List Biskupa do Chorych na Dz. Ch. - 11.02.22 r.
 

Kto ma dzisiaj szansę na powołanie? - (Łk 5, 1-11)

Wydaje się, że ewangeliczna scena, którą dzisiaj rozważamy, znakomicie wpisuje się w wielkie rekolekcje oczyszczające, które aktualnie przeżywamy w Kościele Chrystusowym. Upadły z hukiem nadęte autorytety, napompowane urzędy straciły swój dawny blichtr, tytuły zaś, miast budzić respekt wywołują uśmiech. Błędnie myślą ci, którzy w tym procesie dopatrują się upadku idei posłuszeństwa, lecz jest to powrót do jej podstawowych założeń. Inżynierowie duszpasterstwa ze zgrozą zaczynają rozumieć, że dawne narzędzia przestały działać i to w nieodwracalnym procesie. Paradoksalnie dalecy od wiernych i pozbawieni entuzjazmu, chowają się w cywilne stroje i zacisze plebanii. Niektórzy zaś swoją działalność ograniczyli do zdalnego nauczania, liturgii niedzielnej, a przede wszystkim do uroczystości pogrzebowych, których niestety jest coraz więcej. Oczywiści nie można uogólniać, albowiem jest trochę duszpasterzy myślących inaczej, którzy w tej sytuacji paradoksalnie widzą nowe możliwości. Ożyła np. instytucja wędrownych kaznodziejów, którzy zwykle w historii Kościoła jawili się w czasach przełomów i wielkich oczyszczeń. Dzisiaj nie spotkamy ich w katedrach, kościołach, czy też na rynkach miast, lecz przemierzają oni internetowe szlaki. Stanowi to oczywiście chwilowe rozwiązanie, które w oderwaniu od uczestnictwa w Eucharystii i w oderwaniu od życia parafialnego, może przynieść więcej strat niż pożytku.

W tym wszystkim jakże cenne są postawy tych duchownych i świeckich, którzy właśnie w tym czasie, obdarzeni ogromnym entuzjazmem i z pełnym poświęceniem, próbują problemy przekuwać w szansę. Są otwarci, a zachowują dyscyplinę kościelną, zajmują się tym, na co mają rzeczywisty wpływ. Posługują się zarówno tradycyjnymi sposobami działania, które pokazały swoją trwałą przydatność, jak i odważnie sięgają po rzeczy nowe, niejednokrotnie je tworząc. Ten mocno uproszczony obraz daleko bardziej skomplikowanej rzeczywistości niech nam teraz wystarczy. Zapytajmy Jezusa – czego od swoich proaktywnych uczniów oczekuje? Może Jego zaproszenie jest skierowane do któregoś z nas szczególnie?

Spotykamy Go dzisiaj nad Jeziorem Genezaret, kiedy to otoczony tłumem ludzi, zostawił ich, a zwrócił się do rybaków, którzy to po całonocnej pracy na brzegu płukali swoje sieci. Mogli zajmować się już tylko sieciami, albowiem połów był kompletnie nieudany. Jezus w tej chwili znalazł się między tłumem, który oczekiwał od Niego konkretnej pomocy w budowaniu relacji z Bogiem, a światem ludzi pracy. Jezus chce wrócić do tego tłumu, ale potrzebuje współpracowników i znamienne, że szuka ich pomiędzy ludźmi pracy. Mieli swoją firmę, swojego bosa, potrafili stworzyć spółkę, potrafili łowić i zaopatrywali rynek. Jezioro, które ich żywiło, było szkołą charakteru. Zmienne pogody, niebezpieczne sytuacje, nie zawsze udane połowy, kształtowały charaktery galilejskich rybaków.

Jezus nie szukał współpracowników pośród tych, których kwalifikacje wydawało się, były lepsze, np. pośród uczonych w Piśmie. Ich formacja nie przystawała do misji Jezusa Chrystusa. Sama wiedza na niewiele się przyda, Ewangelię głosi się całym sobą. Ona musi najpierw człowieka przeniknąć do spodu, aby to, co mówi, miało swoją moc, a on stawał się coraz bardziej autentyczny. Pracowitość człowieka to również oczekiwana cecha przez Jezusa. Sam był niezmiernie pracowity, a o tym, jak bardzo byli pracowici Apostołowie, może świadczyć epizod, który miał miejsce już po zmartwychwstaniu Pana Jezusa. Szymon Piotr nie potrafił być bezczynnym człowiekiem i mimo tak rewolucyjnego wydarzenia poszedł łowić ryby, a inni wraz z nim. Pracę mieli we krwi (por. J 21,1-4).

