Nasz patron

Brat Albert Adam Chmielowski - święty malarz, wpatrzony w swój wiecznie niedokończony obraz Chrystusa o wymownym tytule Ecce Homo (Oto Człowiek). Jego życie i dzieło były podobne do tego właśnie obrazu. Jako malarz, a więc człowiek wrażliwy na kształty i barwy, na rysy ludzkiej twarzy, potrafił dostrzec Człowieka ze swojego płótna w najbiedniejszych i bez reszty poświęcił im życie, rezygnując ze sławy artysty, z wernisaży i galerii, z podziwu i szacunku dla ludzkich możliwości i talentu.

Życie

Patron1Urodził się 20 sierpnia 1845 r. w Igołomii pod Krakowem. Dziwny traf, ale podobnie jak wielcy święci: Franciszek i Ignacy, zaczął swoją drogę do świętości od wojska. W l. 1857-1858 uczył się w szkole kadetów w Petersburgu, a potem aż do r. 1863 w gimnazjum realnym im. Pankiewicza w Warszawie i w instytucie politechnicznym w Puławach. W 1863 r. brał udział w powstaniu styczniowym. W tym też roku został ujęty przez Austriaków i osadzony w więzieniu w Ołomuńcu. Udało mu się jednak zbiec i ponownie włączyć do walki. Na skutek dolegliwym ran, odniesionych w bitwie pod Mełchowem, do końca życia musiał posługiwać się protezą nogi. W 1864 r. rozpoczął studia malarskie w Paryżu. Naukę kontynuował w szkole rysunku W. Gersona w Warszawie. Z kolei podjął studia uniwersyteckie w Gandawie. Dzięki stypendiom hr. W. Dzieduszyckiego studiował w l. 1869-1874 w Akademii Sztuk Pięknych w Monachium, gdzie utrzymywał żywy kontakt z wybitnymi malarzami polskimi: L. Wyczółkowskim, J. Chełmońskim, S. Witkiewiczem. W 1874 r. wrócił do Polski do Zarzecza. Potem jakiś czas mieszkał w Warszawie i we Lwowie, oddając się cały czas malowaniu.

W 1880 r. rozpoczął nowicjat u jezuitów w Starej Wsi, ale z powodu słabego zdrowia musiał go opuścić. Pod wpływem ks. L. Pogorzelskiego zaczął interesować się trzecim zakonem św. Franciszka z Asyżu, polecanym wszystkim wiernym przez papieża Leona XIII. Podjął się szerzenia idei franciszkańskich na Podolu, pod osłoną wykonywanych prac malarskich. Gdy zagroziło mu za to zesłanie na Sybir, przeniósł się do Krakowa i zajął się bezdomnymi. Po ślubach i obłóczynach, już jako brat Albert, zakładał tzw. ogrzewalnie miejskie i domy dla sierot, nieuleczalnie chorych, starców. Powołał do istnienia franciszkańskie zgromadzenie braci (1888) i sióstr (1891), zwanych popularnie albertynami i albertynkami, posługujących ubogim. Dla swoich braci zakładał pustelnie, m.in. w Zakopanem na Kalatówkach. Spracowany i schorowany "brat opuchlaków" zmarł 25 grudnia 1916 r. w Krakowie. Jan Paweł II dokonał jego beatyfikacji na Błoniach krakowskich 22 czerwca 1983 r., a kanonizacji w Rzymie 12 listopada 1989 r.

Świętość

Świętości nie zdobywa się nagle - kiełkuje ona i rozwija się przez całe życie we wnętrzu człowieka. Na początku przejawia się w miłości rodziców, rodzeństwa, bliźnich, w miłości ojczyzny. U Adama miłość nabrała barwy czerwonej, barwy krwi, którą przelał aż po kalectwo do końca swego życia. Adam był "ucieleśnieniem wszystkich cnót chrześcijańskich i najbardziej płomiennego patriotyzmu" (H. Modrzejewska). Matka-ojczyzna zapewniła mu byt i wykształcenie, pozwoliła mu rozwijać talenty, a on jako syn polskiej ziemi mógł odwdzięczyć się jej miłością, głoszeniem jej chwały poprzez sztukę, a w końcu walką o jej niezawisłość, aby słowo Polska wróciło na mapy świata.

