biblijne. Zapraszam serdecznie wszystkich wiernych!

W każdy czwarty czwartek miesiąca o godz. 18.00 jest Msza św. o św. O.Pio. Po Mszy św. modlitwy do Świętego z ucałowaniem jego relikwii, a potem spotkanie Grupy Modlitwy św. O.Pio.
Zapraszam serdecznie wszystkich wiernych!

Projekt i wykonanie Alanet