Tymczasem Jezus wprowadził się do łodzi szefa rybackiej firmy, Szymona. Znali się, a nawet nie tak dawno Jezus, przebywając w Kafarnaum, był gościem w jego domu i uzdrowił jego teściową. Rybacy darzyli Go wielkim szacunkiem i nie protestowali, że kiedy tłum doszedł, a On kazał nieco odbić od brzegu, wykorzystując taflę wody, jako nośnik głosu, nauczał. Już wtedy było wiadomo, że to się szybko nie skończy. Wszedł w ich biznes, wszedł w ich czas, wszedł w ich pracę. To ich przyzwolenie nie pozostało bez nagrody. Jednak, aby ją otrzymać, poddał ich jeszcze jednej próbie: rzekł do Szymona: „Wypłyń na głębię i zarzućcie sieci na połów!” A Szymon odpowiedział: „Mistrzu, całą noc pracowaliśmy i nic nie ułowiliśmy. Lecz na Twoje słowo zarzucę sieci”. Były cieśla, zażądał od doświadczonych rybaków, aby uczynili coś absolutnie sprzecznego z ich zawodową logiką. Szymon, mówiąc do Jezusa „Mistrzu”, uznał w Nim autorytet, na Którego to polecenie działał w innej logice niż swoja. Wynik połowu znamy. Apostołowie zostawili absolutnie rekordowy połów i poszli za Jezusem, który otwarł im zupełnie nową przestrzeń życia i pracy, nową misję. Pamiętajmy, że dalej zachowali swoje łodzie i sieci, ale pozwolili Jezusowi na przeprogramowanie swego świata wartości.

Ks. Lucjan Bielas

 
Ogłoszenia duszpasterskie - 5. Niedziela zwykła - 06.02.2022 r.
Więcej…
 
Intencje Mszy św. - od 06 do 13 lutego 2022 r.
Więcej…
 
Jak zatrzasnąć drzwi swojego domu, aby je potem otworzyć? (Łk 4, 21-30)

Jak zatrzasnąć drzwi swojego domu, aby je potem otworzyć?
(Łk 4, 21-30)

Korzystamy w dalszym ciągu z zaproszenia nas do synagogi w Nazarecie, rodzinnej miejscowości Jezusa. W poprzednim rozważaniu wsłuchiwaliśmy się w odczytany przez Niego fragment księgi Izajasza i radowaliśmy się faktem, że Duch Święty napełniał zarówno natchnionego autora, jak i Boskiego interpretatora. Cieszyliśmy się z tej niezmiernie jasnej deklaracji Chrystusa, że to właśnie na Nim spełniły się słowa proroka Izajasza.

Tymczasem w synagodze nastroje całkowicie się zmieniły. Przyczyną było to, że Jezus, jak do tej pory, cieszący się poważaniem jako współmieszkaniec miejscowości, jako znajomy, kolega, przyjaciel, sąsiad, rzemieślnik, a teraz znany nauczyciel, jasno wyznał przed swoimi, że jest nie tylko prawdziwym człowiekiem, którego znają, ale jest jednocześnie Bogiem, który im się objawia przez słowa i czyny. Dla rodaków Jezusa było to wtedy jeszcze zbyt trudne, tym bardziej że nie mieli klucza, do otwarcia się na całą prawdę o Nim. Tym kluczem jest wiara. Dlatego Jezus, patrząc nie tylko na zebranych w synagodze, ale przede wszystkim widząc ich serca, przywołał przykład proroków Eliasza i Elizeusza, którzy nie znaleźli wiary u swoich bliskich, lecz zgoła u pogan. I tym doprowadził swoich bliskich do tak wielkiego wzburzenia, iż byli gotowi Go zabić.

Nasuwa się zaraz pytanie: dlaczego Jezus tak postąpił, i co chciał przez to uzyskać?

Można z całą pewnością powiedzieć, że uczynił tak z miłości zarówno do swoich rodaków, jak i do Siebie. Do nich, albowiem to miłość kazała Mu przyjść do swoich rodaków i to miłość kazała Mu zburzyć ich spokój, ich komfortową pobożność. Trzeba nieraz bliskiej osobie powiedzieć coś, co jest prawdą, do której zrozumienie i przyjęcia, trzeba nieraz w bólu dojrzeć. To też i Jego miłość sprawiła, że nie byli w stanie Go tknąć i odszedł, zostawiając im twarde pytanie: to kim On tak naprawdę jest?