Jego duch szukał jednak czegoś innego. Sam tego jeszcze nie potrafił określić. Powstawały wtedy jego najpiękniejsze obrazy: Biwak powstańców w lesie, Ogród miłości, Wizja św. Małgorzaty Alacoque, Ecce Homo. Po wstąpieniu do jezuitów, w ciszy nowicjackiego domu zajął się tym, co nurtowało go od dłuższego czasu, a czego nie zaspokoiła służba wojskowa ani malarstwo. Szukał prawdziwego oblicza Boga, oblicza Chrystusa. Tak pisał do swego kolegi J. Chełmońskiego: "Posyłam ci, drogi Józefie, obraz Matki Boskiej, który mam po matce. (...) Jesteś zbyt rozumnym człowiekiem, aby móc sądzić, iż Boga nie ma, a świat i ludzie powstały z jakiegoś przypadku. Dlatego ci piszę i radzę, jako twój szczery brat i kolega, żebyś tak po chłopsku do spowiedzi poszedł, bo choćbyś miał grzechy czerwone jak krew, wybieleją ci jak śnieg. (...) Ja zacząłem nowicjat. Czuję się szczęśliwy".

Szczęście jednak szybko prysło - musiał odejść ze względu na słabe zdrowie. Czas spędzony w nowicjacie nie był wszakże stracony, bo pozwolił mu na głębszą refleksję nad sobą, nad swoją rolą w tym świecie. Powoli odkrył to, czego bezskutecznie dotąd szukał - oblicze Chrystusa w krakowskiej biedocie, w ludziach o twarzach smutnych, ludziach cuchnących, brudnych. W habicie prostego brata franciszkańskiego oddał się służbie biednym. Odszedł Adam Chmielowski, a narodził się brat Albert.

relikwieZ radością oddał się na służbę najuboższym. W chwilach zmęczenia powtarzał sobie: "Czy Panu Jezusowi cierpiącemu za mnie mogę czegoś odmówić?" Z czasem przyszedł pierwszy kandydat, Wojciech Leja, góral z krwi i kości. Po pierwszych dniach pobytu u br. Alberta, tak pisał do rodziny: "Donoszę wam też, że szczęśliwie doszedłem do Krakowa, gdzie zostałem przyjęty na braciszka zakonnego u br. Alberta. Jest to prawdziwie święty człowiek. Opiekuje się tu, w Krakowie, największą biedotą". Wkrótce pojawiła się dziewczyna, Maria Jabłońska, która stała się pierwszą odroślą żeńskiego zakonu sióstr albertynek.

Albert uważał, że pomoc ludziom biednym i opuszczonym jest formą kultu męki Pańskiej. Znalazł w człowieku prawdziwe oblicze Chrystusa cierpiącego. O każdym ze swych podopiecznych mógł powiedzieć z głębokim przekonaniem: Ecce Homo. Każda z twarzy tych ludzi głęboko przemawiała do niego, w każdej widział twarz Pana. Nieraz ocierał je z potu, podawał ludziom głodnym miskę gorącej zupy, okrywał zmarzniętych ciepłym kocem. Ta posługa zaspokoiła potrzeby jego wnętrza. Umierając mógł powiedzieć: "Teraz już mi nic nie potrzeba".

Życie brata Alberta można określić mianem palety barw. Błękit rodzicielskiego domu, czerwień powstańczych walk, kuszące złoto wyłaniającej się kariery malarskiej, zieleń nadziei nowicjackiego domu, szarość franciszkańskiego habitu, ogrzewalni, biednych ludzkich oblicz. To wszystko powoli się rozjaśnia i przechodzi w nieskalaną biel świętości.

 

Statystyki

mod_vvisit_counterDziś128
mod_vvisit_counterWczoraj266
mod_vvisit_counterW tym tygodniu1408
mod_vvisit_counterW tym miesiącu5003
mod_vvisit_counterWszystkich363370

W każdy trzeci czwartek miesiąca o godz. 18.00 jest Msza św. o św. Bracie Albercie patronie naszej parafii. Po Mszy św. jest Nowenna do naszego patrona z ucałowaniem jego relikwii.
Po modlitwie Spotkanie biblijne. Zapraszam serdecznie wszystkich wiernych!

W każdy czwarty czwartek miesiąca o godz. 18.00 jest Msza św. o św. O.Pio. Po Mszy św. modlitwy do Świętego z ucałowaniem jego relikwii, a potem spotkanie Grupy Modlitwy św. O.Pio.
Zapraszam serdecznie wszystkich wiernych!

Projekt i wykonanie Alanet