Aktualności

Płaszczyzna ześlizgu i parasol
(J 13, 31-33a. 34-35)

42 lata temu 5 maja 1980 r. sługa Boży, ks. bp Jan Pietraszko w Kolegiacie św. Anny w Krakowie, do tłumnie zgromadzonej akademickiej elity katolickiej skierował mocne słowa: Tyle jest naiwnego paplania o miłości, jak choćby w tej religijnej piosence, która głosi: „Każdy kocha jak umie, a Pan Bóg wszystko rozumie”. No właśnie, tu jest sedno nieporozumienia: Każdy kocha jak umie. A Chrystus mówi Przyszedłem was nauczyć, bo źle umiecie, bo źle rozumiecie to wielkie słowo. Przyszedłem was nauczyć na własnym przykładzie miłości do człowieka, bo człowiek nie umie kochać, nie umie sobie z tym zadaniem poradzić. To jest jakaś przechylona płaszczyzna ześlizgu ku takim fenomenom życia, które z miłością nic albo prawie nic nie mają wspólnego poza wspólnym terminem, który jest rozpinany jak parasol nad sprawami bardzo dalekimi i wrogimi miłości.

Jest rzeczą znamienną, że to gorzkie stwierdzenie padło w czasie wielkiej narodowej radości wypływającej z wyboru kard. Karola Wojtyły na Stolicę Piotrową, kiedy wydawało się nam, że nastąpiło ożywienie religijne przekładające się na powstający społeczny ruch solidarności. Biskup doskonale widział, że „paplaniem” o miłości, można zatrzeć wyrazistość przykazań, a co za tym idzie, odpowiedzialność. Wystarczy tylko spojrzeć na procesy, jakie zaszły w naszych rodzinach w imię rozmytej miłości.

Dzisiaj słowa Sługi Bożego nic nie tracą ze swej aktualności. Wydaje się, że „płaszczyzna ześlizgu” jest jeszcze bardziej stroma, a „parasol” rozpięty jeszcze bardziej. Mimo że my Polacy w ostatnim trudnym czasie, okazaliśmy otwarte serca i otwarte drzwi, czym zadziwiliśmy świat, to jednak doskonale wiemy, że bardzo daleko nam do tej miłości, o której wspomina Jezus, dając przykazanie nowe: abyście się wzajemnie miłowali, tak jak Ja was umiłowałem; żebyście i wy tak się miłowali wzajemnie. Poprzeczka Starego Testamentu: Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego (Mt 22,39), została przez Jezusa podniesiona, aż do miłości nieprzyjaciół. Po tym wszyscy poznają, żeście uczniami moimi, jeśli będziecie się wzajemnie miłowali. Miłość więc ma być naszą wizytówką, i to miłość, której Jezus Chrystus, Bóg, który uniżył się do bycia człowiekiem i Człowiek, który oddał swoje życie za przyjaciół swoich, jest punktem odniesienia.

Tylko taka miłość jest w stanie zmienić bieg historii. Bez takiej miłości, życie jednostek traci sens, rodzina traci swą jedność, społeczeństwo swą siłę, świat traci pokój, a obrona konieczna przerodzi się w rzeź.

To, co mogę zrobić dzisiaj, to trwać przy Tobie Jezu!

Ks. Lucjan Bielas

 

Katecheza V
Maryja – kobieta jako żona i matka.

Papież Franciszek pisze: „W rodzinie jest matka. Każdy człowiek zawsze zawdzięcza swoje życie matce i niemal zawsze zawdzięcza jej także wiele ze swojego dalszego życia, ze swej formacji ludzkiej i duchowej.” Jest tak, ponieważ małżeństwo jako cel ma nie tylko zrodzenie potomstwa, ale również wychowanie i uformowanie dzieci; przygotowanie ich do samodzielności i odpowiedzialności.