To miłość kazała Jezusowi, który jest również prawdziwym człowiekiem, zamknąć drzwi Nazaretu, drzwi swojego domu. Potrzebował tej szkoły prawdziwych proroków, którzy przeszli odrzucenie przez najbliższych po to, aby pokochać wszystkich, a do swoich nabrać właściwego dystansu.

Tak więc Jezus pokazał nam, jak zatrzasnąć drzwi swojego domu, aby je potem otworzyć. I dopiero w tym kontekście wybrzmiewa hymn św. Pawła:

Gdybym mówił językami ludzi i aniołów, a miłości bym nie miał, stałbym się jak miedź brzęcząca albo cymbał brzmiący. Gdybym też miał dar prorokowania i znał wszystkie tajemnice, i posiadł wszelką wiedzę, i wiarę miał tak wielką, iżbym góry przenosił, a miłości bym nie miał – byłbym niczym […].

Ks. Lucjan Bielas

 
Intencje Mszy św. - od 30 stycznia do 06 lutego 2022 r.
Więcej…
 
Ogłoszenia duszpasterskie - 4. Niedziela zwykła - 30. 01. 2022 r.
Więcej…
 

Czy wolność jest dzisiaj możliwa?
(Łk 1, 1-4; 4, 14-21)

Kiedy rozpoczynamy redakcję jakiegoś ważnego tekstu, to wiele uwagi poświęcamy pierwszym zdaniom. Staramy się określić adresata, ustalić ogólny zarys naszego przesłania i jasno określić jego cel. Świadomi tych redakcyjnych zabiegów spróbujmy odczytać początek Ewangelii wg św. Łukasza. Pośród różnych prób określenia czasu jej powstania przeważa ostatnio przekonanie, że została napisana w latach 80 – 85. Dzieło to, jak czytamy, ma dwóch adresatów. Pierwszym, o ile nie jest to postać fikcyjna, jest Teofil, określony przymiotnikiem „dostojny”, co wskazywałoby na jego przynależność do sfery urzędniczej. Zapewne miał już kontakt z nauką Chrystusa, którą przyjął, lecz zdaniem Łukasza, ten proces wymagał dalszego pogłębienia, aby osiągnąć stan „całkowitej pewności”. Drugim adresatem są wszyscy podobni do Teofila, początkujący w wierze i potrzebujący jej umocnienia. Samo greckie imię „Teofil”, oznacza człowieka „miłego Bogu” i jest bardzo wymowne, albowiem obejmuje każdego, kto z taką relacją do Najwyższego, otwiera karty Ewangelii.

Łukasz ma świadomość, że choć już wielu przed nim spisywało opowieści o działalności Chrystusa, to w tym przekazie drugiemu człowiekowi tej najważniejszej wiedzy, jest i jego misja. Szczególnym przesłaniem zarówno Ewangelii, jak i Dziejów Apostolskich, które są również autorstwa św. Łukasza, jest jego głębokie przekonanie o obecności i działaniu Ducha Świętego, i to zarówno w każdym człowieku, jak i we wspólnocie Kościoła. Jest to tak ważny tekst, że można z całą pewnością powiedzieć, że nie odrobienie Łukaszowej lekcji o Duchu Świętym, prowadzi do niezrozumienia Kościoła Chrystusowego. Dzisiaj, kiedy to Kościół przechodzi czas swojego głębokiego oczyszczenia, sięgnięcie do Łukaszowych tekstów stało się jeszcze większą koniecznością.

Swoim odwiecznym zwyczajem, szatan, głosząc człowiekowi wolność, zakłada mu okowy zniewolenia. Czyni to, wykorzystując najnowszą technologię, aby spętać nasze głowy, zawładnąć naszym umysłem. Nie trzeba tu długich wywodów, wystarczy chwila refleksji, aby ustalić i nazwać te punkty, w których tracimy naszą wolność. Wystarczy spojrzeć na telefon, na karę kredytową, na komputer, i zobaczyć w nich ogromne dobrodziejstwo, ale i gigantyczne zagrożenie dotyczące nas wszystkich, choć szczególnie, młodego pokolenia. Jesteśmy nie tylko świadkami, ale i uczestnikami próby przebudowania świata wartości i to wydawać by się mogło tak oczywistych, jak rozróżnienie: mężczyzna i kobieta, życie i śmierć. To wszystko jest związane z próbą przeformatowania człowieka w centrum jego wolności, w sumieniu. Jest to próba wymiany tego, co wpisał Stwórca, na to, co chce wpisać szatan. Scena z ogrodu rajskiego pod drzewem poznania dobra i zła, nigdy się nie skończyła i trwa, choć dzisiaj z wykorzystaniem wyjątkowo niebezpiecznych narzędzi. Jest więc to walka o miłość, wolność i wieczność człowieka.