Dla chrześcijańskiej kobiety najlepszym i najpiękniejszym wzorem do naśladowania jest Maryja, żona Józefa i matka Jezusa. W liście do kobiet św. Jan Paweł II mówił o dwóch wymiarach powołania kobiety, w których szczególnie spełnia się kobieca osobowość: dziewictwo i macierzyństwo. Pisał: „w świetle Ewangelii zyskują one pełnię znaczenia i wartości w Maryi, która jako Dziewica stała się Matką Syna Bożego. W niej te dwa wymiary kobiecego powołania spotkały się i zespoliły w sposób wyjątkowy, tak że jedno nie wykluczyło drugiego, ale przedziwnie dopełniło. Co więcej, osoba Bogarodzicy pozwala wszystkim ludziom – zwłaszcza wszystkim kobietom – dostrzec, w jaki sposób te dwa wymiary i dwie drogi osobowego powołania kobiety wzajemnie się tłumaczą i dopełniają.” Trzeba nam dostrzec, że w centrum życia Kościoła znajduje się właśnie Maryja – matka Jezusa. Idąc Jej śladami i biorąc przykład z tej, która w swoim kobiecym i macierzyńskim życiu doświadczyła zarówno radości, jak i trosk, czy ubóstwa, która przeżyła męczeńską śmierć swojego Syna, współczesna kobieta może odnaleźć inspirację dla swojego życia i czerpać siłę do codziennych obowiązków. Poprzez osobistą relację z Maryją może odkryć nie tylko sens i głębię swojej kobiecości ale przede wszystkim prawdziwe szczęście za którym tęskni.

Kobiecość Maryi wyraża się przede wszystkim w jej pięknie. „Maryja jest obliczem kobiety, zwróconym ku wysokości i ku głębi. Czystość w niej oznacza nie tylko brak skazy, ale i prostotę; prostotę białego światła. Czystość jest kondensacją posuniętą aż do ostateczności. Z pewnością Maryja była piękna, ale na piękno Maryi nie możemy patrzeć jedynie przez pryzmat doskonałej formy. Kiedy Ona się ukazuje, ci, co Ją widzą, dostrzegają promieniujące piękno. Ale istnieje coś więcej niż uroda, mianowicie obecność duszy w rysach twarzy, w spojrzeniu, w uśmiechu – zawierzenie Bogu, jak gdyby na dnie piękna kryła się dobroć. To łaska.”

Najpełniej wszystkie talenty kobiety rozwija macierzyństwo, które jest najwspanialszym przejawem jej kobiecości. Chodzi tu zarówno o macierzyństwo biologiczne jak i macierzyństwo duchowe. Każda kobieta ma je wpisane w swoją osobowość, i już jako młoda kobieta dojrzewa do postawy matki. Jej macierzyństwo realizuje się we wszystkich przejawach życia i funkcjonowania kobiety.

Realizując się później jako matka jest najważniejszą i niezastąpioną osobą w życiu każdego człowieka. Bez kobiety-matki człowiek byłby okaleczony i zubożony. Dzięki miłości macierzyńskiej, bezinteresowności, czułości, ludzie patrzą na świat lepiej i łatwiej im kochać innych w sposób dojrzały. Matka powinna także kochać swoje dzieci miłością wymagającą, nie wyręczając ich ze wszystkich obowiązków ale wraz z ojcem systematycznie ucząc dzieci odpowiedzialności. Tak przeżyte macierzyństwo kobiety stanowi dopełnienie ojcostwa mężczyzny.

Od początku swego macierzyństwa, Maryja jest pełna czułości i troski. Przepełnia ją miłość. Adoruje więc swojego nowonarodzonego Syna w stajence; w kruchym Dziecięciu widzi swojego Stwórcę. Dlatego też każda kobieta potrzebuje żyć w zgodzie z Bogiem, kochać Go i służyć Mu aby osiągnąć pełnię szczęścia, a także prowadzić swoją rodzinę ku Stwórcy. Papież Franciszek zauważa: „matka, która porodziwszy, przedstawia Syna światu. Ona nam daje Jezusa, ukazuje nam Jezusa, pozwala nam zobaczyć Jezusa”. Maryja doskonale wypełnia zadanie stające przed każdą kobietą, by towarzyszyć swoim dzieciom na drodze ich wzrastania i kroczenia Bożymi ścieżkami a także dbać o ich kompleksowy rozwój w sferze fizycznej, psychicznej i duchowej. Macierzyńska miłość Maryi może stanowić także wzór macierzyństwa duchowego przejawiającego się matczyną troską o ludzi szczególnie potrzebujących.

Maryję cechowała również odwaga; była odważna jako żona i matka. „W Maryi jest także źródło odwagi, to wola uchwycona u zarania, w chwili, kiedy mówi się: ‘Tak’. Do tego stopnia, że pierwszym słowem Maryi, jakie pada w Ewangelii, jest właśnie ‘tak – niech mi się stanie według twego słowa’. Ta wstępna zgoda dana na to co może się wydarzyć, czy to będzie nędza, czy też wielkość; owo ‘tak’ powiedziane dziecku jeszcze bez twarzy, którego spodziewa się w swoim ciele i które będzie dla niej ciężarem, troską, tajemnicą i chwałą. Takie właśnie słowo wypowiada, rzec można, w każdej chwili każda kobieta.” Warto także zwrócić uwagę na ten aspekt maryjny w teologii całego małżeństwa. Małżeńskie sakramentalne „tak” wypowiedziane przez współmałżonków w słowach przysięgi, ma być powtórzeniem „tak”, które wypowiedziała Maryja, by w ten sposób małżonkowie mogli swoją płodną miłością rozprzestrzeniać wcielenie Słowa i budować Kościół.

Opracował: ks. Karol Nędza

 
Informacje duszpasterskie na okres od 15 maja do 29 czerwca 2022 r.

Więcej…
 
Ogłoszenia duszpasterskie - 5. Niedziela Wielkanocna - 15.05.2022 r.
Więcej…
 
Intencje mszy św. od 15 do 22 maja 2022 r.
Więcej…
 

Do tych wszystkich, którzy w pracy czują się zniewoleni
(J 10,27-30)

Kiedy to 22 maja 1977 przyjąłem święcenia kapłańskie z rąk ówczesnego metropolity krakowskiego, ks. kard. Karola Wojtyły, wydawało mi się, że wypłynąłem na szerokie wody wolności kapłańskiej. Tymczasem kilka dni później, w pałacu biskupim w Krakowie, spotkały się dwie grupy zaproszonych księży. Jedną stanowili poważni proboszczowie, drugą zaś neoprezbiterzy, do których i ja należałem. O wyznaczonej godzinie pojawił się Ksiądz Kardynał z listą w ręku i po powitaniu rozpoczął odczytywanie w kolejności alfabetycznej nazwisk świeżo wyświęconych kapłanów, na czele z moim, oraz nazw parafii, do których nas wysyłał. Wiadomo było, że taka jest procedura i są to suwerenne decyzje biskupa, któremu ślubowaliśmy posłuszeństwo, ale kiedy to nastąpiło, poczułem, że utraciłem swoją wolność. Na dodatek wysłano mnie jako tzw. księdza wikarego do parafii Kozy, o której w ogóle nic nie wiedziałam, a nawet nie miałem pojęcia, gdzie ona jest. Grozy dodawał fakt, że w prawie rzymskim termin vicarius między innymi oznaczał pomocnika niewolnika. Mojej traumy ani nie zmieniło serdeczne podanie ręki pierwszego szefa, ks. Władysława Sieczki, ani uwagi kolegów, że świetnie trafiłem. Jak najszybciej udałem się do Jaworzna, do domu rodzinnego, do ostatniego bastionu mojej wolności.