Czy Jezus w tej walce ma jeszcze coś do powiedzenia?

W drugiej części dzisiejszej Ewangelii, prowadzi nas Autor na spotkanie z Jezusem, który u progu swej publicznej działalności przychodzi do swej rodzinnej miejscowości, do Nazaretu. Swoim zwyczajem w szabat pojawił się synagodze, a więc między swoimi, pośród których wyrastał, pracował i się modlił. Teraz chce im powiedzieć całą prawdę o sobie, nie tylko o swoim człowieczeństwie, ale i o swoim Bóstwie. W tym przekroczeniu progu, po ludzku niewyobrażalnego, posłużył się tekstem z księgi proroka Izajasza, którą Mu podano: Duch Pański spoczywa na Mnie, ponieważ Mnie namaścił i posłał Mnie, abym ubogim niósł dobrą nowinę, więźniom głosił wolność, a niewidomym przejrzenie; abym uciśnionych odsyłał wolnymi, abym obwoływał rok łaski Pana. Jezus, mówiąc: Dziś spełniły się te słowa Pisma, które słyszeliście, odnosi przepowiednię proroka do siebie. Choć ówcześni słuchacze Jezusa nie byli jeszcze gotowi na przyjęcie Jego przesłania, ale ono zostało wypowiedziane i weryfikuje się przez całą historię i weryfikuje się dzisiaj.

Przyjęcie Jezusa, przyjęcie Jego Ewangelii, jest przyjęciem Jego Ducha. Jest przyjęciem Ducha, który był przy stworzeniu, jest przyjęciem Ducha, który mówił przez proroków, jest przyjęciem Ducha, który zstąpił na Jezusa podczas chrztu w Jordanie, jest przyjęciem Ducha, którego Jezus po zmartwychwstaniu tchnął na Apostołów, jest przyjęciem Ducha, którego Jezus wyprasza nam u Ojca Niebieskiego – Ducha prawdy, którego świat nie zna, a który mieszka w uczniach Jezusa (por. J 14, 15-17).

Ludzka roztropność jest pożytecznym narzędziem, ale sama w potyczce ze złem jawi się niewystarczającą. Może warto więc codziennie prosić Jezusa, aby dzielił się z nami swoim Duchem. Jego dary są w pewnym logicznym kluczu, który znakomicie ustawia myślenie człowieka, a który jest zamknięty w siedmiu darach: dar mądrości, dar rozumu, dar rady, dar męstwa, dar umiejętności, dar pobożności i dar bojaźni Bożej.

Jestem przekonany, że tylko Duchem Jezusa Chrystusa formatowany umysł, zachowa swoją wonność.

Ks. Lucjan Bielas

 
Intencje Mszy św. od 23 do 30 stycznia 2022 r.
Więcej…
 
<< Początek < Poprzednia 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 Następna > Ostatnie >>

Strona 7 z 41

Statystyki

mod_vvisit_counterDziś69
mod_vvisit_counterWczoraj402
mod_vvisit_counterW tym tygodniu2031
mod_vvisit_counterW tym miesiącu9304
mod_vvisit_counterWszystkich1045028

W każdy trzeci czwartek miesiąca o godz. 18.00 jest Msza św. o św. Bracie Albercie patronie naszej parafii. Po Mszy św. jest Nowenna do naszego patrona z ucałowaniem jego relikwii.
Po modlitwie Spotkanie biblijne. Zapraszam serdecznie wszystkich wiernych!

W każdy czwarty czwartek miesiąca o godz. 18.00 jest Msza św. o św. O.Pio. Po Mszy św. modlitwy do Świętego z ucałowaniem jego relikwii, a potem spotkanie Grupy Modlitwy św. O.Pio.
Zapraszam serdecznie wszystkich wiernych!

Projekt i wykonanie Alanet