Kilka dni później moją traumę pogłębiła prośba kolegi, abym przygotował rozważania na nasz kapłański dzień skupienia, na podstawie pism bł. O. Maksymiliana Kolbe. Beatyfikowany w roku mojego wstąpienia do seminarium (17 października 1971) był patronem naszego rocznika. Obrzydzony mi skutecznie przez kaznodziejów, akcentujących przede wszystkim jego śmierć i jej okoliczności, nie był moim, mówiąc delikatnie, ulubionym świętym. Ciągle tylko słyszałem o Auschwitz, o bunkrze, o zastrzyku i o heroicznej postawie kapłana i to zamykało moje uszy i głowę na całą jego osobę. Dopiero prośba kolegi, która była silniejsza niż moje zahamowania, skłoniła mnie do poszukania odpowiedzi na pytanie: - kim tak naprawdę był Ojciec Kolbe i dlaczego w tej granicznej sytuacji podjął taką, a nie inną decyzję?

Dzięki tym poszukiwaniom zobaczyłem w nim wspaniałego człowieka, prawdziwego mężczyznę, wierzącego kapłana i posłusznego zakonnika. I właśnie ten ostatni punkt, w mojej ówczesnej sytuacji utraty wolności w imię posłuszeństwa, mocno mnie piknął. Ku mojemu zdumieniu spotkałem w Ojcu Kolbe jednego z najwolniejszych ludzi. Jego szerokie spojrzenie, jego podejmowane inicjatywy i imponujące plany, a przede wszystkim skuteczność działania, wzbudzały nie tylko mój podziw, ale i ogromne zdumienie, albowiem można, trochę upraszczając, powiedzieć, że Kolbe zrobił wszystko wbrew woli przełożonych, ani razu nie łamiąc posłuszeństwa. Często było tak, że kiedy zwracał się z jakimś odważnym pomysłem, prosząc o pozwolenie na jego realizację, słyszał odmowną decyzję, suche, zwyczajne: nie pozwalam. Zawsze przyjmował decyzję przełożonego, wszystko zawierzając Bogu, z którym był w nieustannym kontakcie. I wtedy Najwyższy, z którym rzecz była na modlitwie przedyskutowana, brał sprawę w swoje Boskie ręce albo wpływając na decyzję przełożonego, albo inną jeszcze drogą przeprowadzając swą Boską wolę.

Odkrycie tej prawdy o św. Maksymilianie Marii Kolbem przywróciło mi wolność w kapłaństwie. Uświadomiłem sobie, że przez medytację trzeba być ściśle złączonym z Jezusem Dobrym Pasterzem. Trzeba szukać Jego, a nie swojej woli. Planom z Nim uzgodnionym nic i nikt nie może stanąć na przeszkodzie.

Lata zarówno własnych doświadczeń, jak i obserwacji otaczającego mnie świata, pozwalają mi na sformułowanie kilku praktycznych wniosków wypływających z tak pojętego posłuszeństwa, z którymi pragnę się podzielić, traktując je, jako zachętę do dalszych przemyśleń:

  1. Jezus moim Panem. Służba Jemu jest dla mnie zaszczytem, szansą i gwarancją bezpieczeństwa.
  2. Przełożony nie jest przypadkową osobą i nieprzypadkowe są jego decyzje. Trzeba zawsze mieć do niego szacunek, który przekłada się na chęć zrozumienia go i jego poleceń.
  3. Bliska relacja z Bogiem pozwala nam na własną inicjatywę, połączoną ze znalezieniem sposobu jej prezentacji.
  4. Odrzucenie naszych pomysłów stanowi znakomitą okazję zarówno do ich korekty, jak i do przemyślenia własnej postawy.
  5. Przyjęcie naszych propozycji jest dowodem zaufania i pobudza naszą odpowiedzialność.
  6. Jako podwładni zakorzenieni w Panu, mamy odwagę wypowiedzenia we właściwy sposób własnej opinii tam, gdzie jest to konieczne, a kiedy zaś polecenie wykracza poza granicę przykazań Boga, jasnego sprzeciwu.
  7. W chwilach trudnych emocji nabieramy właściwego dystansu, aby problemy przekształcać w szansę, co tylko w bliskiej relacji z Bogiem jest możliwe.


Po 45 latach takiego funkcjonowania wiem, że to tak zawsze działa i wraz z psalmistą mogę powiedzieć: Pan Jest moim pasterzem i nie brak mi niczego (Ps 23,1).

Ks. Lucjan Bielas

 
Ogłoszenia duszpasterskie - 4. Niedziela Wielkanocna - 08.05.2022 r.
Więcej…
 
Intencje Mszy św. od 08 do 15 maja 2022 r.
Więcej…
 

List Rektora Wyż. Seminarium Duchownego Diec. Sosnowieckiej, na niedzielę seminaryjną - 01.05.22 r.

„Żniwo wprawdzie wielkie, ale robotników mało; proście więc Pana żniwa, żeby wyprawił robotników na swoje żniwo.” Kościół posłuszny powyższym słowom P. Jezusa nieustannie błaga Boga o powołania. Kapłani są potrzebni, ponieważ pełnią niezwykle ważne role w Kościele. Tych ról jest wiele, a wszystkie je pokazuje Pismo Św. W jednym z takich biblijnych przedstawień kapłan jest ukazywany jako anioł, który oznacza kogoś posłanego. W Ks. Malachiasza czytamy: „Wargi kapłana bowiem powinny strzec wiedzy, a wtedy pouczenia będą szukali u niego, bo jest on aniołem Pana Zastępów”. Podobnie Kościół interpretuje obraz z Apokalipsy, w którym Syn Człowieczy trzyma w ręku siedem gwiazd symbolizujących aniołów poszczególnych Kościołów. W tych aniołach widziano kapłanów, którzy są narzędziami w ręku Boga, należą do Niego i pełnią te misje, które zleca im Bóg.

Kapłan, idąc w ślady Jezusa, jest sługą. Sam Jezus mówi: „Syn Człowieczy nie przyszedł, aby Mu służono, lecz aby służyć i dać swoje życie na okup za wielu”. Kościół widzi w kapłanie tego, który „jest sługą wiernym i roztropnym, którego pan ustanowił nad swoją służbą, żeby na czas rozdał jej żywność”. To właśnie ten Boży sługa rozdaje prawdziwy pokarm Słowa Bożego i Eucharystii tym, którzy go potrzebują. Ciekawym symbolem kapłana jest postać kucharza. W pierwszej Ks. Samuela czytamy o uczcie, na którą Prorok zaprosił Saula: „Odezwał się Samuel do kucharza: «Podaj tę część, którą ci przekazałem, o której też powiedziałem ci: Zatrzymaj ją u siebie». Kucharz podniósł łopatkę i to, co było przy niej, i położył przed Saulem”. Św. Grzegorz Wielki ukazując kapłana-kucharza mówi, że ma on przygotowywać dla ludu pokarm, gotując i smażąc go ogniem Ducha Św.

Kapłan jest również ukazywany jako kowal. Jak czytamy w Starym Testamencie: „W całej ziemi izraelskiej nie było wtedy żadnego kowala, dlatego że Filistyni mówili: «Niech Hebrajczycy nie sporządzają sobie mieczów i włóczni!»”. Filistyni są symbolem zniewolenia przez szatana, jego prób zniszczenia człowieka. Bez broni nie mamy szans na jakąkolwiek obronę. Dopiero kapłan, który jest kowalem Boga, przygotowuje broń Słowa Bożego, sakramentów, świadectwa życia. Dzięki temu możemy prowadzić wojnę ze złem i ostatecznie wygrać. Widzimy więc na podstawie przytoczonych przykładów, jak ważna jest dla Kościoła i dla nas osoba kapłana. Jednocześnie jest on człowiekiem, który potrzebuje innych ludzi, co wyraźnie pokazuje sytuacja opisana w Ks. Wyjścia. Kiedy Izraelici toczyli bitwę z Amalekitami, wygrywali dzięki Mojżeszowi – kapłanowi, który trzymał ręce w górze i modlił się za lud. Jak później czytamy: „Gdy ręce Mojżesza zdrętwiały, wzięli kamień i położyli pod niego, i usiadł na nim. Aaron zaś i Chur podparli jego ręce, jeden z tej, a drugi z tamtej strony. W ten sposób aż do zachodu słońca były ręce jego stale wzniesione wysoko. I tak zdołał Jozue pokonać Amalekitów i ich lud ostrzem miecza”. Kapłani i powołani do tego sakramentu potrzebują ludzi, którzy ich podtrzymają. I za to dziękujemy tym, którzy ciągle są z nami, duchowo i materialnie. Dziękujemy szczególnie Gronu Przyjaciół naszego seminarium, które od lat wspiera nas modlitwami i ofiarami. Tak jak Aaron i Chur podtrzymujecie kapłanów i seminarzystów, aby mieli siłę modlić się za was, za parafie, za diecezję i za cały świat. Prosimy, nie ustawajcie w tej posłudze. A my obiecujemy naszą modlitwę za was. Zapewniamy, że staramy się jak najlepiej wejść w te role, które mają w swoim życiu wypełnić kapłani i powołani do tego sakramentu.

 

Z rybaka stał się pasterzem
(J 21,1-19)

Dzięki ewangeliście św. Janowi jesteśmy dzisiaj świadkami ustanowienia przez Zmartwychwstałego Jezusa, prymatu Piotra i jego następców. Jest to kluczowy moment dla tworzącego się hierarchicznego Kościoła Chrystusowego. Ponieważ szatan, korzystając z ludzkiej słabości, nieustanne próbuje wprowadzać bałagan w funkcjonowanie tej Bosko-ludzkiej instytucji, trzeba nam systematycznie wracać do jej początku, abyśmy roztropnie odczytywali założenia, które są nietykalnym kanonem o ponadczasowym znaczeniu. Zachowanie tych fundamentów, z jednej strony daje Kościołowi wyrazistość, z drugiej zaś, roztropnie otwiera go na wszelkie zmiany, konieczne dla jego aktualnej misji.

Wydarzenie znad Jeziora Genezaret ma jeszcze głębsze znaczenie dla życiowej postawy każdego z nas, każdego, który spotkał na swojej drodze Zmartwychwstałego Jezusa.

To właśnie Zmartwychwstały Pan, zapraszając Apostołów na brzeg Jeziora Galilejskiego, nawiązał tym samym do początku ich powołania. Jego zwycięstwo nad śmiercią, było absolutną rewolucją w ich życiu. Przy tej wielkiej radości ci pracowici ludzie nie wyobrażali sobie codzienności bez pracy. Piotrowe stwierdzenie, w tamtych okolicznościach: Idę łowić ryby, ukazuje go jako rybaka z krwi i kości. Nadszedł jednak czas, zarówno dla Piotra, jak i dla jego towarzyszy, na radykalną przemianę życia, do której byli przygotowywani od chwili ich pierwszego powołania przez Chrystusa. On to, początkowo nierozpoznany, wpisał się w ich nieudany całonocny połów, cudowną interwencją, której nie zlekceważyli, oraz zaproszeniem na śniadanie. Było ono już świadomym przeżyciem współpracy Boga i człowieka.

W tej scenie swoją symbolikę mają rozżarzone węgle. Występują wpierw na dziedzińcu u Arcykapłana, kiedy to Piotr trzykrotnie zaparł się Mistrza. Teraz, przy tym ognisku Jezus, który ma wobec niego swoje plany, stawia mu po trzykroć pytanie: Szymonie, synu Jana, czy miłujesz Mnie więcej aniżeli ci? I trzykrotnie Piotr odpowiada twierdząco. Jest to cudowny moment całkowitego pojednania grzesznika z Chrystusem, które owocuje spotęgowaniem relacji wzajemnej miłości i to niewątpliwie wyróżniało Piotra spośród innych Apostołów.

To pytanie ma jeszcze inny wymiar. Jezus wybrał już wcześniej Piotra na lidera apostolskiej grupy, widząc w nim szczególne naturalne walory w jego „byciu rybakiem”. On zaś, przez cały czas przebywania z Jezusem w pełni to potwierdził. Jezus słowami Paś owce moje; Paś baranki moje, powierza Piotrowi swoje dziedzictwo, swój Kościół. Czyni to Ten, który nie podlega władzy śmierci i dalej jest właścicielem owczarni, który to w zarządzaniu nią w doczesnej przestrzeni, wybiera godnych pasterzy. Tak więc Jezus uroczyście zamyka w życiu Piotra jego „bycie rybakiem”, a otwiera „bycie pasterzem”. Sam Jezus swoim życiem dał Piotrowi i jego następcom, wspaniały przykład, pasterzowania pośród braci i sióstr. Kluczową jest postawa sługi, a nie rządcy. To nieustanne przebywanie z nimi, troska nad chorymi, szukanie zaginionych i gotowość oddania życia za nich. Dlatego też Jezus uczciwie zapowiada Piotrowi starość oraz rodzaj śmierci, jaką umrze, a mianowicie ukrzyżowanie: Ale gdy się zestarzejesz, wyciągniesz ręce swoje, a inny cię opasze i poprowadzi, dokąd nie chcesz. Tak wypełni się do końca polecenie, które otrzymał od Mistrza: Pójdź za Mną!

Nie można być dobrym pasterzem bez gotowości oddania życia za owce. Jezus wyklucza najemników. W tym jakże prostym stwierdzeniu: Pójdź za Mną! – jest zawarta i obietnica nieustannej asystencji Jezusa, która nie jest obietnicą bycia obok, lecz wewnętrznego zjednoczenia z Chrystusem. Daje to największe poczucie bezpieczeństwa, jakie może mieć człowiek na ziemi.

To ewangeliczne wydarzenie znad Jeziora Galilejskiego, jest kluczowe zarówno dla Piotra i jego następców, jak i dla pozostałych Apostołów. Jest ono kluczowe, dla wszystkich powołanych w Kościele do pasterskiej posługi. Trzeba do tego wydarzenia nieustannie wracać, albowiem szatan wszelkimi dostępnymi środkami pragnie przekształcić pasterzy Chrystusowych w przysłowiowych już, korpoludków. Pandemia obnażyła nasze słabości, dając kolejną szansę na przemianę taką, jaką oczekuje od nas Jezus.

I wreszcie stawiam sobie pytanie, w czasie kiedy interesy wielu matadorów tego świata, zmierzają do wojny, czy jest możliwe, aby w normalnym życiu gospodarczym być pasterzem Jezusa Chrystusa? Czy On odmówi takim przedsiębiorcom swego błogosławieństwa?

Ks. Lucjan Bielas

 
<< Początek < Poprzednia 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 Następna > Ostatnie >>

Strona 1 z 148

Statystyki

mod_vvisit_counterDziś28
mod_vvisit_counterWczoraj402
mod_vvisit_counterW tym tygodniu1990
mod_vvisit_counterW tym miesiącu9263
mod_vvisit_counterWszystkich1044987

W każdy trzeci czwartek miesiąca o godz. 18.00 jest Msza św. o św. Bracie Albercie patronie naszej parafii. Po Mszy św. jest Nowenna do naszego patrona z ucałowaniem jego relikwii.
Po modlitwie Spotkanie biblijne. Zapraszam serdecznie wszystkich wiernych!

W każdy czwarty czwartek miesiąca o godz. 18.00 jest Msza św. o św. O.Pio. Po Mszy św. modlitwy do Świętego z ucałowaniem jego relikwii, a potem spotkanie Grupy Modlitwy św. O.Pio.
Zapraszam serdecznie wszystkich wiernych!

Projekt i wykonanie Alanet